Niech gra muzyka (i nie będzie zbyt drogo). NuForce BE Sport3 – recenzja

Recenzja/Sprzęt 01.06.2018
Niech gra muzyka (i nie będzie zbyt drogo). NuForce BE Sport3 – recenzja

Niech gra muzyka (i nie będzie zbyt drogo). NuForce BE Sport3 – recenzja

Mały eksperyment: na miesiąc schowałem do szuflady moje prywatne słuchawki do biegania i zamieniłem je na wyraźnie tańsze, a na dodatek wyprodukowane przez firmę, o której nigdy nie słyszałem. Jak wyszło?

Być może wstyd się przyznać, ale nie będę tego ukrywał – nazwę Optoma usłyszałem po raz pierwszy dopiero w kontekście testowania słuchawek BE Sport3. Możliwe, że w niektórych kręgach jest ona bardziej rozpoznawalna – dla mnie kluczowym elementem nazwy był Sport. Bo w końcu zrobiło się ciepło i na dobre można było wrócić do biegania i jeżdżenia na rowerze.

Odebrałem więc miesiąc temu paczkę ze słuchawkami Optoma BE Sport3 (które miały do mnie dotrzeć w kolorze dowolnym, byle nie różowym) i tak zaczęła się moja przygoda z nimi. Zaznaczę przy tym, że nie szukałem w tych słuchawkach sprzętu dla audiofila – po prostu dobrych, wygodnych, mocnych słuchawek do biegania.

Co mi się podobało, a co nie? Zacznijmy od plusów:

Zestaw – na bogato

Jak na słuchawki za około 330 zł, zestaw robi naprawdę dobre wrażenie. Nie tylko całość jest upakowana solidnie i estetycznie, ale też w środku znajdziemy – poza samymi słuchawkami – sporo dobrego.

Bez problemu możemy przebierać chociażby w nakładkach silikonowych – w sumie jest sześć par w różnych kolorach i rozmiarach. Tyle samo jest też stabilizatorów – dobranych tak, żeby mogły pasować i do rozmiaru naszego ucha, i do koloru silikonowych nakładek. Dla szczególnie wymagających przygotowano jeszcze jedna parę specjalnych nakładek, które widać na opakowaniu, czyli dwykołnieżowe nakładki SpinFit. Zresztą po zakupie polecam nie bawić się w eksperymenty tylko od razu zamontować właśnie SpinFity.

Poza tym w pudełku mamy jeszcze króciutki kabel microUSB do ładowania i – co szczególnie miłe – pokrowiec na słuchawki. Jest miękki, więc nie uchroni sprzętu przed zgnieceniem w ekstremalnych sytuacjach, ale przynajmniej nie trzeba go transportować luzem.

Klik, klik

Mała rzecz, a cieszy – jeśli kończymy bieganie i zdejmujemy słuchawki, możemy je wygodnie spiąć pod szyją – umieszczono w nich dość mocne magnesy, które ułatwiają ten proces.

Komfort – na plusie

Słuchawki do biegania powinny być przede wszystkim wygodne i BE Sport3 w tej kwestii na szczęście nie rozczarowują. Przynajmniej jeśli chodzi o nakładki SpinFit, bo ze standardowymi jakoś nie mogłem się dogadać.

SpinFity wchodzą natomiast głęboko do ucha, zapewniając przy tym nie tylko solidne zadokowanie, ale i dodatkowe wyciszenie. Przy zwykłych nakładkach jest ono raczej dość przeciętne, natomiast przy SpinFitach – co najmniej dobre, jeśli nie dobre z plusem. Nie jesteśmy wprawdzie całkowicie odcięci od świata zewnętrznego i prowadzenie rozmów telefonicznych może być odrobinę trudne w naprawdę głośnych miejscach, ale nie jest to też powód do szczególnego narzekania. Tym bardziej, że za tę cenę spodziewałem się gorszych doznań.

Właściwie swoją rolę spełniają też stabilizatory – lekkie słuchawki nie obracają się w uszach nawet podczas bardzo intensywnych biegów czy jazdy na rowerze.

BE Sport 3 nie męczą też przy nieco dłuższych aktywnościach. Główna część słuchawki jest wprawdzie aluminiowa, ale resztę wykonano już z tworzyw sztucznych, wyprofilowanych tak, żeby nie obcierać czy nie drażnić ucha w żadnym miejscu.

Bas, bas, bas

Nie mam specjalnych wymagań jakościowych dotyczących słuchawek sportowych. Mają grać przyzwoicie, ciepło, a do tego walić basem na prawo i lewo. I BE Sport 3 dokładnie to robią.

Nie oczekujcie tutaj w żadnym przypadku studyjnej jakości dźwięku – nic z tych rzeczy. Jest jednak dużo lepiej, niż mogłaby sugerować cena. BE Sport3 wspierając aptX i AAC, grają czysto w pełnym zakresie głośności, ale trudno stwierdzić, że jest to urządzenie wybitnie uniwersalne. O ile bowiem tony średnie i wysokie są… satysfakcjonujące, o tyle główną zaletą BE Sportów3 jest bas. Niski, głęboki, donośny, z powerem. Nie jest przytłaczający, ale słychać, że to on jest priorytetem.

I do moich potrzeb takie podejście było świetne. Nie jestem nawet pewien, czy moje niemal trzykrotnie droższe Beatsy nie mają trochę słabiej podkręconych tonów niskich.

Akumulator!

Producent deklaruje maksymalnie 10 godzin i taki wynik jest możliwy do osiągnięcia, ale nie przy maksymalnym poziomie głośności. A że właśnie taki zawsze wybieram podczas treningów, częściej musiałem ładować słuchawki co około 7-8 godzin. I tak bardzo dobry rezultat.

Woda, deszcz, pot – phi!

Biegałem w BE Sportach3 w różnych warunkach – i wtedy, kiedy moczył je deszcz, i wtedy, kiedy zalewał je mój pot. I co? I po miesiącu nic. Nadal działają dokładnie tak, jak działały w momencie wyjęcia z pudełka.

Jeśli chodzi o certyfikaty, to BE Sport3 oferują odporność na deszcz, pot i kurz – IP55.

Bez niepotrzebnych dodatków.

Sporo obecnych aktualnie na rynku słuchawek próbuje zaoferować coś ekstra. A to wbudowanego trenera, a to pomiar tętna, a to jeszcze coś innego. BE Sport3 nie sili się na nic z tych rzeczy. Nie przepłacamy więc ani grosza za coś, z czego i tak po pewnym czasie nie będziemy korzystać.

Bez problemów.

Przez pełny miesiąc testów ze słuchawkami nie działo się nic złego. Nic nie odpadło, nic się nie złamało, nic nie przestało nagle działać, nic nie rozłączało się w trakcie treningów. Czyli tak, jak być powinno.

Czyli słuchawki idealne za 300 zł z kawałkiem? No nie do końca…

Ile trzeba włączać ten sprzęt?

Według producenta wystarczy przytrzymać centralny przycisk pilota przez 3 sekundy. Według mnie – co najmniej 5-6 sekund, czyli w zasadzie tyle, ile instrukcja przewiduje na wprowadzenie urządzenia w tryb parowania.

I tak, wiem, 3 czy 5 sekund to żadna różnica, ale to naprawdę niepotrzebnie długi proces.

Ech, ten pilot.

Na pierwszy rzut oka wszystko jest w porządku. Pilot ma spore przyciski  z rozsądnym (choć niezbyt powalającym) kliknięciem i jest wykonany z materiału przyzwoitej jakości. Ma niestety dwie wady.

Po pierwsze jest zbyt duży, zbyt ciężki i umieszczony chyba odrobinę zbyt wysoko na przewodzie. Jeśli dołożyć do tego fakt, że niektóre częste akcje (np. zmiana utworu) odbywają się przez dłuższe przytrzymanie jednego z przycisków, to mamy prosty przepis na wyszarpnięcie sobie słuchawki z ucha. I tak – kiedy próbowałem biegać ze zwykłymi nakładkami i bez stabilizatorów, to raz czy dwa właśnie coś takiego mi się przytrafiło. Dołożenie stabilizatorów i SpinFitów ten problem rozwiązało, ale też nie jest idealnie. Pilot powinien być po prostu mniejszy i lżejszy – to jedyne rozwiązanie ostateczne.

Drugim problemem – tym razem już czysto estetycznym – jest gumowa zaślepka od złącza ładowania. Zawsze staram się czyścić słuchawki po bieganiu, ale i tak – po zaledwie miesiącu – ten element zaczął już się robić lekko żółty.

Ech, ta obsługa.

Podstawy są zupełnie w porządku i w całości logiczne. Gorzej robi się, kiedy chcemy skorzystać z trochę bardziej zaawansowanych funkcji i np. włączyć Siri albo sprawdzić stan akumulatora. Zawsze musiałem zerknąć do instrukcji, żeby przypomnieć sobie, która kombinacja klawiszy uruchamia którą opcję.

Ech, to coś, co spina przewody.

Drugi element, który z pozoru wygląda w porządku i powinien się przydać na co dzień. Za jego pomocą można bowiem regulować dość długi przewód, żeby nie irytował podczas biegania, obijając się o nas kark.

Niestety robi to tylko połowicznie. Po części dlatego, że najprawdopodobniej przewód jest niewystarczająco szeroki i sztywny albo otwory w zapięciu – zbyt duże. W rezultacie najcześciej w trakcie naprawdę długiego treningu (albo po kilku krótszych) całość luzuje się i trzeba ją ustawiać od nowa. A robienie tego w trakcie biegania grozi tym, że jedna z części przewodu po prostu wypadnie z mocowania i będziemy musieli się zatrzymać, żeby złożyć całość do kupy.

Do audiobooków? Tak sobie.

Niestety nie są to słuchawki, które z czystym sumieniem poleciłbym fanom słuchania autobooków w trakcie biegania. Powody są dwa – po pierwsze wspomniana już raczej basowa charakterystyka słuchawek, a po drugie ich głośność. Nie są to wprawdzie ciche słuchawki, ale jeśli biegamy w środku hałaśliwego miasta i chcemy skupić się na tym, co mówi do nas lektor, to momentami możemy mieć problemy. Z muzyką na szczęście tego problemu przeważnie nie ma, choć zdarzają się sytuacje, kiedy odgłosy otoczenia zakłócają ją dość zauważalnie.

Minimalne zastrzeżenia można mieć też do jakości wykończenia niektórych elementów. Nie zrobiłem z tego osobnego podpunktu, bo czepianie się lekko poszarpanych krawędzi w jednym czy dwóch miejscach jest po prostu czepianiem się.

To jak – warto?

Jeśli szukacie słuchawek do biegania i nie chcecie wydać fortuny, a lubicie mocny bas i słuchacie muzyki, a nie audiobooków, to tak – jest to zdecydowanie propozycja, którą warto rozważyć. BE Sport3 dobrze leżą w uszach, nie przeszkadzają podczas treningu (poza nieszczęsnym pilotem, ale da się z tym żyć) i dają potężnego kopa mocnym basem.

A czy mi BE Sport3 przypadły do gustu? Zdecydowanie. Nie są to może słuchawki wybitne, ale obecnie przy wyjściu na bieganie nie upieram się za wszelką cenę przy prywatnych Beatsach – jeśli BE Sporty3 są akurat bliżej, to wybiegam z nimi na trening i zdecydowanie nie narzekam.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement