Zarządcy autostrady A4 (Katowice – Kraków) to trolle jakich mało

Felieton/Biznes 07.05.2018
Zarządcy autostrady A4 (Katowice – Kraków) to trolle jakich mało

Zarządcy autostrady A4 (Katowice – Kraków) to trolle jakich mało

O absurdzie, jakim jest katowicko-krakowski odcinek autostrady A4, napisano już wiele, ale każdy kolejny dzień jej (nie)funkcjonowania dostarcza nowych frustracji.

Miałem tę nieprzyjemność poruszania się po A4 do Krakowa i z powrotem wczoraj, w majówkową niedzielę. Na 61 km odcinka koncesyjnego autostrady było 5 (słownie: pięć) ograniczeń prędkości, w tym dwa zwężenia do jednego pasa w ruchu w jedną stronę oraz trzy odcinki wycofania z użytku pobocza i jazdy po tymczasowych pasach ruchu oznaczonych na żółto, oczywiście 80 km/h.

Czy zarządca autostrady, firma Stalexport, zmniejszyła w tym czasie opłaty za przejazd? Skądże znowu! Bez zająknięcia dalej kasowano kierowców aut osobowych 20 zł za przejazd w jedną stronę! W tę i z powrotem do Krakowa zapłaciłem pełne 40 zł. Jeszcze raz przypomnę – za 61 km z 5 ograniczeniami prędkości i zwężeniami!

I niech mi ktoś powie, że to nie jest rozbój w biały dzień!

Oczywiście Stalexport tłumaczy zwężenia koniecznością remontów i napraw drogi. Tyle że tak długo jak regularnie jeżdżę tą trasą do Krakowa – a to już kilkanaście lat – tak nie pamiętam, by przejazd odbywał się bez przynajmniej jednego zwężenia. Piszę serio – zawsze, po prostu zawsze jest coś na tej drodze remontowane.

Wczoraj na trasie nie zauważyłem żadnych robotników pracujących przy naprawie drogi. Nie było też rozłożonego żadnego sprzętu, który sugerowałby, iż coś tam się w ogóle dzieje. I nie ma znaczenia, że wczoraj była niedziela – skoro aż 5 odcinków na 61 km jest wyłączonych z normalnej jazdy, to ktoś, kto traktowałby kierowców jak swoich klientów, uwijałby się w pocie czoła z naprawami także w weekendy.

Czego innego jednak spodziewać się po zarządcy A4?

Stalexport ma długą historię wręcz ostentacyjnego olewania klientów autostrady. 10 lat temu cała Polska żyła sprawą adwokata, który wkurzył się na złą jakość drogi (i oczywiście zwężenia) tak mocno, iż zdecydował się nie płacić za przejazd. Przedstawiciele firmy pozbawili go wolności – nie dali odjechać przez długie godziny, mimo iż wylegitymował się i spisał zeznanie. Ba, sprawę w sądzie klient wygrał. Sąd nakazał Stalexportowi przeprosić adwokata, firma odmówiła jednak przeprosin.

Stalexport często odpowiada niezadowolonym klientom: możecie wybrać alternatywne drogi, jeśli nie odpowiada wam jakość drogi po wjechaniu na nią, możecie z niej zjechać wcześniej, nie płacąc drugiej części opłaty.

Tyle że tak naprawdę nie ma alternatywy – wybranie innej drogi, na przykład tej przez Olkusz, wydłuża podróż o kilkadziesiąt minut, nawet uwzględniając zwężenia na A4. Co więcej, Stalexport wynegocjował z państwem niezwykle korzystną dla siebie umowę, w tym pewien tajny aneks.

Starania o odtajnienie umowy koncesyjnej, a dokładniej aneksów, jakimi obrosła od podpisania we wrześniu 1997 r., trwają odkąd do wiadomości publicznej przedostały się informacje, że Ministerstwo Transportu zgodziło się, by Stalexport miał prawo do potężnych odszkodowań, gdyby równoległe, a więc konkurencyjne wobec autostrady, drogi zostały tak zmodernizowane, że przeniosłaby się na nie część ruchu z A4 – i jej zarządca poniósłby z tego powodu straty. Chodzi o drogi krajowe Kraków – Olkusz (nr 94), Kraków – Katowice przez Zabierzów (nr 79) i Kraków – Oświęcim (nr 44).

– pisała swego czasu „Gazeta Krakowska”.

I właśnie z kimś takim mamy do czynienia na A4 – zwężenia, notoryczne naprawy, które tak naprawdę rozwlekane są w czasie, walka z klientami i pokątne aneksy wyniszczające konkurencję.

Dołącz do dyskusji

Advertisement