Microsoft utopił dane w Szkocji. To nie szaleństwo, ale Projekt Natic

News/Nauka 08.06.2018
Microsoft utopił dane w Szkocji. To nie szaleństwo, ale Projekt Natic

Microsoft utopił dane w Szkocji. To nie szaleństwo, ale Projekt Natic

Microsoftowi nie wystarcza, że trzyma nasze dane w chmurze. Teraz jeszcze utopił je w szkockiej Szkocji. 

Azure jest oczkiem w głowie Microsoftu. Wielka chmura wymaga jednak dużej liczby centrów danych, a to staje się coraz większym problemem. Zastanawiając się, co z nim zrobić, któryś z błyskotliwych inżynierów firmy oświadczył, że idzie utopić swoje smutki. I to go zainspirowało. Przynajmniej ja to sobie tak wyobrażam.

Nie pierwszy Microsoft kombinuje z wykorzystaniem wody w ten sposób. Nautilus Data Technologies ma swoje nawodne centrum danych, a Google opatentował pływające centrum zasilane energią pływów. Projekt Microsoftu jest jednak najbardziej zaawansowany i najbardziej spektakularny.

Projekt Natick wchodzi w drugą fazę.

Wielkie centrum danych zatopiono na północy Szkocji przy Orkadach. Ma tam zostać przez pięć lat, być całkowicie samowystarczalne i nie wymagać konserwacji.

Celem Projektu Natic jest sprawdzenie, czy umieszczenie centrum danych pod wodą ma sens w dłuższej perspektywie. To eksperyment, podczas którego Microsoft chce ocenić, jakie problemy i jakie zyski wynikają z zastosowania takiego rozwiązania.

Obecnie jesteśmy w fazie drugiej projektu. Pierwsza miała swój kulminacyjny moment w 2015 r., kiedy to umieszczono pod wodami Pacyfiku mniejsze centrum danych. Eksperyment się udał, działało przez 4 miesiące, potem wydobyto je na powierzchnię. Inżynierowie Microsoftu postanowili podnieść poprzeczkę.

Tym razem to nie miniaturka. Centrum zawiera 864 standardowych serwerów z danymi. Ma moc kilku tysięcy dobrych komputerów i możnaby tam pomieścić około 5 mln filmów. Jest spore i nie bez przyczyny przypomina kontenery transportowe. Do Szkocji przyjechało bowiem z Francji. Firm, które chętnie zbudują centrum danych dla Microsoftu, jest legion, ale takich, które nie przestraszą się, słysząc do tego przymiotnik podwodne znacznie mniej.

W przyszłości takie centrum ma działać 20 lat. Mimo że cały proces umieszczania jest skomplikowany i wymaga specjalistycznego sprzętu, to cała operacja nie jest aż tak czasochłonna. Centrum da się zbudować i zwodować w 90 dni. W niektórych miastach znalezienie mieszkania trwa dłużej.

Siłą wody, słońca, wiatru.

Zasilane jest niemal wszystkim, co zielona energia ma do zaoferowania. Z brzegu korzysta z energii wiatrowej i paneli słonecznych, z morza zasilany jest siłą prądów i pływów. To taki Kapitan Planeta wśród centrów danych, brakuje mu tylko żywiołu ziemi.

To tym ważniejsze, że tradycyjne centra danych pobierają całą masę prądu do samego tylko chłodzenia. Tymczasem ocean nadal jest zimny i na tej głębokości nic nie zapowiada, żeby szybko się to zmieniło, wykorzystanie jego naturalnej temperatury do chłodzenia, pozwoli zaoszczędzić dużo energii.

Jest jeszcze jeden, bardziej przyziemny powód zatapiania danych. Microsoft podaje, że ponad połowa ludności żyje w odległości 193 km od wybrzeża. Zwykle mają oni problem z dostępem do szybkiego internetu i dopóki nie wymyślimy nic, co uniezależni szybkość od fizycznej odległości, pakowanie centrów pod wodę, będzie brzmiało jak sensowne rozwiązanie.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement