Mój pierwszy dron FPV, czyli Parrot Mambo w praktyce – recenzja

Recenzja/Sprzęt 23.06.2018
Mój pierwszy dron FPV, czyli Parrot Mambo w praktyce – recenzja

Mój pierwszy dron FPV, czyli Parrot Mambo w praktyce – recenzja

Latanie dronem FPV w googlach pokazujących widok z kamery to niezwykłe doświadczenie. Parrot Mambo FPV pokazuje, że można się tym cieszyć, nie wydając wielkich kwot, ale trzeba zaakceptować kilka kompromisów.

W ubiegłym roku miałem okazję po raz pierwszy latać dronem z wykorzystaniem gogli FPV, co zrobiło na mnie naprawdę wielkie wrażenie. Pisałem wtedy, że:

Nagle mamy przed oczami widok z kamery drona, z powietrza. Musicie uwierzyć mi na słowo, że pierwsze włączenie tego widoku wywołuje wielkie „wow”. (…) Patrzenie własnymi oczami na samego siebie, z góry, jest naprawdę osobliwym uczuciem.

Takie loty umożliwił mi zestaw Parrot Bebop 2 Power FPV, który kosztował ok. 2700 zł. Parrot ma jednak w ofercie malutkiego drona Mambo FPV, który kosztuje 600 zł, ma dołączaną kamerę, a w zestawie są gogle do podglądu obrazu. 600 zł to zdecydowanie bardziej przystępny próg cenowy, więc postanowiłem sprawdzić, co potrafi Parrot Mambo FPV.

Czym jest Parrot Mambo FPV?

Jest to malutki, niewiele większy od dłoni dron o masie 73 g. Jest on wyposażony w odłączaną kamerę o rozdzielczości 720p oraz moduł łączności, który przesyła wideo do smartfona, gdzie możemy oglądać podgląd na żywo w aplikacji mobilnej FreeFlight Mini. Smartfona możemy umieścić w goglach VR Cockpitglasses 2 (obsługiwane są urządzenia do 6 cali) i cieszyć się widokiem FPV.

Wygląd drona sugeruje, że to bardziej zabawka niż sprzęt do profesjonalnych celów, a parametry to potwierdzają. Czas lotu tego urządzenia to 8 minut na jednym akumulatorze, a ładowanie zajmuje 30 minut. Akumulator możemy ładować poprzez port Micro USB, co jest wygodnym rozwiązaniem.

Dron nie jest wyposażony w łączność GPS, ale ma akcelerometr, żyroskop i czujnik ultradźwiękowy, dzięki którym potrafi zawisnąć nieruchomo i można nim latać nawet w mieszkaniu. Zasięg tego maleństwa to tylko 100 metrów, a maksymalna szybkość dochodzi do 30 km/h.

W zestawie znajdziemy najpotrzebniejsze elementy.

Biorąc pod uwagę, że Parrot Mambo FPV kosztuje 600 zł, w pudełku znajdziemy naprawdę bogaty zestaw, w skład którego wchodzi:

  • dron,
  • cztery osłony śmigieł,
  • kamera w formie odpinanego modułu,
  • kontroler,
  • gogle Cockpitglasses 2,
  • przewód USB,
  • dwa akumulatory.

Zabrakło mi jedynie dodatkowych śmigieł, bo doświadczenie uczy, że te elementy dość łatwo się łamią. Komplet czterech śmigieł kosztuje 37 zł. Miłym dodatkiem byłaby też karta microSD, bo to na niej jest zapisywany obraz z kamery.

Jakość wykonania nie powala, ale to standard w tej klasie.

Jeśli obcowaliście z tanimi dronami wielkości dłoni – a są ich na rynku dziesiątki – to wiecie, czego się spodziewać. Tutaj Parrot nie oferuje nic ponad rynkowy standard. Wszystkie elementy drona są wykonane z plastiku o dość przeciętnej jakości, który dosłownie ugina się przy mocniejszym nacisku. To może być jednak celowy zabieg, bo taka amortyzacja sprawiła, że dron wyszedł bez szwanku z kilku bliskich spotkaniach ze ścianą. Osłony na śmigła dobrze chronią konstrukcję przed pęknięciem.

Gogle są wykonane z plastiku, a część przylegająca do twarzy jest gumowa i składa się do transportu w harmonijkę. Możemy regulować rozstaw soczewek między sobą, ale nie możemy w żaden sposób ustawić ostrości. W moim przypadku nie było to problemem, bo okulary pozwalały uzyskać ostry obraz.

Kontroler to również plastik nie najwyższej jakości, a szkoda. Konstrukcja lubi zatrzeszczeć, ale poza tym sprawdza się dobrze. Kontroler ładujemy przez złącze Micro USB. Warto dodać, że – w odróżnieniu od dużych dronów – nie musimy martwić się o akumulator kontrolera, bo ten wystarcza na 6 godzin lotów.

Jak lata się dronem Parrot Mambo FPV?

Dron stabilizuje swoją pozycję w oparciu o wbudowane sensory, co działa naprawdę dobrze, przynajmniej w pomieszczeniach. Możemy bezpiecznie pozostawić drążki kontrolera w pozycji zerowej, a Parrot Mambo FPV zawiśnie w jednym miejscu z naprawdę minimalnymi odchyłkami. Inaczej sprawa wygląda na zewnątrz, przy wietrze. Duży wiatr może po prostu zdmuchnąć drona, ale przy bezwietrznej pogodzie lata się bardzo przyjemnie.

Lot przy użyciu kontrolera nie różni się od tego, co oferują zaawansowane konstrukcje. System sterowania jest dokładnie taki sam, więc Parrot Mambo FPV może być świetnym dronem do nauki latania. Reakcje drona na wychylenia drażków są natychmiastowe, a lot wzbudza zaufanie swoją stabilnością. Nie jest to standardem wśród małych urządzeń.

Zasięg kontrolera to 100 metrów, a wysokość lotu można ustawić w aplikacji maksymalnie na 25 metrów. Loty bez kontrolera są możliwe, ale sterowanie ze smartfona jest niewygodne i działa tylko do odległości 30 m. Jeśli latać, to z kontrolerem. Czas lotu to tylko 8 minut z akcesoriami lub maksymalnie 10 minut bez osłonek na śmigła i kamerki. To niewiele, dlatego dobrze mieć w pogotowi dodatkowy akumulator, a najlepiej dokupić ich jeszcze kilka. Zapasowe akumulatory można kupić w cenie 75 zł, choć są też tańsze zamienniki.

Warto dodać, że dron ma kilka wbudowanych trików, głównie obrotów o 360 stopni w różnych osiach. Przydatny jest też tryb automatycznego startu i lądowania.

Aplikacja nie jest przesadnie rozbudowana, ale ma najpotrzebniejsze funkcje.

Aplikacja FreeFlight Mini działa na iOS i Androidzie i pokazuje status drona oraz kontrolera, daje podgląd obrazu z kamery, pozwala uruchomić tryb FPV, robić zdjęcia, nagrywać, a później oglądać materiały.

Wszystkie ustawienia są zrozumiałe, lecz jest ich niewiele. Niestety z aplikacją miałem problemy na iPhonie, bo często crashowała po podłączeniu do drona. Na Androidzie nie było takich niespodzianek.

Kamera… po prostu jest.

Kamera drona Parrot Mambo FPV jest stworzona z myślą o podglądzie FPV, ale można przy jej pomocy zapisywać obraz. Nagrania mają rozdzielczość 720p i 30 kl./s. Niestety przekłada się to obraz o bardzo słabej jakości, który dodatkowo ma lekkie zniekształcenie beczkowe. Do tego nie możemy zmieniać kąta nachylenia kamery, więc obiektyw zawsze patrzy w przód. Sam kąt jest jednak szeroki (120 stopni), co niestety ma swoje wady, bo zawsze widzimy w kadrze śmigła i ich osłonki. Mambo FPV ewidentnie nie jest dronem dla osób, którym zależy na fotografowaniu i filmowaniu.

To wszystko przekłada się również na słabej jakości obraz w goglach FPV. Loty są jak najbardziej możliwe, ale naprawdę przydałaby się większa szczegółowość. Do tego kiedy zawiśniemy w miejscu, obraz ma tendencję do „pływania”, wywołując tzw. efekt galaretki, który jest bardzo nieprzyjemny przy patrzeniu przez gogle. Nie zdziwiłbym się, gdyby taki efekt wywoływał zawroty głowy lub mdłości u bardziej wrażliwych osób. Podczas latania całość wygląda dużo lepiej.

Zdjęcie z kamery drona w pełnym rozmiarze.

Kamerka jest modułem podłączanym do drona na zasadzie podobnej do klocków. To charakterystyczna cecha dronów rodziny Mambo, wśród których są np. sprzętu z modułem… strzelającym kulkami.

W takim razie, czy warto?

Parrot Mambo FPV jest jednym z tańszych sposobów latania w goglach FPV. Za 600 zł dostajemy cały komplet, razem z kamerą, systemem transmisji i goglami, co jest naprawdę niewygórowaną kwotą. Niestety przekłada się to na bardzo niską jakość obrazu z kamery i samego podglądu w goglach.

Dron zachowuje się jednak bardzo stabilnie, co w tej klasie urządzeń nie zawsze jest oczywistością. Parrot Mambo FPV może być bardzo dobrym dronem do nauki latania, szczególnie dla osób, które chcą okazjonalnie korzystać z lotów FPV, lub np. pościgać się z kolegą, który również ma podobne urządzenie. Drona nie polecam osobom, które zamierzają fotografować lub filmować z powietrza.

Zalety:

  • stabilność lotu,
  • sensory utrzymujące stałą pozycję drona,
  • prostota obsługi,
  • obudowa odporna na zderzenia,
  • kontroler i gogle FPV w zestawie,
  • dodatkowy akumulator w zestawie,
  • dobra cena.

Wady:

  • tylko 8 minut lotu na jednym akumulatorze,
  • bardzo słaba jakość obrazu z kamery,
  • brak zapasowych śmigieł w zestawie.

Dołącz do dyskusji