Próbowałem zrobić sobie smart dom…

Felieton/Sprzęt 08.05.2018
Próbowałem zrobić sobie smart dom…

Próbowałem zrobić sobie smart dom…

Obiecałem sobie, że jak tylko będę robił generalny remont domu, to od razu zrobię go tak, żeby wszystko było smart. W końcu mamy 2018 r. i nie powinno być to przesadnie trudne. Och, jak się myliłem.

Idea automatyzacji domu nie jest nowa. Ba, nawet w tym nowoczesnym, smartfonocentrycznym wydaniu zdążyła się już zadomowić w świadomości społeczeństwa, opatrzyć i nawet trochę znudzić. Nikt już nie robi z wieści o sterowanych telefonem żarówkach łamiących wiadomości. Mało kogo rusza kolejny smart-domofon czy inny smart-czajnik. Ot, po prostu są na rynku, pojawiają się nowe generacje, a kto chce – ten kupuje.

Smart dom przez ostatnie lata zdążył też znacząco potanieć.

Zestaw startowy Hue nie kosztuje już milionów. Zdalnie sterowane żarówki można kupić za rozsądne pieniądze w Ikei. W termostatach można przebierać i dobierać je nie tylko pod względem funkcjonalnym, ale i estetycznym. Różnego rodzaju czujniki, przełączniki czy moduły dopuszkowe wycenione są sensownie, można je zamontować i skonfigurować samemu. Lista produktów, które można podłączyć do sieci, teoretycznie rośnie każdego miesiąca.

W wielu przypadkach znika też konieczność posiadania centralki. Jeśli chodzi np. HomeKita – który akurat był moim wyborem – wystarczy mieć w domu iPada albo Apple TV. Perspektywa wyrzucenia kilku tysięcy na sprzęt, który do niczego nie służy, odchodzi więc w zapomnienie.

Wszystko wygląda pięknie. Aż przechodzisz do szczegółów.

Pierwszy etap usprytniania domu przebiegł bezboleśnie – sterowaniem ogrzewaniem w moim domu zajmie się termostat (z dodatkowym osprzętem) od Tado. Cena do przełknięcia za pozbycie się konieczności walki z klasycznymi termostatami ściennymi. Plus obsługa stref, na czym – mimo niewielkiego sensu tego przedsięwzięcia na małym metrażu – bardzo mi zależało.

Zachęcony tym doświadczeniem postanowiłem pociągnąć temat dalej. W końcu miło jest mieć oświetlenie i rolety nie tyle sterowane z telefonu, co elegancko programowane i ustawione w przydatnych scenach. Wstaję w nocy do łazienki? Czujnik ruchu wykrywa, że wstałem, zapala z odpowiednią mocą światło na korytarzu i w łazience, włącza ogrzewanie łazienkowe. Włączam telewizor wieczorem? Automatycznie zasuwają się rolety, światło przygasza, a potem synchronizuje się kolorystycznie z tym, co wyświetla na ekranie telewizor. Wychodzę z domu? Automatycznie blokują się wszystkie zamki (w tym i do wejścia na ogród), ogrzewanie pracuje w trybie oszczędnym, zamykają się rolety, kamera nad wejściem zwiększa swoją czujność. Wyjeżdżam na dłużej? Światła i rolety działają tak, żeby symulować moją obecność.

I tak dalej, i tak dalej. Planów miałem mnóstwo, a realizacja wydawała się w zasięgu ręki.

Problem 1: światła

Ze smart żarówkami problem jest taki, że niespecjalnie dobrze współpracują – z oczywistych powodów – z klasycznymi przełącznikami. Jeśli zgasimy światło z przycisku, nie możemy już zdalnie włączyć żarówki.

Możemy to obejść stosując dedykowane, bezprzewodowe sterowniki – np. te od Hue czy Ikei. Tylko nagle dramatycznie zawęża nam to wybór i musimy pogodzić się z ich jedynym słusznym wyglądem (co szybko zostało mi wybite z głowy). Dodatkowo zamykamy się wtedy w systemie danego producenta – jeśli przepali nam się żarówka, nie możemy jej – nawet chwilowo – zastąpić klasyczną, bo nie będziemy nią mogli z tego przełącznika sterować.

Można też oczywiście zamontować przełącznik w puszce (Fibaro ma takie przełączniki w wersji pod HomeKit), ale podliczenie kosztów takiej operacji dla wszystkich przełączników w domu przyprawia o zawroty głowy.

Idealnym rozwiązaniem – przynajmniej na pierwszy rzut oka – wydaje się przełącznik klasyczny, ale już od samego początku zintegrowany z jakimś smart systemem. Taki produkt ma w ofercie na Europę m.in. Legrand (przy współpracy z Netatmo), ale… oferuje go aktualnie jedynie we Francji i (o ile dobrze rozumiem) we Włoszech. A sprowadzać zupełnie w ciemno zestaw za kilkaset złotych nie chce mi się tak samo, jak czekać z założeniem przełączników do światła, aż sprzęt ten dotrze i do polskiej dystrybucji.

Skończyło się na tym, że po prostu jeszcze raz przemyślałem układ przełączników światła w domu, tu i tam dodałem przełączniki schodowe i tak będę sobie radził…

Problem 2: rolety

Z tym był już całkowity dramat. Przełączniki od razu integrujące się z HomeKitem praktycznie nie występują na rynku. Tzn. występują (od Legranda), ale ich dostępność jest tak samo ograniczona. Przełączniki do puszek? Jeśli są, to nie integrują się z HomeKitem (BleBox, Fibaro).

Zostawałoby mi albo stawianie kolejnego komputera do chałupniczej integracji z HomeKitem (przez Homebridge), w co wcale nie chce mi się bawić, albo pójście w inny system (Fibaro), co generowałoby kolejne, spore koszty. A jeśli potem chciałbym Fibaro integrować z HomeKitem, to skończyłbym w sumie z trzema komputerami (centralka Fibaro, minikomputer pod Homebridge i Apple TV) do głupiego podnoszenia rolet.

Trudno, będę podnosił je naciśnięciem guzika.

Problem 3: zamki

Tu problemu właściwie nie było. Oferta zamków europejskich jest dramatycznie ograniczona. Do tego kosztują tyle, że chyba wolę, żeby ktoś jednak wszedł do domu i wyniósł telewizor (i tak jest do bani), niż płacić aż tyle.

Tym bardziej, że smart zamki wciąż nie są sprzętami idealnymi. A jeśli i tak będę musiał wyciągać smartfona albo klucz, żeby dostać się do domu (nawet jeśli będzie to 1 przypadek na 10 czy 20), to jaki w tym wszystkim zysk?

Problem 4: gniazdka

Idealne. W związku z czym nie można kupić.

Sterowanie gniazdkami jest super, i to wcale nie tylko na potrzeby migania lampką na czas nieobecności, czy wyłączania żelazka. Tylko skoro robiłem dom niemal od podstaw, wraz z cała instalacją elektryczną, to dlaczego bawić się w popularne (i przy okazji tanie) przejściówki sterujące urządzeniem podłączonym do gniazdka, skoro mógłbym mieć gniazdko smart od samego początku?

Okazuje się, że nie mógłbym. O ile dla amerykańskich standardów da się znaleźć kilka gniazdek smart, o tyle na Europę jest w tej kwestii biednie. Ponownie – Netatmo z Legrandem wykombinowali wspólnie, jak to powinno wyglądać i działać, ale… nie sprzedają tego w Polsce.

Znów – mógłbym zastosować przełącznik do puszki. Ale cena gniazdka i przełącznika jest porównywalna albo nawet wyższa od tych niedostępnych u nas kompletnych produktów, sprzedawanych w jednym opakowaniu.

To dlaczego nie profesjonalny system automatyki domowej?

Bo kiedy chodzi o sprawy okołosmartfonowe, to nie wierzę, że ktoś jest w stanie zrobić to lepiej od Google’a czy Apple’a. Tak samo, jak producenci samochodów błądzili ze swoimi systemami, aż pojawił się CarPlay i Android Auto, tak samo może być z dotychczasowymi systemami automatyki domowej.

Zresztą już jest – wystarczy spojrzeć na większość aplikacji od niesmartfonowych producentów. Toporne, nielogiczne, zaniedbane, nieaktualizowane od miesięcy.

Podziękuję.

To dlaczego jednak nie Homebridge?

Bo to jest zaprzeczenie tego, jaki powinien być w 2018 r. smart dom. A powinien być przede wszystkim prosty w instalacji i konfiguracji.

A Homebridge – choć oferuje wiele – zdecydowanie prosty nie jest. Wydałbym więc fortunę na wszystkie przełączniki, czujniki, moduły i centralki, a na końcu i tak siedział godzinami przy komputerze, zastanawiając się, dlaczego coś nie działa albo nie działa do końca tak, jak tego oczekuję.

Do momentu, kiedy któraś aktualizacja np. HomeKita nie popsułaby całkowicie integracji z Homebridge i wtedy zostałbym z górą bezużytecznego, nie komunikującego się ze sobą sprzętu.

Marzenia o smart domu zostawiam więc na kolejny remont.

Dołącz do dyskusji

Advertisement