Ten telefon można kupić tylko sercem. I tylko gdy rozum weźmie wolne. Razer Phone – recenzja

Recenzja/Gry 14.05.2018
Ten telefon można kupić tylko sercem. I tylko gdy rozum weźmie wolne. Razer Phone – recenzja

Ten telefon można kupić tylko sercem. I tylko gdy rozum weźmie wolne. Razer Phone – recenzja

Są takie urządzenia, z którymi trzeba spędzić naprawdę sporo czasu, aby wyrobić sobie o nich jednoznaczną opinię. Jeśli chodzi o Razer Phone, miesiąc niemal okazał się za krótki. Ten telefon to amalgamat sprzeczności.

Obiektywnie rzecz ujmując, Razer Phone to nisza nisz. Ciekawostka dla zapaleńców, z których pewnie tylko maleńki promil faktycznie zdecyduje się na zakup pierwszego smartfona od giganta gamingu. Obiektywnie rzecz ujmując, ma pewnie więcej wad niż zalet – widać wyraźnie, że to dopiero wprawka producenta. Pierwsza, nieperfekcyjna próba.

Subiektywnie jednak bardzo lubię ten telefon. W całej swojej niedoskonałości kilka rzeczy robi tak dobrze, że przez ostatni miesiąc sięgałem po niego chętniej niż po leżącego obok iPhone’a X, LG V30, OnePlusa 5T czy Samsunga Galaxy S8.

Razer Phone – co się udało?

Płynność działania. Każdy topowy smartfon powinien być tak płynny.

Jeśli powyższa lista smartfonów nie jest dostatecznie dosadna, wyjaśnię – ostatnio obcowałem z topowymi urządzeniami. Z iPhone’em X i OnePlusem, które są wzorami szybkości i płynności działania.

Razer Phone zmiata i jednego, i drugiego. Po części to zasługa fantastycznej specyfikacji. W trzewiach telefonu Razera drzemie Snapdragon 835, wspierany przez 8 GB RAM-u i 64 GB pamięci na dane. Taki układ podzespołów gwarantuje błyskawiczną pracę.

Takie same parametry oferuje jednak również OnePlus 5T, a mimo tego Razer sprawia wrażenie szybszego. Dlaczego? Z powodu największego wyróżnika tego urządzenia – ekranu odświeżanego z częstotliwością 120 Hz.

Panel IGZO o przekątnej 5,7” i rozdzielczości 2560 x 1440 został zaprojektowany z myślą o graczach, ale… oni w zasadzie nie odczują szybszej częstotliwości odświeżania. Gier na Androida, które potrafią zrobić z niej użytek, jest i będzie garstka. Zaręczam jednak, że każdy zwróci uwagę na 120 Hz w Razer Phone. Tego się nie da odzobaczyć.

Interfejs Androida, przeglądarka, niektóre aplikacje… to wszystko wygląda lepiej, piękniej i płynniej w 120 Hz, niż w standardowych 60 Hz. Podobny trick zastosował Apple w iPadzie Pro, gdzie ekran również ma 120-hercową częstotliwość odświeżania. I tam też wyświetlane treści zdają się być płynniejsze niż gdziekolwiek indziej.

Oczywiście, to kosmetyka. W suchych testach wydajności Razer Phone wcale nie jest szybszy od OnePlusa 5T czy iPhone’a X. Jednak połączenie potężnych podzespołów i ekranu 120 Hz zaowocowało wrażeniem z użytkowania, jakiego nie daje żaden inny smartfon.

Audio. Każdy smartfon powinien mieć takie głośniki.

Zaznaczę na wstępie, że nie dane mi było przetestować przejściówki USB-C na jacka 3,5 mm, która ma wbudowany DAC, certyfikowany przez THX. Przejściówki nie było bowiem w pudełku z moim testowym egzemplarzem, pewnie wala się po pokoju któregoś z poprzednich recenzentów.

Długo, często i namiętnie korzystałem jednak z wbudowanych głośników Razer Phone’a. I przez wzgląd na nie jeszcze długo będę tęsknił za tym telefonem.

Żaden inny telefon nie gra tak głośno, tak czysto i tak mocno, jak Razer Phone. Żaden. Nawet wielbiona przeze mnie po wielokroć za swoje głośniki Motorola Moto X Style nie miała tak potężnych przetworników. Nawet iPhone X ze swoimi głośnikami stereo może się schować. W zasadzie to schować się może nawet większość laptopów.

Razer Phone gra niemal tak głośno i tak mocno, jak głośniki 13-calowego MacBooka Pro. Bez cienia przesterowania, z doskonałą jak na gabaryty głośników klarownością dźwięku.

Przez ostatni miesiąc powtórzyłem sobie dwa sezony Gry o Tron, przesłuchałem dziesiątki podcastów myjąc naczynia, obejrzałem setki klipów na YouTubie. Wszystko to na ekranie i głośnikach telefonu.

Połączenie 5,7-calowego wyświetlacza i grających do przodu głośników to idealny mariaż komponentów do konsumowania multimediów. Razer Phone to kombajn dla fana cyfrowej rozrywki.

Rysą na tym idealnym obrazku jest fakt, iż Razer Phone nie posiada Bluetootha w wersji 5.0, lecz 4.2. Oznacza to, że bezprzewodowe audio transmitowane jest ze znacznie niższą jakością, niż w konkurencyjnych smartfonach.

Ale te głośniki!

Czas pracy. Każdy telefon powinien tyle działać z dala od gniazdka.

4000 mAh na dzisiejsze standardy może nie brzmią imponująco, ale Razer na tyle dobrze zarządza energią, że nawet napędzając podwójne wzmacniacze głośników i 120-hercowy wyświetlacz przez długie godziny, ten telefon nigdy nie stracił energii przed końcem dnia.

6-7 godzin SoT przy intensywnym użytkowaniu to dla Razer Phone’a norma. W czasie testów z reguły ładowałem go co drugi dzień, a – przypomnę – codziennie co najmniej godzinę oglądałem na nim Grę o Tron, drugie tyle YouTube’a, czasem trzecie tyle słuchałem podcastów i często grałem w mniej lub bardziej wymagające gry mobilne. Na smartfonie Razera nie robiło to wrażenia.

Oprogramowanie. Każdy telefon z Androidem powinien mieć takie oprogramowanie.

Razer Phone domyślnie korzysta z nieco zmodyfikowanej wersji nakładki Nova Launcher, nałożonej na Androida 8.0. I dzięki temu wrażenie z użytkowania jest fenomenalne. Nova to jeden z najlepszych ekranów głównych dostępnych na Androida. Daje ogromne możliwości customizacji, jest szybki, nieociężały, elegancki. Używam tego Launchera na każdym smartfonie z Androidem jaki testuję, więc przesiadka na Razer Phone’a była jak powrót do domu.

Od siebie Razer dorzucił w zasadzie tylko podstawowe aplikacje telekomunikacyjne – SMS-y, telefon – aplikację aparatu (o której za chwilę) oraz aplikację Game Booster, służącą do optymalizacji osiągów w grach.

Oprócz tego Razer Phone oferuje niezaśmieconą niczym nakładkę, którą możemy dostosować do własnych upodobań.

Przez powyższe pozytywy trudno było mi się rozstać z Razer Phone’em. I wiele byłem mu skłonny wybaczyć.

A – niestety – jest tu do wybaczenia sporo. Jak pisałem na początku, czuć, że Razer Phone to produkt pierwszej generacji. Wprawka. Testowanie gruntu pod ewentualną przyszłą ekspansję. Z tego względu nie wszystko się Razerowi udało i miejscami widać brak doświadczenia firmy w konstruowaniu smartfonów.

Razer Phone – co nie wyszło?

Halo, Razer? 2016 dzwonił, żeby mu oddać flagowca!

Razer Phone, od strony czysto wizualnej, nie wygląda na produkt z 2017/2018 roku. Owszem, potężne ramki u góry i dołu ekranu mają usprawiedliwienie (i to jakie!), ale nie zmienia to faktu, że ekran 16:9 w wielkim prostopadłościanie jest taki… taki… dwatysiąceszesnasty.

Spójrzcie tylko, jak Razer Phone wygląda w zestawieniu z LG V30 i iPhone’em X. Dodam dla przypomnienia, że to właśnie telefon Razera ma w tym zestawieniu… najmniejszą przekątną ekranu:

Telefon z trójgłowym wężem w logo liczy sobie 158,5 x 77,7 x 8 mm. Połączmy to z wyglądającą na wyciosaną z obsydianiu obudową i masą liczącą 197g i naprawdę, tego telefonu nie da się przeoczyć w kieszeni. Nie przeoczy go ani noszący, ani obserwatorzy, których będzie korciło, by zapytać: „hej, czy to Razer Phone w twojej kieszeni, czy może cieszysz się na spotkanie ze mną?”.

Z powodu gabarytów Razer Phone’a trudno jest też utrzymać w dłoni. Obudowa jest śliska i niezbyt poręczna. A skoro o tym mowa, to dość dyskusyjny jest też materiał, z którego została wykonana. To – prawdopodobnie – to samo tworzywo, którym pokryte są laptopy serii Blade.

W laptopach może i się sprawdza (choć też nie do końca), ale smarfon, który dziesiątki razy dziennie jest przekładany, przenoszony, wyjmowany i chowany do kieszeni, szybko zaczyna źle wyglądać.

Na czarnej obudowie pojawiają się smugi i liczne mikrorysy. Najgorzej prezentują się jednak grille głośników, w których zbierają się drobinki kurzu i brudu. Nie sposób tego doczyścić i nie dość, że nie wygląda to za ładnie, to jeszcze jest mocno dyskusyjne od strony higienicznej. W końcu przykładamy te głośniki do twarzy!

A szkoda, bo niektóre elementy konstrukcyjne naprawdę się udały. Jak choćby te pięknie schowane paski anteny:

Gwarantują idealny odbiór sygnału, nikt nie powie, że „źle trzymasz”, a przy tym w ogóle ich nie widać. Udał się też czytnik linii papilarnych umiejscowiony na prawej krawędzi smartfona. Nie jest on może tak szybki w działaniu jak czytniki konkurencji, ale ląduje idealnie pod kciukiem za każdym razem, gdy złapać go prawą dłonią:

Cóż, zostaje mieć nadzieję, że Razer Phone II będzie trochę lepiej przemyślany od strony konstrukcji.

Ekran ma 120 Hz częstotliwość odświeżania. I na tym koniec plusów.

Nie zrozummy się źle – panel IGZO w Razer Phone nie jest zły. Sęk w tym, że nie jest też dobry.

W odosobnieniu nie można na niego narzekać. Kolory są względnie żywe, kąty widzenia w porządku, jasność może nieco zbyt niska, ale dopóki nie używamy telefonu w pełnym słońcu, da się przeżyć.

Ale gdy położymy Razer Phone’a obok innych telefonów z podobnej półki cenowej, to jest on po prostu zdyskwalifikowany. Przy takim LG V30 Razer Phone świeci jak telefon z niskiej półki, a nie jak sprzęt kosztujący naprawdę topowe pieniądze.

Rozumiem decyzję Razera odnośnie wyboru technologii wyświetlacza. Firma, nauczona gamingowym doświadczeniem, przedkłada częstotliwość odświeżania nad głębokie czernie, kontrast i wierność kolorów. Konkurencja jednak robi to lepiej. Jeśli chodzi o telefony, zapewne każdy repospondent, zapytany o to, czy chce mieć ładny panel 60 Hz czy taki sobie 120 Hz, chciałby to pierwsze.

Nad aparatem trzeba jeszcze popracować.

Fun fact: w pierwszym szkicu tej recenzji zupełnie zapomniałem napisać o aparacie. Bo… w sumie nie bardzo jest o czym pisać. Aparat jest, robi zdjęcia i na tym można zakończyć jego opis. Efekty nie są ani dobre, ani złe. Są ze wszechmiar przeciętne.

Podwójny sensor o rozdzielczościach 12 Mpix może robić zdjęcia w trybie szerokokątnym:

I w trybie dwukrotnego przybliżenia optycznego:

W obydwu zdjęcia wyglądają… ok. To samo można powiedzieć o wszystkich innych kadrach, niezależnie od warunków oświetleniowych. Nie są złe, ale nie są też wybitne:

Selfie z 8-megapikselowej kamerki przedniej też wyglądają najwyżej OK:

Do poprawki jest natomiast oprogramowanie. I to do szybkiej poprawki. Aplikacja aparatu jest powolna i uboga w funkcje. Autofocus bardzo wolny i często niedokładny. Najgorszy jest jednak bezużyteczny tryb HDR. Bezużyteczny nie dlatego, że źle wygląda, lecz z powodu 5-sekundowego laga po zrobieniu zdjęcia w tym trybie.

Razer Phone ma potężne podzespoły. Przy Snapdragonie 835 zdjęcia HDR powinny robić się błyskawicznie, jak ma to miejsce choćby w OnePlusie 5T czy LG V30. Wina leży więc ewidentnie po stronie oprogramowania.

Spece z Razera powinni jak najszybciej załatać ten brak, bo gdyby nie słabiutkie oprogramowanie, ten aparat śmiało można by zaliczyć do dobrych.

Zabierzcie… ode mnie… te… wibracje…

Na koniec zostawiłem sobie najbardziej irytujący element Razer Phone’a, przez który w pierwszym odruchu chciałem telefon spakować do pudełka i odesłać do producenta. Dla wielu to błahostka, ale dla mnie jedna z kluczowych cech. Wibracje.

Moje telefony są zawsze wyciszone. Trzymając telefon w kieszeni czy na biurku prędzej zwrócę uwagę na wibracje, niż na dźwięk dzwonka. Dlatego jakość tych wibracji jest dla mnie niezwykle istotna.

Mówiąc wprost, motorek wibracji Razer Phone’a jest beznadziejny. Ten telefon nie wibruje. On wydaje z siebie słabe pierdnięcia, połączone z niemniej od słabych pierdnięć irytującym dźwiękiem. Wibracja jest za słaba, nieprzyjemna, nieprzystojąca telefonowi kosztującemu ponad 3000 zł w wolnej sprzedaży.

Taki motorek wibracyjny może sobie mieć telefon Xiaomi (zresztą… wiele z nich taki ma), ale nie smartfon stojący na jednej półce cenowej z iPhone’ami, Galaxy S i LG V30. Nie, nie i jeszcze raz nie.

Razer Phone to telefon, którego nikt nie kupi rozumem. Ale sercem – można się skusić.

Pomimo kilku drobnych i jednej ogromnej irytacji, czas spędzony z Razer Phone’em oceniam bardzo pozytywnie. I wierzę, że znajdzie on swoich amatorów, dla których takie drobiazgi jak za niska jasność ekranu, pudełkowata obudowa czy pierdzący motorek wibracyjny będą nieistotne.

Ten telefon jest wyjątkowy. Jest inny niż wszystkie. W dodatku ma kilka bardzo mocnych punktów (głośniki, szybkość działania, ekran 120 Hz), którymi faktycznie skusi graczy i amatorów cyfrowej rozrywki pod każdą postacią.

Dla większości z nas pozostanie jednak ciekawostką. Szczególnie w tej cenie. W Polsce smartfon Razera kosztuje 3200 zł i dopiero od niedawna można go kupić w wolnej sprzedaży – uprzednio dostępny był tylko w sieci Play.

Za 3200 złotych można mieć lepszy smartfon. Można mieć nowego Huaweia P20 (może nawet P20 Pro). Można mieć Samsunga Galaxy S9. Można mieć LG V30. Można mieć iPhone’a 8/8+.

Nie sposób jednak ukryć, że Razer Phone wyróżnia się na tle rynkowego ataku klonów. Dlatego nie mam wątpliwości, że ktoś po niego sięgnie. Ktoś, kto szuka czegoś innego.

Takich ktosiów pewnie nie będzie zbyt wielu, ale już sam fakt, że ktokolwiek wybierze pierwszej generacji produkt, będący jedynie wprawką, jest wielkim sukcesem Razera.

Dołącz do dyskusji

Advertisement