Internet w 2018 roku na jednym obrazku – geniusz!

Felieton/Media 28.06.2018
Internet w 2018 roku na jednym obrazku – geniusz!

Internet w 2018 roku na jednym obrazku – geniusz!

Mam wrażenie, że jeśli chodzi o internet, troszkę cofamy się w rozwoju. Lepiej już było, jak powiedział pewien uliczny mędrzec.

Niby Google naciska na AMP, każdy kombinuje jak zrobić dobrze wyglądającą mobilną wersję swojej strony, a jednak przeglądanie internetu w takim tempie cofa się do okolic roku 2003, że niedługo zacznę spodziewać się muzyczki midi na łamach Wirtualnej Polski oraz animowanego gifa piłki do koszykówki w logu Onetu, a Paweł Wimmer zacznie walczyć o demokrację pod znakiem obywatelskiego ruchu HTML.

Twórca strony “Current state of Webdesign” trafnie wyśmiał kierunek, w którym zmierza współczesny internet. Po wejściu na tę prymitywną w swoich założeniach stronę, musimy przeklikać się przez niekończące się porcję okienek ze zgodą na cookies, polubieniem na Facebooku, powiadomieniami przeglądarki, zapisem do newslettera, łzawym komunikatem od twórców witryny, udostępnieniem geolokacji, RODO, filmowe słówko od sponsora, prośba o wyłączenie AdBlocka i… I chyba starczy.

Oczywiście nie ma jednej strony, która zawiera te wszystkie powiadomienia, ale chyba wszyscy doskonale rozumiemy, co poeta miał na myśli.

Przemek Śmit, nasz webdesigner, od zawsze dba, żeby na przykład reklamy nie irytowały naszych czytelników. Na Bezprawniku czy serwisach Spider’s Web nie znajdziecie wyskakujących okienek z reklamami czy prymitywnych bannerów AdSense w tekście. Wszystko ma swoje estetycznie wydzielone spoty (czego i tak niektórzy nie potrafią docenić, gdyż – jak powszechnie wiadomo – media powinny być za darmo, a ich twórcy utrzymywać się z pracy dorywczej w kopalni).

I ja rozumiem, że trafia go szlag, kiedy informuję go, że musimy w czytelny sposób komunikować pewne kwestie w związku z RODO. Uważam jednak, że kompromisowo udało nam się to wdrożyć w sposób o wiele lepszy niż polskie portale (za to w tym samym tonie, co poważne strony z dużych krajów UE), troszkę kompromitujące się wielkimi komunikatami i wyciąganiem zgód krzyżykiem (to troszkę tak, jakby przyjąć założenie, że dziewczyna zgadza się na randkę słowami “ratunku, gwałciciel!”).

Rozumiem frustrację zapytaniem przeglądarki o powiadomienia, choć nie irytuje mnie to aż tak bardzo, jeśli strona robi to raz i szanuje moją odmowę. Niektóre portale mają ambicję pytać do skutku.

Nie mam natomiast, choć oczywiście zaraz strasznie jeden Kali z drugim Kalim oburzy się w komentarzach, absolutnie nic przeciwko utrudnianiu przeglądania strony posiadaczom rozmaitych adblockerów. Ich wygoda nie powinna być dla twórcy strony internetowej zbyt ważna, tak jak nie szanuje się przesadnie sąsiada, który całymi dniami hałasuje wiertarką.

Prawda jest jednak taka, że złożone wymogi prawne i walka z patologiami wśród czytelników to jedna strona medalu, a na dodatek można dla niej znaleźć usprawiedliwienie.

Kompletnie nie da się tego natomiast powiedzieć o pospolitej januszerce wśród webmasterów. Byłem, niestety zgubiłem adres, ostatnio na jakiejś stronie, która wyświetliła komunikat o tym, że zaraz wyświetli komunikat o prywatności w zw. z RODO i z góry przeprasza za niedogodności. I, co najzabawniejsze, chyba nigdzie nie jestem molestowany tyloma wyskakującymi powiadomieniami o newsletterach, facebookach i innych bajerach, niż na polskich stronach poświęconych marketingowi sieciowemu.

Ale nie od dziś szewc bez butów chodzi.

Dołącz do dyskusji