Ile parseków potrzebujesz, aby kupić bilet na Solo, czyli Gwiezdne wojny kontra nauka

Artykuł/Nauka 30.05.2018
Ile parseków potrzebujesz, aby kupić bilet na Solo, czyli Gwiezdne wojny kontra nauka

Ile parseków potrzebujesz, aby kupić bilet na Solo, czyli Gwiezdne wojny kontra nauka

Filmy z uniwersum Gwiezdnych wojen to właściwie baśnie – w odróżnieniu od takiego np. Star Treka nigdy specjalnie nie przejmowały się faktami naukowymi. Kosmiczna otoczka była tym, czym dziki zachód w westernach – tłem do historii o zmaganiach dobra ze złem.

Mimo że w naszej kulturze przyjęło się filmy z serii Star Wars nazywać filmami science-fiction – czyli fantastyczno-naukowymi – w rzeczywistości nie należą to tego nurtu. Znajduje to odzwierciedlenie w krytyce anglojęzycznej, gdzie istnieją określenia action adventure movie (do takich zaliczają się również filmy o superbohaterach) czy fantasy movie. Science fiction powinno przynajmniej wspomnieć o wpływie odkryć naukowych i postępu technologicznego na człowieka i naturę – stąd moim zdaniem bliżej do Jurassic Park niż do większości historii z Marvel Cinematic Universe czy Star Wars.

Wiemy już, że od Gwiezdnych wojen nie sposób oczekiwać zgodności z wiedzą naukową. Co jednak, jeśli same się o to proszą – stosując naukowe słownictwo?

Najsłynniejszym tego przykładem jest użycie nazwy jednostki parsek już w pierwszym filmie czyli w Nowej nadziei z 1977 roku. To właśnie w tym filmie Han Solo przechwala się, że “pokonał trasę na Kessel w mniej niż 12 parseków”. Słowo “parsek” zostaje tu użyte wyraźnie jako jednostka czasu – choć jest w rzeczywistości używaną w astronomii jednostką odległości. Znajduje to potwierdzenie w nowelizacji filmu (czyli w powieści napisanej na podstawie scenariusza przez Alana Deana Fostera – choć podpisanego jako George Lucas). W książce tej jest mowa o “dwunastu standardowych jednostkach czasu”.

Umówmy się od razu: George Lucas nie miał pojęcia, czym jest parsek. Użył fajnego słowa zasłyszanego od kogoś z technicznego kierunku na kalifornijskim uniwersytecie. Jednak dzięki potędze retconu (ang. retroactive continuity – wsteczna modyfikacja ciągłości fabuły) – mógł wymyślić proste wytłumaczenie. Użył go w komentarzu do odrestaurowanego (lub jak wolą niektórzy fani – zepsutego) wydania oryginalnej trylogii. Według tego wyjaśnienia, Han Solo to bufon, który chciał się popisać i brzmieć mądrze. Nie wiedział za bardzo, o czym mówi.

Czy to możliwe? Czy najlepszy pilot w Galaktyce mógł nie odróżnić miary czasu od miary odległości? Wątpię.

Z retconami jest tak, że spokojnie można zawsze wymyślić kolejny. Tak właśnie prawdopodobnie Darth Vader stał się ojcem Luke’a, a Leia jego siostrą. W komentarzu do wydania DVD Nowej nadziei George Lucas mówi już, że Sokół Millenium ma zaawansowany komputer pokładowy, dzięki któremu może wyliczyć optymalną drogę, zmniejszając tym samym liczbę przebytych parseków.

Biorąc pod uwagę, że trasa na Kessel odbywa się przez tzw. Otchłań – plątaninę położonych blisko siebie czarnych dziur, ma to nawet sens. Nowy film o Hanie Solo – mówiąc oględnie i bez spoilerów – zdaje się to potwierdzać.

Jednak w świecie baśni wszystko ma sens, bo sami tego chcemy.

Dołącz do dyskusji