Widziałem już Cyberpunka 2077 w akcji i mówię, jak jest. Porównania do GTA to strzał kulą w płot

Relacja/Gry 13.06.2018
Widziałem już Cyberpunka 2077 w akcji i mówię, jak jest. Porównania do GTA to strzał kulą w płot

Widziałem już Cyberpunka 2077 w akcji i mówię, jak jest. Porównania do GTA to strzał kulą w płot

CD Projekt RED nie jest gotów jeszcze chwalić się nową grą szerszej publiczności. Podczas targów E3 uczestniczyłem jednak w zamkniętym pokazie Cyberpunk 2077 dla prasy i nie zawaham się o tym opowiedzieć. I wiecie co? Te wszystkie porównania do GTA były trafione jak kulą w płot.

Od twórców Wiedźmina podświadomie oczekiwałem cRPG-a z akcją przedstawioną z perspektywy trzeciej osoby. W zwiastunie z kolei wiele osób wskazywało na podobieństwa do serii GTA, a klocki zaczęły wskakiwać na swoje miejsce. Okazuje się, że to nie tak. Cyberpunk 2077 jest zupełnie inną grą, niż przewidywano.

Pod względem interfejsu, mechaniki i zasad rządzących światem, najbliżej grze Polaków do mojej ukochanej serii Deus Ex. Z kolei karykaturalność świata przywodzi na myśl nieco drugą część Watch Dogs, ale takie usilne porównywanie polskiego Cyberpunka do wydanych wcześniej gier byłoby dla CD Projekt RED krzywdzące.

Cyberpunk 2077 w FPP? Strzał w dziesiątkę.

Pokazany na konferencji Microsoftu zwiastun niezwykle mi się spodobał, ale okazuje się, że naprawdę niewiele mówi na temat samej rozgrywki. CD Projekt RED skupiło się w nim na klimacie, pozostawiając kwestię mechaniki domysłom. A to był chyba błąd, bo porównań do GTA i idącej za tym krytyki udałoby się uniknąć, gdyby tylko w zwiastunie pojawił się maciupeńki fragment rozgrywki. Perspektywa zmienia wszystko.

Już od wczoraj wiemy, że Cyberpunk 2077 przedstawi akcję w widoku pierwszoosobowym. A jak się nad tym zastanowić, to była jedyna słuszna decyzja. Geralt truchtał głównie po otwartych przestrzeniach, czyli traktach, lasach i bagnach, a walczył w zwarciu. Z kolei V, bo taką ksywę ma awatar gracza w nowej grze RED-ów (niezależnie od płci), żyje w metropolii przyszłości, w której przestrzeń życiowa jest dobrem limitowanym.

Mieszkania i ulice są ciasne, a wszechobecne korytarze jeszcze ciaśniejsze.

Night City potrafi zachwycić rozmachem, oj potrafi. Tylko tam, gdzie wściubia z początku nos gracz, jest przede wszystkim klaustrofobiczne. Zagracone mieszkania, zastawione toną cybernetycznego sprzętu laboratoria, zapchane śmieciami ulice, wypełnione po brzegi magazyny – nie pozostawia to mieszkańcom wiele miejsca do oddechu. Na ten świat faktycznie lepiej patrzeć prosto z oczu awatara.

cyberpunk 2077 gameplay opinie pierwsza misja e3 2018 1

Dzięki temu łatwiej wczuć się również w postać, której będzie można nadać własne cechy. Bohater (tudzież bohaterka) w Cyberpunk 2077 to nie jest jednak w pełni tabula rasa dla gracza. Awatar nie jest może aż tak mocno zarysowany jak Geralt i daje więcej szans na role play, ale poznajemy go w konkretnym momencie życia. Dostajemy go wraz z bagażem: zarysowaną przeszłością, ambicjami, relacjami.

Jak zaczyna się rozgrywka w Cyberpunk 2077?

Podczas pokazu na E3 2018 mogłem obserwować odgrywany na żywo prolog oraz pierwszą misję. Zaczęło się od klasycznego dla gier RPG tworzenia postaci. Na kilku kolejnych ekranach wybrane zostały różne cechy, w tym oczywiście płeć (w tym przypadku kobieta), wygląd (stylówa, ubrania, makeup, kolczyki, tatuaże), backstory (np. trauma w wyniku śmierci rodzeństwa w połączeniu z niedokończonymi sprawami) oraz parametry (siła, budowa, inteligencja, refleksy, tech i cool).

Po opuszczenia kreatora gracz jest rzucany prosto w wir akcji. Z krótkiej cutscenki dowiadujemy się, że Night City znajduje się we Free State of North California, a V razem ze swoim kompanem imieniem Jackie wysiadają z windy. Zaczyna się szturm na siedzibę Scavengersów celem odbicia dziewczyn. Te okazują się później androidami, które zbiry niemal rozczłonowały. V ratuje je z nadzieją zdobycia kilku punktów karmy u członków organizacji paramedyczno-militarnej Trauma Team.

cyberpunk 2077 gameplay opinie pierwsza misja e3 2018 1

Deux Ex przyszedł mi na myśl niemal od razu.

Gracz może do misji podejść na dwa podstawowe sposoby: albo strzelając do wszystkiego, co popadnie, albo skradając się i eliminując wrogów po cichu. Na pokazie osoba ogrywająca Cyberpunk 2077 na żywo najpierw wykończyła kilku zbirów z ukrycia, by po chwili wdać się w wymianę ognia, pokazując oba sposoby zabawy. Cieszyło mnie, że czerwony niczym krew HUD nie był specjalnie inwazyjny. Do czasu.

Niemal od razu pojawił się pierwszy mały zgrzyt. Cyberpunk 2077, podobnie jak Anthem od Electronic Arts, wygląda ślicznie, ale pokazuje obrażenia zadane wrogom w postaci unoszących się w górę liczb. I to dla każdego naboju osobno. Przy pistolecie nie byłoby to problemem, ale przy pistolecie maszynowym, a co gorsza przy strzelbie? Już tak. Obyło się przynajmniej bez niszczących immersję napisów COMBO jak w grze Bioware…

Pomijając ten drobny szczegół, Cyberpunk 2077 wygląda fenomenalnie.

Podoba mi się zarówno interfejs, jak i sam świat przedstawiony. Modele postaci i budynków są przygotowane naprawdę pieczołowicie. NPC zachowują się, jakby faktycznie żyli, zamiast wyłącznie stać w miejscu w oczekiwaniu, aż gracz do nich podejdzie. Co bardziej namolni mieszkańcy Night City zaczepiają spacerującego gracza, ale większość z nich po prostu robi swoje.

cyberpunk 2077 gameplay opinie pierwsza misja e3 2018 1

Gracz przez większość czasu również zajmuje się swoimi sprawami. HUD zaznacza kolejne cele do realizacji wraz z odległością od nich. W prologu najpierw prowadzi gracza do androidów, które musi uratować, a potem do wyjścia z budynku. Po przekazaniu uratowanej dziewczyny członkom Trauma Team prolog się kończy, a V trafia do swojego mieszkania.

I wtedy gracz sobie uświadamia, że nie ma nad wszystkim kontroli.

Z posłania V wstaje bez słowa facet, a my nie wiemy, kto to jest. Można założyć, że obserwowaliśmy koniec booty calla. Awatar w Cyberpunk 2077 może nie jest opisanym w książkach Geraltem, ale żyje własnym życiem i najwyraźniej trzeba się pogodzić z jego autonomią. Osobom, które chciałyby kuć charakter swojej postaci samodzielnie, może się to nie spodobać, ale Cyberpunk 2077 to jednak gra wideo, a nie klasyczny mówiony RPG.

Na szczęście wyborów można już w pierwszej misji podjąć całkiem sporo. V poznajemy w momencie, gdy dostaje propozycję pracy od prawdziwej grubej ryby. Dexter DeShawn jest Fixerem, który chce sprawdzić, czy postać gracza nadaje się na współpracownika. Problem w tym, że po otrzymaniu zlecenia z V od razu kontaktuje się przedstawicielka korporacji. W ramach dema V stwierdziła, że upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu i spotkała się z kobietą.

Wymiana zdań nie przebiegła gładko, a dialog trzeba było prowadzić przy wykrywaczu kłamstw.

CD Projekt RED obiecuje, że gracz miał pełną dowolność w reakcji na tego typu sytuacje. Ścieżki dialogowe w demie pozwalały albo ugadać się z funkcjonariuszką Militech, albo wyciągnąć spluwę i uśmiercić ją wraz z jej strażnikami. Osoba ogrywająca Cyberpunk 2077 na pokazie postanowiła pójść na układ. V udała się do siedziby zbirów pod wodzą Royce’a, by odkupić Spider-bota, przekazując chip z eurodolarami spreparowany przez korporację.

Skończyło się to wymianą ognia, a ja mogłem zobaczyć kolejne sposoby eksterminacji wrogów, eksploracji oraz kilka przykładów wykorzystania zdolności i wszczepów. Wachlarz możliwości jest ogromny, a gracze będą mogli dopasować rozgrywkę do upodobań. Nie ma jednej jedynej słusznej ścieżki, by zaliczyć misję. I jestem przekonany, że podczas samodzielnej rozgrywki, jeśli bym się postarał, odkryłbym kilka innych dróg prowadzących do celu.

System walki wygląda naprawdę nieźle.

Cyberpunk 2077 to nie jest, zgodnie z obietnicami CD Projekt RED, typowy FPS. Pod względem mechaniki to bardziej Deux Ex lub… Fallout od Bethesdy. Do wyboru mamy najróżniejsze bronie, w tym pistolet maszynowy i shotguna. Można biegać, skakać, robić wślizgi, aktywować bullet time, a nawet biegać po ścianach i szlachtować wrogów dzięki szponom w cybernetycznych łapach. Bronie różnią się parametrami i można okazjonalnie trafić na przedmioty specjalne, oznaczone ikonicznym fioletowym kolorem.

Walka jest dynamiczna, a gracz, jeśli oberwie (co zdarza się często) może skorzystać ze specjalnego inhalatora, by podreperować pasek punktów zdrowia. Niektóre bronie ułatwiają zabawę, bo nie wymagają dokładnego celowania. Starcia podczas misji potrafią przerwać też na chwilę skrypty, podczas których np. zbiry zatrzaskują za sobą drzwi, by ostrzelać gracza przez cienką ścianę. Kamera z oczu w inne miejsce, przynajmniej w pierwszej godzinie, wędruje jednak dość rzadko.

A jaki w końcu Cyberpunk 2077 ma klimat?

Materiał źródłowy od samego początku zakładał pewną przaśność, a Cyberpunk 2077 nigdy nie miał być Blade Runnerem, co mógł sugerować pierwszy trailer sprzed lat. Kolejny zwiastun, zaprezentowany na konferencji Microsoftu, miał jednak wydźwięk zupełnie inny, co skonfundowało odbiorców. Sama gra jest zaś w praktyce czymś pomiędzy dwoma zwiastunami, a przy tym serwuje nam pewien paradoks: świat przedstawiony może i jest przerysowany, ale bohaterowie są śmiertelnie poważni. Trochę jak w Mad Maksie.

Prawdą jest też, że Night City oglądaliśmy głównie w ciągu dnia, a po wyjściu na otwartą przestrzeń światło razi w oczy. Większość czasu spędziliśmy podczas pokazu jednak w tych ciasnych korytarzach, gdzie słońce nie dociera. Przynajmniej zalążek klimatu noir da się tutaj wyczuć. Widać też spore wpływy azjatyckiej kultury, a daleki wschód przypominają nawet kilometry kabli ciągnące się między budynkami. No i spokojnie – neonów w praktyce jest naprawdę sporo.

Cyberpunk 2077 często korzysta z tej cybernetycznej warstwy.

Gracz może hackować nie tylko drzwi, ale też ludzi, co realizowane jest w formie minigry. Na początku pierwszej misji zdobywa się też wszczep zwiększający możliwości oczu, który pozwala na analizowanie NPC-ów i przedmiotów w najbliższym otoczeniu. Dzięki temu można poznać poziom zagrożenia ze strony wroga lub znaleźć wyjście z beznadziejnej sytuacji.

Przyjmowanie questów też wygląda ślicznie. V może włożyć sobie prosto do głowy nośnik danych. Zlecenie od Dextera DeShawna przedstawiane jest w formie trójwymiarowej prezentacji, która przypomina futurystycznego Power Pointa. W podobnym klimacie utrzymane jest menu ekwipunku. Jestem przekonany, że entuzjastom estetyki Cyberpunka takie detale się bardzo spodobają.

Pokaz gry Cyberpunk 2077 mnie uspokoił, bo obawy fanów po trailerze okazały się raczej nieuzasadnione.

Swoją drogą odbiorców, którzy widzieli w zwiastunie GTA, może co prawda zdziwić, że pojazdy zdają się nie odgrywać w Cyberpunk 2077 przesadnie istotnej roli. Fura przez pierwszą godzinę służy przede wszystkim jako środek transportu od misji do misji. Jeśli to się później zmieni, to dobra wiadomość jest taka, że można przełączyć się podczas jazdy na kamerę z perspektywy trzeciej osoby. Na pokazie tylko ruszanie odbywało się z widoku kokpitu.

cyberpunk 2077 gameplay opinie pierwsza misja e3 2018 1

Cyberpunk 2077 to jednak przede wszystkim pierwszoosobowy cRPG. Jeśli tylko za piękną oprawą graficzną i całkiem niezłą mechaniką pójdzie naprawdę niezła historia, to szykuje nam się prawdziwy hit. Największym zaskoczeniem był zaś fakt, że Cyberpunk 2077 jest już… naprawdę grywalny. Po drugim trailerze bez gameplayu zacząłem się obawiać, że CD Projekt RED nie ma jeszcze zbyt wiele do pokazania.

Okazuje się, że niepotrzebnie. Cyberpunk 2077 to nie tylko wizja pracowników studia, które dało nam Wiedźmina. To już coś więcej, niż klimatyczny zwiastun i szkice koncepcyjne. To już realny i namacalny tytuł, w który da się grać. Pozostaje mieć nadzieję, że Polacy prędko udostępnią w sieci fragment pokazywany prasie na E3… i trzymać kciuki za rychłą premierę.

Dołącz do dyskusji

*/ ?>
Advertisement