Poprzeczka jeszcze nigdy nie była zawieszona tak wysoko. OnePlus 6 – pierwsze wrażenia

Recenzja/SW Testuje 16.05.2018
Poprzeczka jeszcze nigdy nie była zawieszona tak wysoko. OnePlus 6 – pierwsze wrażenia

Poprzeczka jeszcze nigdy nie była zawieszona tak wysoko. OnePlus 6 – pierwsze wrażenia

OnePlus 6 oficjalnie wjechał na rynek, a ja mam przyjemność obcować z tym telefonem już od blisko tygodnia. Czas na pierwsze wrażenia.

Szóste wcielenie smartfona OnePlus robi piorunująco dobre wrażenie. Tak dobre, że od kilku dni siedzę i dumam, do czego by się tu przyczepić, aby nie brzmieć stronniczo. Jednak pomijając dwa drobiazgi – nieco za słabe wibracje i przeciętny głośniczek – mogę mówić o nim wyłącznie w superlatywach.

OnePlus podniósł poprzeczkę tego, co jest możliwe w tej kategorii cenowej. To każe się zastanowić… dlaczego właściwie wydajemy abstrakcyjne kwoty na urządzenia, których jakość można osiągnąć w cenie znacznie niższej?

Przypomnijmy specyfikację:

  • Procesor: Qualcomm Snapdragon 845
  • RAM: 6/8 GB LPDDR4X
  • Pamięć flash: 64/128/256 GB UFS 2.1
  • Wyświetlacz: AMOLED 6,28”, 2280 x 1080 px przykryty szkłem Gorilla Glass 5
  • Akumulator: 3300 mAh ładowany przez USB-C 2.0 z technologią Dash Charge
  • Aparat główny: 16 Mpix, f/1.7, OIS, 1,22 µm
  • Drugi aparat główny: 20 Mpix, f/1.7, 1.0 µm
  • Aparat przedni: 16 Mpix, f/2.0, 1.0 µm
  • Łączność: Dual SIM, LTE CAT16, NFC, GPS, GLONASS, BeiDou, Galileo, Bluetooth 5.0 (ze wsparciem dla aptX HD)

Tyle na papierze. A jak spisuje się OnePlus 6 w rzeczywistości?

Zacznijmy od jakości wykonania. O OnePlus 5T pisałem, że dobrze udaje produkt premium, bo mimo wszystko widać było różnicę w dopieszczeniu detali względem iPhone’ów czy Galaxy S. A jak jest tutaj?

 

OnePlus 6 niczego nie udaje. To JEST produkt premium. Doskonale spasowany, stylowy, piękny, wykonany z należytą dbałością o detale.

 

Niestety decyzja o użyciu szkła na pleckach musiała zaowocować tym, że bardzo łatwo jest ten telefon ubrudzić. Matowa i biała wersja znacznie lepiej radzą sobie z odciskami palców. Warto więc od razu zaopatrzyć się w etui, np. nowe w ofercie, wykonane z balistycznego nylonu.

 

Telefon świetnie leży w dłoni i nie wyślizguje się z niej przesadnie. Pomimo tego, że ma nieco większy ekran od poprzednika, udało mu się zachować niemal identyczne gabaryty.

 

Wyświetlacz AMOLED ma teraz przekątną 6,28” i proporcje 19:9. W konsekwencji mamy jednak notcha, który…

 

… w absolutnie niczym nie przeszkadza. Po jednym dniu przestałem go zauważać. A jeśli kogoś naprawdę bardzo uwiera to wcięcie w ekranie, można je chować w oprogramowaniu, zakrywając przestrzeń paskiem czarnych pikseli ekranu AMOLED.

 

Wyświetlacz sam w sobie jest przepiękny. To ścisła czołówka wyświetlaczy na rynku. Może jeszcze nie poziom Galaxy S9 i iPhone’a X, ale już spokojnie jakość LG V30. Czysta przyjemność dla oka.

 

Nie licząc „tupecika”, ekran okalają cieniutkie ramki.

 

Nawet „podbródek” udało się zminimalizować.

 

Od strony konstrukcyjnej względem OnePlus 5T zmieniło się niewiele… i sporo zarazem. Nie licząc zmiany materiału obudowy, na pierwszy rzut oka wszystko wygląda tak samo. USB-C, głośnik i gniazdo słuchawkowe są u dołu obudowy…

 

…ale już przełącznik do szybkiego wyciszania zmienił stronę. Zamiast po lewej, teraz znajduje się po prawej. Nie wiem, czy to dobra decyzja – kilka razy zdarzyło mi się wcisnąć go zamiast przycisku blokady ekranu.

 

Całość jest też wodoodporna, choć OnePlus nie podaje żadnej normy IP. Więcej o odporności na pył i ciecze opowiem przy okazji pełnej recenzji.

 

Obok czytnika na pleckach, telefon możemy odblokować też twarzą. Jest to skan optyczny, ale działa naprawdę znakomicie. Po kliknięciu przycisku odblokowania wystarczy spojrzeć na ekran, by przejść do głównego pulpitu. Jak do tej pory funkcja działa bezbłędnie.

 

W codziennym użytkowaniu OnePlus 6 to prawdziwy król wydajności. Nie ma drugiego tak szybkiego telefonu, czy to po stronie Androida, czy iOS-a. A mając też doświadczenie z OnePlusem 5T, wiem, że ta płynność nie zniknie po kilku miesiącach.

 

Tyle mogę napisać w pierwszych wrażeniach. Szczegóły odnośnie aparatu, wodoodporności, czasu pracy na jednym ładowaniu i drobnych niuansów muszą poczekać do pełnej recenzji, którą opublikuję na Spider’s Web za kilka dni.

 

Niecierpliwym, szukającym już dziś odpowiedzi na pytanie, czy warto kupić ten telefon, mówię jednak wprost: warto. Mając 2500 zł w kieszeni nawet nie oglądałbym się na produkty konkurencji, tylko biegł prosto na oneplus.com.

Mogę też od razu powiedzieć, że posiadacze OnePlusa 5T mogą spać spokojnie. Tak, OnePlus 6 jest lepszy od poprzednika pod wieloma względami (jakość wykonania, lepszy ekran, wodoodporność), ale nie na tyle, by sprzedawać 5T i zmieniać go na „szóstkę”.

Aczkolwiek w sytuacji wyboru między jednym a drugim, bez wahania postawiłbym na droższy model, nawet gdyby wiązałoby się to z dopłatą. OnePlus 5T udawał półkę premium. OnePlus 6 jest premium. Różnica leży w detalach, ale jest to różnica, dla której zdecydowanie warto wysupłać z portfela kilka dodatkowych banknotów.

Ostatecznie… i tak zapłacimy ich dużo mniej, niż gdybyśmy sięgnęli po produkt „dużych” konkurentów.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement