Nie, nie i jeszcze raz nie. Resident Evil 7 na Switchu to najgorsze, co Capcom mógł zrobić Nintendo

Artykuł/Gry 21.05.2018
Nie, nie i jeszcze raz nie. Resident Evil 7 na Switchu to najgorsze, co Capcom mógł zrobić Nintendo

Nie, nie i jeszcze raz nie. Resident Evil 7 na Switchu to najgorsze, co Capcom mógł zrobić Nintendo

Mam dwie wiadomości. Dobra jest taka: Resident Evil 7 zmierza na Switcha. Zła: Capcom wyda grę w najgorszej możliwej formie, podważając największą zaletę przenośnej konsoli Nintendo.

O tym, że Resident Evil 7 pojawi się na przenośnej konsoli Japończyków, mówiono niemal od początku istnienia Switcha. Nie kto inny jak Capcom naciskał na producenta platformy, aby ta miała więcej pamięci RAM. Rzekomo w oparciu o testy silnika graficznego RE Engine, na którym działa siódmy Resident Evil. Nintendo spełniło życzenia wydawcy i wydawało się, że survival horror na hybrydowej konsoli jest wyłącznie kwestią czasu.

Tytuł faktycznie pojawi się na Nintendo Switchu, jako Resident Evil 7 Cloud Version.

To „Cloud Version“ nie zwiastuje niczego dobrego. Jak domyśla się część czytelników Spider’s Web, chodzi o chmurę sieciową, w oparciu o którą będzie działał horror. Gra z eShopu to nic innego jak zajmującą 50 MB przestrzeni dyskowej wtyczka. Za jej pomocą na Switcha będzie strumieniowany obraz z serwerów Capcomu. Mniej więcej tak, jak już teraz działa PlayStation Now (niestety nie w Polsce) oraz GeForce Now.

W przeciwieństwie do domowego strumieniowania, streaming na odległość wymaga odpowiednio szybkiego połączenia z Internetem oraz dobrej infrastruktury po stronie usługodawcy. Dlatego Resident Evil 7 Cloud Version na ten moment zostanie wydany wyłącznie na terenie Japonii. Dodatkowo gra nie będzie wspierać angielskiej wersji językowej, toteż zmiana konta na azjatyckie z poziomu ustawień My Nintendo niewiele pomoże.

Silnik RE Engine miał ważny wpływ na projektowanie Nintendo Switcha

Resident Evil 7 Cloud Version to najgorsze, co mogło się przydarzyć konsoli Nintendo Switch.

Największą zaletą tej platformy, oczywiście zaraz obok katalogu magicznych gier Nintendo na wyłączność, jest mobilność. Switcha można zabrać do pociągu, nad jezioro albo na nudne spotkanie rodzinne. Jednak biorąc pod uwagę specyfikę streamingu, Resident Evil 7 Cloud Version będzie wymagało stałego połączenia do sieci. Co oczywiście oznacza, że rozgrywka w terenie będzie prawie niemożliwa. Wątpię, aby Internet udostępniany ze smartfonu lub publicznego hotspotu był wystarczający dla odpowiedniej jakości wideo oraz czasu reakcji.

Nawet znajdując się w zasięgu własnej sieci domowej, Resident Evil 7 Cloud Version wcale nie musi dobrze działać. Nintendo Switch to świetna konsola, ale ma jedną, niezaprzeczalną wadę – niskiej jakości kartę sieciową, która jest w zasadzie bezradna na pasmach 2,4 GHz. Na paśmie 5 GHz jest znacznie lepiej, chociaż prędkość i stabilność połączenia wciąż jest bardzo, bardzo daleka od wzorowej.

Oznacza to, że w Resident Evil 7 Cloud Version najlepiej grać ze Switchem osadzonym w stacji dokującej, podpiętej do stacjonarnego TV. W ten sposób urządzenie może łączyć się z siecią za pomocą kabla Ethernet, przy użyciu przejściówki USB. Świetnego horroru nie zabierzemy więc na ogródek działkowy albo do samochodu. To strzał w stopę. Nie wiem tylko, którą bardziej – tę Capcomu czy tę Nintendo.

Skoro w Resident Evil 7 Cloud Version najlepiej grać przed TV, to lepiej uruchomić wersję XONE/PS4/PC

Strumieniowana gra nigdy nie będzie tak ładna, tak ostra, tak naturalna i tak responsywna jak program uruchomiony bezpośrednio na platformie. Capcom to rozumie i zapewne dlatego Resident Evil 7 Cloud Version w japońskim eShopie kosztuje zaledwie 20 dolarów. Niska cena ma wynagradzać niedogodności, a także być konkurencyjna względem edycji dla innych konsol. Trzeba jednak dodać, że decydując się na Cloud Version gracz wcale nie kupuje licencji na grę, a jedynie wypożycza dostęp do niej, wynoszący 180 dni.

O wiele bardziej podoba mi się, jak z portami wymagających gier radzi sobie na przykład Bethesda. Wydawca odpowiada za przenośnego DOOM-a, a już niebawem wypuści na rynek mobilnego Wolfensteina II. Za te gry trzeba płacić jak za zboże, lecz w zamian dostajemy kompletny, działający natywnie program wyposażony we wszystkie DLC. Uwierzcie mi, DOOM w salonie fryzjerskim to niesamowita sprawa. Gdyby gra była oparta o technologię strumieniowania, w życiu bym jej tam nie uruchomił.

Jako wielki fan survival horroru, jestem rozdarty. Czekałem na RE7 w wersji na Switcha, ale w ogóle nie spodziewałem się, że Capcom postawi na streaming ze swoich serwerów. Wydawca może w ten sposób łatwym kosztem publikować w eShopie inne gry, co by wymienić Monster Hunter World, Dragon’s Dogma czy najnowszy Dead Rising. Tyle tylko, że uziemia się wtedy graczy przed salonowymi telewizorami, a przecież nie o to w Switchu chodzi. Maszyna Nintendo nie ma być zastępstwem dla PS4 czy Xboksa One, ale dodatkiem do wydajnych stacjonarnych konsol.

Dołącz do dyskusji