Wystarczyło trochę pograć w FIFĘ na “amatorze” i może Polska nie przegrałaby dziś z Senegalem

Felieton/Gry 19.06.2018
Wystarczyło trochę pograć w FIFĘ na “amatorze” i może Polska nie przegrałaby dziś z Senegalem

Wystarczyło trochę pograć w FIFĘ na “amatorze” i może Polska nie przegrałaby dziś z Senegalem

Chciałbym, żeby to było jasne. Jestem Januszem. Znam się trochę na piłce, mam dobrą intuicję, trafnie obstawiam wyniki spotkań, a w Football Managerze przebijam dorobek Stefana Żywotko, ale to dalej tylko mądrości zza telewizora. 

Nawet taki Janusz jak ja uważa jednak, że w meczu z Senegalem coś było nie tak i nie chodzi tylko o wynik. Chodzi o taktykę. Nie wiem, kto jest w kadrze odpowiedzialny za ten akurat aspekt, czy sam selekcjoner, czy jednak ma kogoś do pomocy i tym razem posłuchał złych doradców. Ale Polska przegrała mecz z Senegalem nie mentalnie, nie fizycznie, a taktycznie.

Dziwi mnie to, bo przecież gdybyśmy chcieli charakteryzować Adama Nawałkę, to pewnie użylibyśmy słowa “taktyk”.

A przecież nie trzeba kończyć elitarnych szkółek trenerskich, by wiedzieć dwie rzeczy – pomijając auty piłkę rękami może łapać tylko bramkarz (i to też nie wszędzie), a na dużych, rosłych Afrykanów nie gramy górnych piłek. Jeśli ktoś nie wie tej drugiej rzeczy, to już gra FIFA na amatorze bardzo szybko podpowie mu, że to po prostu nie jest najlepszy pomysł na konstruowanie akcji.

W mojej ocenie mamy naprawdę fantastycznych piłkarzy. Znam ich trochę, śledzę poczynania wielu z nich z racji sympatii do Interu. Przekonywałem kolegów, że ten Glik z Torino to się zrobił kawał defensora. Dwa lata temu na Spider’s Web pompowałem Zielińskiego, to część znajomych pukała się w czoło po meczu z Ukrainą. Ostatnio podkochuję się – oczywiście platonicznie – w Dawidzie Kownackim. W zasadzie marzyłem o tym, by pojawił się w kadrze, gdy jeszcze mało kto wiedział, gdzie go w ogóle z Poznania wywiało. Moje marzenie, choć w grudniu nieprawdopodobne, się spełniło. Aczkolwiek bez podstawowej jedenastki – szkoda.

Jestem Januszem, nie umiem prosto kopnąć piłki i pewnie nawet nie umiałbym poprowadzić głupiej rozgrzewki. Ale cenię sobie swoją futbolową intuicję. Mam też kilka naturalnych odruchów taktycznych i uważam, że właśnie na tym gruncie przegraliśmy dziś z Senegalem. Wiecie, żadna magia i wiedza dla wtajemniczonych. Raczej takie oczywiste kwestie rodem z prymitywnie odzwierciedlających piłkę świata gier komputerowych. Typu, wiecie, żaden ze mnie Schumacher, ale wiem, że nie jedzie się pod prąd i nie wali na pełnej prędkości w bandy.

Nie potrafię zrozumieć, dlaczego w dzisiejszym meczu nasi piłkarze grali w ten sposób. Otóż mając przeciwko sobie z reguły szybszych i/lub wyższych piłkarzy decydowano się na granie głównie górnych piłek lub górnych piłek na wolne pole, którego nie było zbyt dużo. Gdyby jeden czy dwóch piłkarzy zachowywało się w ten sposób, uznałbym to za błędy personalne. Ale taka była taktyka! Zamiast kąśliwych dośrodkowań – często nieskuteczne próby kończące się przelobowaniem pola karnego. Czarę goryczy przelewały rzuty rożne, gdzie wybijane w powietrze piłki niczym Robert Mateja spokojnie opadały na głowy rosłych Senegalczyków, bo rywalizować z nimi mógł chyba wyłącznie duch Kamila Glika unoszącego się gdzieś nad stadionem.

W jakiej taktyce graliśmy w pierwszej połowie – nie wiem. Zdaje się, że tak to miało wyglądać:

A wyglądało bardziej w ten sposób:

Przede wszystkim na obu skrzydłach (a więc taktyka, a nie błędy Piszczka/Rybusa) oglądaliśmy przedziwne neutralizowanie się skrzydłowego z bocznym obrońcą (czy też – ostatecznie – wahadłowym). Jednak te podwójne szarże bokiem boiska i tak okazywały się co do zasady nieskuteczne, a nawet gdy(by) były skuteczne, to kończyło się to łagodnym dośrodkowaniem wprost na głowy świetnie zagęszczających środek pola Senegalczyków.

Zwróćcie też uwagę na jeszcze jeden szczegół w mojej taktyce – Piotra Zielińskiego. Zieliński był akurat jednym z lepszych Polaków w dzisiejszym spotkaniu, jednakże był również naszym jedynym środkowym pomocnikiem. Jeśli chcecie zabić Pepa Guardiolę, pokażcie mu skrót meczu Polska – Senegal. Ja nie jestem jakimś przesadnym sympatykiem tikitaki, jednakże nie jestem też miłośnikiem meczów, w których gra się jednym nominalnym pomocnikiem i Grzegorzem Krychowiakiem, który tak na dobrą sprawę w pierwszej połowie grał raczej ofensywnego środkowego obrońcę.

W mojej nieprofesjonalnej ocenie dobrym punktem wyjścia w grze przeciwko przeciwnikowi górującemu wzrostem i/lub szybkością, jest mimo wszystko wykorzystywanie atrybutów technicznych (na co decydowali się w zasadzie tylko Zieliński i Kownacki) oraz rozgrywanie piłki po ziemi, gdzie obie strony mają mniej więcej równe szanse. Druga połowa w wykonaniu Polaków wyglądała lepiej i Grzegorz Krychowiak mógł się skupić na środku pola, ale to nadal było tylko dwóch pomocników i kolejne próby dośrodkowań.

Strasznie mnie zaskoczyła drużyna Polaków i to niestety na minus, ponieważ nie przegraliśmy tego meczu umiejętnościami, a piłkarzy mamy mimo wszystko lepszych od Senegalu (choć oczywiście nie aż tak, jak twierdzili wszyscy świętujący wylosowanie takiej grupy).

Po prostu graliśmy wbrew wszelkiej logice, wbrew rozsądkowi, piłkarze najprawdopodobniej dostali takie polecenia i zastanawiam się, jak mogło do tego dojść, skoro sam trener jest raczej dobrym taktykiem i kilkukrotnie dawał tego dowody (np. świetnie neutralizując Ukrainę w 2016 roku). Żeby to jeszcze było zwykłe granie górą. Ale nasi piłkarze nawet krótkie podania wykonywali w powietrzu. Jakby lubowali się w podbijaniu piłki tam, gdzie prędzej sięgną ją Senegalczycy. Jakby nie oglądali meczu Korei Południowej ze Szwecją, którą ta druga ograła praktycznie tylko wzrostem. Już kilka pierwszych sekund dzisiejszego spotkania zwiastowało, że z tym meczem coś będzie nie tak.

Dziwi mnie, że ta porażka oparła się na tak naprawdę fundamentalnych błędach taktycznych i zastanawiam się, skąd taki a nie inny pomysł na grę. Owszem, kilka rzeczy zrobiłbym inaczej również kadrowo (siłą rzeczy zabrakłoby miejsca dla Arkadiusza Milika na rzecz środkowego pomocnika), ale nie ma sensu wnikać w preferencje trenera.

Jednocześnie cały czas wierzę w naszą reprezentację. Mamy wspaniałych piłkarzy i szkoda by było rozstawać się z nimi tak szybko. Na szczęście pozostałe drużyny nie będą dla nas aż tak trudne pod względem fizycznym i mam nadzieję, że również taktycznym. Dziś niestety pokazaliśmy (my, my, to nie tak, że grupowo tylko wygrywamy) się jako naród, który dał się przechytrzyć Senegalowi.

Dołącz do dyskusji