Mieszkańcy Baranowa nie chcą lotniska, ale referendum nie będzie miało wpływu na decyzję rządzących

Artykuł/Biznes 18.06.2018
Mieszkańcy Baranowa nie chcą lotniska, ale referendum nie będzie miało wpływu na decyzję rządzących

Mieszkańcy Baranowa nie chcą lotniska, ale referendum nie będzie miało wpływu na decyzję rządzących

Zdecydowana większość mieszkańców jest przeciwna budowie Centralnego Portu Komunikacyjnego. Takie są wyniki referendum w Baranowie. 

Tylko w samym Baranowie wiedzą, że ten głos sprzeciwu nic nie da. Bo rządzący tak naprawdę udają, że się w niego wsłuchują. Ale przecież wcześniej przyjęli specustawę, wedle której narodowe lotnisko ma powstać w Baranowie. Koniec i kropka.

Władza z mieszkańcami Baranowa od co najmniej kilku miesięcy starała się tańczyć w wyjątkowo dziwnym rytmie. Z jednej strony, od początku pojawienia się idei powstania Centralnego Portu Komunikacyjnego powtarzała jak mantrę, że będą rozmowy z mieszkańcami i wsłuchiwanie się w ich argumenty. Dla najbardziej opornych miałaby zostać wybudować nowa wieś.

Z drugiej strony, od początku mieszkańcy typowanej gminy (miejscowość Stanisławów – gmina Baranów) wyrażali obawy i zaniepokojenie. W odpowiedzi rząd pokazał, że dla niego sprawa jest priorytetowa. W gabinecie Mateusza Morawieckiego pojawił się pełnomocnik ds. budowy CPK, który pojechał do Baranowa i rozmawiał z tamtejszymi mieszkańcami. Raz i drugi. Tylko czytając i oglądając z nich relacje można było mieć wrażenie, że o kompromisie i porozumieniu nawet nie może być mowy.

Referendum w Baranowie, czyli sprawdzam.

Sytuacja mocno zdynamizowała się po decyzji radnych z Baranowa, którzy też musieli widzieć, że rozmowy z rządem prowadzone są dla samych rozmów i wrażenie konsultacji niż dla chęci efektu, czyli kompromisu. Mimo, że Ministerstwo Infrastruktury twierdziło, że ciągle nie ma ostatecznej decyzji i decydujące będą ankiety lokalizacyjne.

Trudno się dziwić, że bojąc się prędzej czy później odgórnej decyzji, postanowili postarać się wziąć sprawy w swoje ręce i w połowie kwietnia tamtejsza Rada Gminny ustaliła, że mieszkańcy ostatecznie w sprawie budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego wypowiedzą się w drodze referendum. Te zaplanowano na 17 czerwca.

Specustawa – rządowa odpowiedź.

Myliłby się ten, że w takim przypadku trzeba czekać na lokalne rozstrzygnięcie i potem na jego podstawie podejmować stosowne decyzje. Przecież od pewnego czasu bardzo wyraźnie w przypadku CPK kreśliła się zasada, że kto pierwszy ten lepszy. Jak walka o grabki w piaskownicy. Więc po decyzji baranowskich radnych na odpowiedź władzy nie trzeba było długo czekać.

Niespełna miesiąc po decyzji o referendum w Baranowie Sejm przyjął superustawę, na mocy której na powierzchni ok. 3 tys. hektarów gruntów powstanie lotnisko, które ma obsługiwać 45 milionów pasażerów rocznie. A docelowo – nawet 100 mln. I na tym tak naprawdę formalną dyskusję zakończono. W starciu z ustawą lokalne referendum nie ma żadnych szans.

Prawie połowa przy urnach. Pro forma.

Ale mieszkańców taka taktyka rządzących jakoś nie zraziła. W referendum w Baranowie frekwencja wyniosła ok. 47 proc. Na uprawnionych do głosowania 4120 osób zagłosowało 1932 z nich. Na pytanie: „Czy chce Pan/Pani budowy CPK w gminie Baranów?”, 84 proc. uczestników głosowania odpowiedziało „nie”. Z kolei w przypadku drugiego pytania: „Czy Pana/Pani zdaniem przepisy specustawy są korzystne dla mieszkańców?” ponad 94 proc. głosujących uznało, że nie będą one dla nich korzystne.

W Baranowie rzecz jasna nie chcą zakrzywiać rzeczywistości. Wiedzą przecież o specustawie. I już przed głosowanie wiedzieli, że referendum będzie trochę pro forma. Ale mimo to chcieli się wypowiedzieć, pokazać swoje zdanie. Bo najczęściej mieszkają w tej miejscowości z dziada, pradziada i perspektywa koniecznej wyprowadzki w ogóle ich nie przekonuje.

Nie chodzi o opowiadanie się po jakiejkolwiek stronie, ciągnącego się jak flaki z olejem i coraz nudniejszego sporu polsko-polskiego. Tutaj tak naprawdę nie ma miejsca na barwy polityczne. Rzecz w mechanizmie. Albo faktycznie władza wsłuchuje się w głos mieszkańców i na tym fundamencie buduje jakąś współpracę, podczas której niekiedy trzeba iść na kompromis, zgodzić się na rozwiązanie nie do końca po myśli jednej ze stron. Albo to nic innego jak pic na wodę, fotomontaż.

Bo przecież to, że rządzący zapowiadają konsultowanie się w każdej sprawie z mieszkańcami, szanowanie ich argumentów – brzmi bardzo dobrze. Zwłaszcza w roku wyborczym, co jest równoznaczne z początkiem kampanii wyborczej.

Wtedy mamy do czynienia z niczym innym, jak kiełbasą wyborczą, której smak przecież znamy i skutecznie nas on odrzuca. No chyba, że ktoś kiełbasę poda w nieznanej do tej pory formie. W takim przypadku faktycznie, pierwsze kęsy znowu mogą wydać się smaczne. Dopóki nie zorientujemy się, że znowu ktoś nas robi w konia. Bo przecież nie my się liczymy tylko nasz głos.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji