Polska branża gier niezależnych od kuchni – dosłownie. Recenzja filmu “Wszystko z nami w porządku”

Recenzja/Gry 26.05.2018
Polska branża gier niezależnych od kuchni – dosłownie. Recenzja filmu “Wszystko z nami w porządku”

Polska branża gier niezależnych od kuchni – dosłownie. Recenzja filmu “Wszystko z nami w porządku”

Robienie gier to nie rurka z kremem. Wie o tym każdy, kto choć trochę interesuje się medium. Wiedzieć, a poczuć, to jednak dwie różne kwestie. I tutaj wchodzi Wszystko z nami w porządku, całe na czarno.

No dobrze, przesadzam. Wcale nie na czarno, na szaro raczej. Dokument w reżyserii Borysa Nieśpielaka obrazuje ostatnie pięć miesięcy z dwóch i pół lat powstawania polskiej gry niezależnej Lichtspeer. Sytuacja teoretycznie jak z pięknych historii motywacyjnych: dwójka deweloperów porzuciła pracę w korpo, by na przekór wszystkim podążać za marzeniami.

Rzeczywistość nie jest jednak wielką wizualizacją jakiegoś kosmicznego coacha i nie wszystko zawsze idzie zgodnie z planem. Przez godzinę obserwujemy zatem, jak Rafał Zaremba i Bartek Pieczonka z przyjaciółmi wojują z submisją gry na PlayStation, bugami, dyszącą w kark datą premiery, ręcznie składanymi pudełkami, kontaktem z mediami, crunchem…

“Wszystko z nami w porządku” pokazuje też jasne strony.

Tak, wiele tam wojowania i jeszcze więcej stresu, choć nie zabraknie też żartów i luźnej, swojskiej atmosfery.

Duża w tym zasługa zarówno bohaterów, których nie krępuje kamera, jak i reżysera potrafiącego być jak duch. Nieśpielak jest zawsze obecny, ale praktycznie nigdy nie przebija czwartej ściany; dla widza pozostaje oczami. Wszystkie sceny są niesamowicie naturalne, zupełnie jakby nie stał tam właśnie gość z kamerą, który wcześniej przypiął wszystkim mikrofony do koszulek. Zdarzyły się dosłownie dwa krótkie momenty, kiedy miałem wrażenie, że coś jest “ustawione”. Poza tym każdy głupi żart, każde przekleństwo, gest i reakcja są stuprocentowo autentyczne. Czułem się, jakbym kogoś podglądał.

W efekcie jest to bardziej film o ludziach i czystych emocjach, jakie przeżywają w ciężkich chwilach, niż techniczny dokument o robieniu gier (choć osoba nieznająca branży raczej pogubi się w panujących realiach i nomenklaturze gamedevu). Przechodząc przez kolejne etapy prac nad Lichtspeerem, sami zaczynamy się przejmować i dopingować chłopaków, nawet jeśli znamy mniej więcej finał historii. Nie ma tutaj żadnego kolorowania rzeczywistości. Tworzenie gier niezależnych to ekstremalnie trudne zajęcie, w którym brak sromotnej klęski już jest pewnym sukcesem.

Na korzyść Wszystko z nami w porządku działa też dobre tempo (narracyjnie stopniowo zbliżamy się do dnia premiery) i surowy sposób kręcenia, pełny nieplanowanych rozmyć czy rozedrganej kamery. Wzmacnia to naturalistyczny charakter dokumentu. Lwią część atmosfery buduje elektroniczna ścieżka dźwiękowa Macieja Zakrzewskiego, miejscami przywodząca na myśl działania Reznora i Atticusa Rossa w The Social Network. Niespokojne popiskiwania syntezatorów nawet spacer przez warszawskie osiedle zamieniają w pełną napięcia scenę.

Borys Nieśpielak we współpracy z twórcami Lichtspeera stworzył bardzo potrzebny film.

Po pierwsze, musimy dokumentować gry i wszystko, co z nimi związane. To wciąż młode medium, któremu brakuje specjalistycznej literatury, prac naukowych czy właśnie filmów biorących na warsztat samo medium. Ludologia raczkuje nie tylko w Polsce, ale i na świecie.

Po drugie młodym twórcom przyda się kubeł zimnej wody, pokazujący, że nie jesteśmy tą wizualizacją kosmicznego coacha i nie każdy tworzy od razu Stardew Valley czy inne Axiom Verge. Czasami wystarczy po prostu, że wszystko jest w porządku. W miarę. Że jakoś idzie do przodu. Dokument staje się ostrym znakiem ostrzegawczym, takim z głowami nabitymi na pal i złowieszczymi napisami. Wy, którzy tu wchodzicie…

Całe szczęście, ten bardzo potrzebny film jest jednocześnie najzwyczajniej w świecie dobry.

Świetnie ogląda się tak naturalne, intymne i jednocześnie profesjonalnie przygotowane sceny, podkreślone sugestywną muzyką. Nikt tutaj nie próbuje moralizować, szukać jakiejś wydumanej puenty. Dostajemy surowe emocje. Mięcho. I dlatego obserwując twarz Rafała oglądającego pierwszy stream ze swojej gry, trudno samemu się nie wzruszyć. Albo nie parsknąć śmiechem, gdy zmęczony Tomek Tomaszewski wzdryga się od łomotu puszki wypadającej z automatu.

Film dostępny jest na platformie Steam.

Dołącz do dyskusji

Advertisement