Nikt nie ma tak głęboko w… nosie swoich najzagorzalszych użytkowników jak Twitter

Felieton/Social media 17.05.2018
Nikt nie ma tak głęboko w… nosie swoich najzagorzalszych użytkowników jak Twitter

Nikt nie ma tak głęboko w… nosie swoich najzagorzalszych użytkowników jak Twitter

Próbuję w pamięci odnaleźć inną internetową firmę, która aż tak bardzo w nosie miałaby swoich najbardziej zagorzałych fanów i nic innego nie przychodzi mi do głowy. Twitter jest pod tym względem bezkonkurencyjny.

Serwis ogłosił właśnie szczegóły nowego API, nazwanego Account Activity API, które ma zastąpić Streaming API. To najgorsza z możliwych wiadomości dla zewnętrznych usług i produktów obsługujących Twittera, a pośrednio dla wszystkich ich klientów, czyli w większości największych wyjadaczy Twittera, którzy korzystają z serwisu przez długie godziny każdego dnia.

Nowe API skupia się na usługach analitycznych Twittera, jednocześnie wycinając narzędzia, z których korzystali twórcy zewnętrznych aplikacji do obsługi mikrobloga, tj. Tweetbot, czy Twitterific. Aplikacje te nie będą mogły serwować swoim użytkownikom streamingu na żywo, nie będą się także odświeżać na bieżąco informacje nt. polubień, retweetów, itd. Staną się więc praktycznie bezużyteczne, no bo który z użytkowników, dla którego korzystanie z Twittera na bieżąco to element pracy, zechce dalej z nich korzystać?

Jak informuje… na Twitterze twórca Twitterific, pierwszej w historii zewnętrznej aplikacji do obsługi Twittera, koszt utrzymania Activity API wyniesie 2899 dol. miesięcznie za… 250 użytkowników. Dość powiedzieć, że liczba użytkowników popularnych aplikacji do Twittera sięga niejednokrotnie setki tysięcy.

Nie da się chyba wysyłać czytelniejszego sygnału mówiącego: walcie się!

Motywacja Twittera jest oczywista – chce, by użytkownicy globalnie korzystali z usług natywnych, czyli aplikacji mobilnej oraz wersji desktopowej via przeglądarka. Jednak o ile aplikacja mobilna, zarówno w wersji na iOS, jak i Androida, jest jeszcze akceptowalna, o tyle w wersji desktopowej, na komputer, szczególnie z macOS, oficjalnych produktów, które dorównywałyby jakością zewnętrznym programom, nie ma!

Ba, na macOS Twitter wycofał niedawno oficjalną aplikację (!). Co więcej, wersja webowa serwisu, do której Twitter zachęca, nie obsługuje natywnych opcji powiadomień Safari (!!). Po tym więc, jak Twitter wyłączy Activity API, użytkownicy na Makach nie będą mieli żadnej możliwości korzystania z serwisu w pełnej wersji (!!!).

To jest jakieś bezprecedensowe kuriozum!

Twitter robi pod górkę tym, którzy nie tylko wywindowali serwis do miana ogólnoświatowego fenomenu – bo przypomnę, że większość nowych funkcji serwisu pojawiało się najpierw w usługach zewnętrznych – to na dodatek pokazuje środkowy palec tym, którzy z serwisu korzystają najbardziej obficie, czyli w głównej mierze przedstawicielom mediów, świata reklamy, marketingu, PR oraz celebrytom i (uwielbiam to słowo) influenserom.

Zrozumiałbym jeszcze tę postawę, gdyby Twitter oferował odpowiednio dobre alternatywne, własne produkty, ale po wycofaniu aplikacji desktopowej nie ma żadnej oficjalnej usługi, która by je zastępowała.

Ciągle mam nadzieję.

Że może Twitter dogada się jakoś z twórcami najpopularniejszych aplikacji, chociażby z Tweetbotem. Zaledwie wczoraj – jestem przekonany, że nieprzypadkowo – twórcy tego świetnego klienta Twittera udostępnili nową wersję aplikacji na macOS. I choć z ograniczeniami, bo przecież Twitter robi pod górkę usługom zewnętrznym od dawna, to jest jednak zdecydowanie najlepsza na platformie desktopowej Apple’a.

Jeśli Twitter nie zmieni zdania, najpóźniej w sierpniu, Tweetbot 3 for Mac stanie się bezużyteczny.

Dołącz do dyskusji

Advertisement