Onrush to nieślubne dziecko Carmageddona i Overwatcha. Takich wyścigów jeszcze nie było – recenzja

Recenzja/Gry 18.06.2018
Onrush to nieślubne dziecko Carmageddona i Overwatcha. Takich wyścigów jeszcze nie było – recenzja

Onrush to nieślubne dziecko Carmageddona i Overwatcha. Takich wyścigów jeszcze nie było – recenzja

Onrush to gra rozbitków, którzy znaleźli miejsce w Codemasters po tym, jak Sony rozwiązało Evolution Studios. Ekipa odpowiedzialna za takie tytuły jak Driveclub i MotorStorm poszła na całość, tworząc zręcznościowe wyścigi w których nie ma pozycji, startu ani mety. Jak się więc wygrywa?

Onrush tak w zasadzie nie jest grą wyścigową. Produkcji bliżej do drużynowego PvP, gdzie trasa jest ruchomą areną. Tutaj nie liczy się liczba okrążeń ani pozycja w peletonie. Kluczem do sukcesu jest kasacja wózków przeciwnika, przy jednoczesnym korzystaniu z mocy specjalnych oraz wykonywaniu zadań. Wyobraźcie sobie Overwatcha, w którym ładujecie unikalne zdolności, rywalizujecie z przeciwnikami, macie podział na role i do tego walczycie o utrzymanie bazy. Teraz zamieńcie bohaterów gry Blizzarda na pojazdy i gotowe – oto Onrush.

Onrush nie posiada tak otwartej struktury jak np. Carmageddon. W grze trzeba stale gnać przed siebie.

Kierunek rozgrywki jest jeden – do przodu! Wszystkie cele znajdują się przed maską gracza, a rozgrywka jest tak prowadzona, aby zawodnicy cały czas trzymali się razem, jadąc w jednym kierunku. Wypadniesz poza trasę, zaliczysz dzwon prosto w drzewo czy przeciwnik skasuje ci furę – zawsze pojawiasz się pośród swoich, od razu na pełnym gazie, bez konieczności gonienia rywali. No bo i po co gonić kogokolwiek, skoro miejsce w wyścigu nie ma żadnego znaczenia? Żeby było jeszcze śmieszniej, gdy zaczynasz jechać pod prąd, od razu przenosi cię z powrotem na miejsce intensywnej akcji.

W Onrush wygrywa ta drużyna, której uda się zrealizować cele. Te są różne w zależności od trybu. Mamy pojedynki na trasie z ograniczoną liczbą żyć. Są tutaj rywalizacje kaskaderskie z nabijaniem punktów do wspólnej puli. Jest nawet odpowiednik trybu King of the Hill, w którym trzeba przejąć i utrzymać mobilny, wyraźnie zaznaczony obszar. Trybów jest naprawdę sporo i to właśnie one sprawiają, że do Onrush chce się wracać. Gra przyjemnie zaskakuje kreatywnością twórców. To trzeba jej oddać.

Początkowo wrażenie robi również podział na aż osiem różnych typów (bohaterów) pojazdów. Im cięższa bestia, tym mniejsze ma przyspieszenie, ale większą wytrzymałość i większe sieje spustoszenie. Lekkie motocykle i ścigacze są dobre do nabijania drużynie punktów, ale nie stanowią zagrożenia dla innych graczy. Opancerzonymi pojazdami terenowymi można się rozpychać, ale raczej nie wylądujemy na bezpiecznym przedzie peletonu. Do tego każdy typ pojazdu ma swoją umiejętność specjalną, aktywowaną po naładowaniu specjalnego paska.

Szybko okazuje się jednak, że balans maszyn leży i kwiczy. Zarówno w kampanii, jak również na serwerach online jednoślady są w zasadzie niepotrzebne. Mają świetnego kopa, ale wystarczy delikatnie je zarysować, by gracz odpadł ma długie sześć sekund do poczekalni. Gdy wroga ekipa składa się z dwóch lub więcej motocyklistów, zwycięstwo macie już w garści. Wątpię, aby o to chodziło producentom gry. Rozgrywce potrzeba szwów balansujących, do tego natychmiast.

Działa mi na nerwy, że w Onrush wszystko ma być cool, edgy i yolo. No i ten polski narrator!

Mamy dopiero połowę czerwca, a Techland już wygrał konkurs na najbardziej obciachowego narratora 2018 r. Tego nie da się przekazać słowami. To trzeba samemu usłyszeć. Włączcie głośniki, uruchomcie poniższe wideo i dajcie się ponieść emocjom, jakich muszę doświadczać przy ONRASZ w polskiej wersji językowej. To jest tak złe, tak szczypie w uszy… Zastanawiam się, czy decyzyjna osoba, która dała zielone światło polonizacji, była w pełni świadoma swoich działań.

W parze z obciachowym narratorem idą w parze systemy, które wydają się żywcem wyrwane z Androida. Mamy premię za codzienne uruchomienie gry, całodniowe wyzwania, skrzynki z losową zawartością, cieszynki i masę innych elementów, których fani stacjonarnych gier nie powinni widzieć w tytule za prawie 200 zł. Nawet interfejs oraz kampania do złudzenia przypominają to, co widzę grając na smartfonie w kolejne odsłony wyścigów Asphalt. Rozumiem, że w ten sposób będzie wyglądać coraz więcej gier wideo, ale dla mnie to żadne usprawiedliwienie. Skoro Forza dostała od nas po łapkach za loot-boksy, Onrush też dostanie.

Nie mogę za to napisać złego słowa o samej jeździe. Zawrotna prędkość idzie w parze z 60 klatkami.

Na PS4 Pro gra działa bajecznie. Po prostu rewelacyjnie. Onrush jest niezwykle płynny, efektowny i dynamiczny. Na ekranie non stop coś się dzieje. Trwa festiwal kolorów i efektów świetlnych. Tutaj iskry, tam błoto, gdzie indziej promienie słońca. Tytuł nawet na moment nie łapie zadyszki, pomimo kilkunastu pojazdów jednocześnie widocznych na ekranie. Producenci wiedzieli, że poczucie prędkości jest tutaj najważniejsze i zrobili wszystko, by gra sunęła  jak po maśle. Od razu to czuć i należy się za to duże uznanie.

Onrush jest satysfakcjonujący w ten najprostszy, najbardziej podskórny i instynktowny sposób. Jazda między licznymi drzewami, gdzie każde zderzenie z pniem to kilkusekundowe KO dla pojazdu, skutecznie pompuje adrenalinę. Produkcja Codemasters budzi jak najlepsze skojarzenia z MotorStormem i FlatOutem. Podczas jazdy można się przejąć. Można wstać z miejsca. Poczucie pędu „robi tę grę“, zwłaszcza w połączeniu z rewelacyjną płynnością. Po napompowanej Forzy Motorsport i jeszcze bardziej pompatycznym Gran Turismo Sport brakowało mi takiego doświadczenia.

Największe zalety:

  • Kapitalnie zoptymalizowana, bardzo płynna gra wideo
  • Codemasters stworzyło produkt, jakiego wcześniej nie było
  • Piękne, szerokie trasy z masą przeszkód, wyskoczni i interaktywnych elementów
  • “Jeszcze tylko jeden wyścig” błyskawicznie wchodzi w krwiobieg

Największe wady:

  • Polski narrator zapisze się w historii. Negatywnie.
  • Brak modułu rankingowego oraz “marchewki” dla graczy
  • Zbyt cool, zbyt edgy, zbyt yolo
  • Interfejs oraz mechanizmy rodem z gry na Androida
  • Ujęcie z kokpitu w takiej grze to by było coś

Niestety, to wciąż za mało, abyście przeczytali na Spider’s Web: „biegiem do sklepu!“. Zdaje się, że Onrush pojawił się na rynku nieco „rush“, bo w grze wciąż brakuje rankingowego trybu sieciowego z prawdziwego zdarzenia. Kafelek jest pusty, z napisem „już wkrótce“ straszącym drugi tydzień. Zdaje się, że mamy z Codemasters odmienne poczucie płynącego czasu. W grze jest po prostu za mało – modułów, aren i ujęć kamery – aby nabyć tytuł w pełnej cenie.

Producentom należą się plusy za odwagę i stworzenie czegoś wyjątkowego, ale amatorom efekciarskich wyścigów radzę poczekać na dwucyfrową cenę.

Dołącz do dyskusji