Sprawdzamy nowego gracza na rynku gimbali. Moza AirCross – recenzja

Recenzja/Foto 26.05.2018
Sprawdzamy nowego gracza na rynku gimbali. Moza AirCross – recenzja

Sprawdzamy nowego gracza na rynku gimbali. Moza AirCross – recenzja

Moza to nowy gracz na coraz większym i ciekawszym rynku gimbali. Przetestowałem model Moza AirCross przeznaczony do bezlusterkowców.

Gimbale, czyli stabilizatory obrazu, podbijają rynek filmowania aparatami. Jeszcze kilka lat temu takich urządzeń praktycznie nie było na rynku. Ten segment pojawił się mniej więcej w momencie, kiedy gimbale zaczęły być powszechnie stosowane w dronach, po czym natychmiast zyskał wielką sympatię filmowców.

Na rynku gimbali rządzą chińskie firmy. Mamy wielkich graczy pokroju DJI i jego serii Ronin, mamy wschodzące giwazdy takie jak FeiyuTech i Zhiyun Crane, a także coraz większą liczbę nowych zawodników. Jednym z nich jest firma Moza, która ma w ofercie kilka gimbali przeznaczonych do różnych typów aparatów. Przyjrzałem się modelowi Moza AirCross, który został stworzony do współpracy z bezlusterkowcami o masie od 300 do 1800 g. Koszt tego urządzenia to 1999 zł.

Zestaw robi bardzo dobre wrażenie.

Moza AirCross jest zapakowany w sztywną walizkę wyłożoną pianką wyciętą dokładnie pod wszystkie akcesoria. Nie jest to żaden droższy wariant gimbala, a zwykły zestaw, jaki dostaniecie kupując Moza AirCross.

Jakość wykonania walizki może nie jest najlepsza (niepokój budzą plastikowe zaczepy), ale to i tak miły dodatek. W środku znajdziemy:

  • gimbala,
  • odkręcaną rękojeść,
  • trójnóg do rękojeści,
  • szybkozłączkę w standardzie Manfrotto 501PL (duży plus!),
  • akumulator z wbudowanym przewodem USB,
  • jeden zestaw akumulatorów (3 sztuki),
  • przykręcaną podpórkę pod cięższe obiektywy,
  • przewody.

Jest więc wszystko, co potrzeba… tyle że konkurencja daje nieco więcej. Przykładowo, moim prywatnym gimbalem jest Feiyu-Tech A2000, który obecnie kosztuje ok. 1800 zł. Mimo niższej ceny ma w zestawie wszystko to, co Moza AirCross (łącznie z walizką, do tego lepiej wykonaną), a dodatkowo ma zapasowy komplet akumulatorów, które już nie raz przydały mi się na kilkudniowym wyjeździe.

Podsumowując, Moza daje naprawdę dużo, ale są producenci, którzy dają nieco więcej.

Wielki plus za konstrukcję gimbala. Drobny minus za jakość wykonania.

Konstruktorzy gimbala zastosowali kilka rozwiązań, dzięki którym wyważanie aparatu jest proste i szybkie. Po pierwsze, szybkozłączka oraz wszystkie trzy elementy przy silnikach mają dużą i bardzo wyraźną podziałkę. Można zanotować pozycję poprawnego wyważenia dla danego zestawu i szybko ją odtworzyć, bez żmudnego szukania idealnego położenia za każdym razem gdy rozkładamy gimbala.

Pokrętła do blokady ramion są duże i wygodne.

Po drugie, pokrętła do blokowania ramion są duże i wygodne. Wyraźne karbowania pomaga mocno dokręcić każde ramię, co wzbudza zaufanie.

Niestety powłoka elementów mogłaby być lepsza. Czarny kolor schodzi dosłownie po muśnięciu czymś twardym, np. drugim ramieniem. W trakcie testów w kilku miejscach utworzyły się nieestetyczne ślady, a uważałem na gimbala i przechowywałem go w walizce. Jeśli ktoś nie ma nawyku dbania o sprzęt, Moza AirCross natychmiast będzie wyglądał na zniszczony, zużyty sprzęt.

Wyraźne podziałki są świetne, ale te rysy na czarnych elementach robią się dosłownie od patrzenia!

Nie przypadł mi do gustu także trójnóg dołączony do zestawu. Jest metalowy i duży, wiec zapewnia bardzo stabilną podstawę, ale jedna z nóżek nie miała żadnego oporu przy poruszaniu nią. Widać więc, że jakość wykonania tego elementu pozostawia nieco do życzenia.

Gimbal jest przewidziany do pracy z aparatami o masie od 300 do 1800 g. Rękojeść pokryta gumą ma dwa gwinty 1/4 cala, dzięki czemu gimbala zamocujemy na statywie w pozycji pionowej lub poziomej (świetne rozwiązanie zastępujące slider).

Największy plus: stabilizacja!

Nie mam co do niej żadnych uwag. Gimbal w czasie całego testu zachowywał się dokładnie tak, jak powinien i nie sprawiał nieprzyjemnych niespodzianek. Jakość stabilizacji jest świetna. Jak zwykle, bardzo dużo zależy od umiejętności operatora, ale gimbal zdecydowanie nie przeszkadza w pracy.

Przykładowe nagrania które zrealizowałem gimbalem Moza AirCross możecie zobaczyć poniżej. We wszystkich nagraniach ujęcia na Dawida są zrobione z gimbala, a ciaśniejsze ujęcia na sprzęt robiłem bez gimbala, nagrywając z ręki przy wykorzystaniu stabilizacji wbudowanej w obiektyw.



Gimbala sprawdziłem z dwoma aparatami i kilkoma obiektywami. Największym i najcięższym zestawem było Sony A7 III z obiektywem Sony FE 24–70 mm f/2.8 GM. To już absolutne maksimum tego, co może unieść gimbal. Nie chodzi o wagę, ale o rozmiar, bo większego zestawu po prostu nie będzie dało się poprawnie wyważyć.

Najmniejszym zestawem był Sony A6300 z obiektywem Sony E 35 mm f/1.8 OSS i tutaj również nie było żadnych problemów. Do obu aparatów podłączałem też Sigmę 16 mm f/1.4 i ponownie nie napotkałem na najmniejsze problemy ze stabilizacją.

Obsługa jest prosta, o ile nauczymy się schematów.

Na gimbalu znajdziemy tylko dwa przyciski: włącznik oraz pięciokierunkowy joystick do obracania aparatu, który przy wciśnięciu umożliwia też zmiany trybu pracy. Jeśli chodzi o podstawowe tryby, mamy tu pełen komplet czterech standardowych, czyli podążanie za zmianą kierunku, podążanie z blokadą ruchu na kierunku góra/dół, blokadę podążania, a także podążanie w osi roll z blokadą pozostałych dwóch osi.

Przydałby się trzeci przycisk do obsługi, który mógłby pozwolić np. automatycznie obracać aparat o 180 stopni, albo chwilowo blokować podążanie za ruchem. Mając jeden przycisk i cztery tryby musimy zapamiętać różne kombinacje wciśnięć tego przycisku. O stanie pracy informuje nas tylko migotanie diody, więc de facto musimy mieć w głowie instrukcję obsługi gimbala, by wiedzieć, co się w danej chwili dzieje.

Gimbal umożliwia podłączenie przewodu do aparatu, za pomocą którego można wyzwalać migawkę przy zdjęciach i aktywować nagrywanie filmu. Mamy do tego stosowne skróty w przycisku zasilania (odpowiednio pojedyncze i podwójne kliknięcie).

Największa bolączka: za krótkie ramiona.

Moim podstawowym zestawem do nagrywania jest Sony A6300 z obiektywem Sigma 16 mm f/1.4. To naprawdę kompaktowy, mały i lekki zestaw, który nie powinien sprawiać jakichkolwiek problemów z gimbalami przeznaczonymi do bezlusterkowców. Niestety w Moza AirCross pojawił się problem.

Okazuje się, że gimbal ma za krótkie ramiona, by w trakcie pracy przerzucić rękojeść na gorę (nad aparat) i filmować przy samej ziemi. Elementy konstrukcji zahaczają o siebie i nie pozwalają na taki manewr. Trzeba wyłączyć gimbala, zmienić położenie ramion, zamontować aparat tak, by rączka była na górze, ponownie wyważyć konstrukcję i dopiero włączyć gimbal.

W moim Feiyu-Tech A2000 mogę bez problemu przerzucać rękojeść na górę w trakcie nagrywania (co zresztą często robię), więc brak tej opcji w Moza AirCross był naprawdę irytujący. Ważna uwaga: rączkę dało się przełożyć kiedy do Sony A6300 miałem podpięty obiektyw Sony 35 mm f/1.8. Jeśli operujesz na tak miniaturowym zestawie, nie odczujesz opisywanych problemów.

Akumulator spokojnie wystarczy na cały dzień nagrań.

Mój najdłuższy dzień zdjęciowy miał ok. 7 godzin i nawet po tym czasie nie udało mi się rozładować gimbala do końca. To bardzo dobry wynik. Producent twierdzi, że akumulator może wystarczyć na 12 godzin pracy. Sądząc po stanie rozładowania akumulatora, takie deklaracje to lekka przesada, ale 10 godzin jest całkiem realne. Oczywiście wiele zależy od wagi stabilizowanego sprzętu.

Gimbala zasilają trzy akumulatory, które naładujemy w dołączonej ładowarce. Tutaj jest drobny zgrzyt, bo ładowarka ma… cztery miejsca na ogniwa. To dziwne podejście, które niepotrzebnie zwiększa rozmiar ładowarki, a jest ona naprawdę spora. Na plus zaliczam natomiast wbudowany przewód USB. Trzeba tylko pamiętać o ładowarce sieciowej, której nie ma w zestawie.

Na plus wyróżnia się oprogramowanie. Nie jest najpiękniejsze, ale ma mnóstwo opcji kontroli.

Gimbal Moza AirCross ma naprawdę wiele opcji konfiguracji. Znajdziemy je w aplikacji desktopowej o nazwie MOZA Assistant Software (Windows/Mac) oraz w aplikacji mobilnej MOZA Assistant App (Android/iOS). Ta pierwsza pozwala zupełnie zmienić zachowanie poszczególnych osi. Gimbala można dostosować bardzo precyzyjnie do swoich potrzeb, aczkolwiek ja nie uznałem tego za konieczne. Do typowych zastosowań domyślne ustawienia sprawdzają się naprawdę świetnie.

Ciekawie wypada też aplikacja, z którą gimbal łączy się poprzez Bluetooth. Możemy w niej podejrzeć stopień naładowania akumulatora, dokonać kalibracji, sterować gimbalem kiedy ten jest postawiony na statywie, czy np. programować powolny ruch do timelapse’ów. Aplikacja nieco odrzuca wyglądem i faktem, że niektóre opisy są nieprzetłumaczone z języka chińskiego, ale znajdziemy w niej kilka przydatnych (choć całkowicie opcjonalnych) funkcji.

Do gimbala można dokupić bezprzewodowego pilota do obsługi.

Podsumowując: czy warto?

Największą zaletą Moza AirCross jest fakt, że to po prostu świetny gimbal, który rewelacyjnie wywiązuje się ze swojego zadania, którym jest stabilizacja obrazu. Do tego urządzenie ma bardzo przemyślany i bardzo wygodny system poziomowania z wyraźnymi podziałkami na ramionach i dużymi pokrętłami śrub.

Niestety produkt ma też kilka wad, z których największą są małe ramiona, które praktycznie uniemożliwiają przerzucenie rękojeści nad aparat. Kolejną wadą jest przeciętna jakość wykonania czarnej powłoki gimbala.

Sprzęt kosztuje 1999 zł. Jeszcze dwa lata temu w tej cenie poleciłbym go bez wahania, ale dziś konkurencja jest już znacznie większa. W cenie poniżej 2000 zł mamy na rynku naprawdę udane gimbale FeiyuTech A2000 i Zhiyun Crane Plus, które też nie są ideałami, ale mają nieco mniej wad od testowanej Mozy AirCross. Mozę z czystym sumieniem będę mógł polecić tylko w momencie, gdy jej cena spadnie o przynajmniej 300 zł.

Dołącz do dyskusji

Advertisement