Brakowało mi takiej krwawej jatki z błyskiem retro-geniuszu. Garage to film klasy B w grze wideo – recenzja

Recenzja/Gry 17.05.2018
Brakowało mi takiej krwawej jatki z błyskiem retro-geniuszu. Garage to film klasy B w grze wideo – recenzja

Brakowało mi takiej krwawej jatki z błyskiem retro-geniuszu. Garage to film klasy B w grze wideo – recenzja

Istnieją gry, na które spojrzysz przez zaledwie sekundę i już wiesz. Już jesteś zdecydowany: „-nie, dzięki, nie moje klimaty“. Gdy dostałem ofertę zrecenzowania Garage, zareagowałem w dokładnie taki sposób. Później zacząłem wczytywać się w wizję producentów i nie mogłem nie dać szansy temu potworkowi.

Stara szkoła filmowa nazwałaby Garage grą zrealizowaną w perspektywie ptasiej. To strzelanina 2D uchwycona z lotu ptaka, która może przypominać takie hity sub-gatunku shot’em up jak Alien Swarm czy Dead Nation. Cała filozofia sprowadza się do sterowania dwoma analogami – za pomocą pierwszego przemieszczamy bohatera, za pomocą drugiego rozglądamy się i celujemy bronią. Do tego dochodzi kontaktowy kopniak, przewrót, przycisk akcji oraz kołowy interfejs przedmiotów.

W przeciwieństwie do większości strzelanin z lotu ptaka, Garage nie polega na walce z hordami przeciwników.

Grze znacznie bliżej do survival horroru, w którym liczy się każdy znaleziony nabój, każdy granat i każda apteczka. Wrogowie zazwyczaj pojawiają się pojedynczo, ale na średnim poziomie trudności amunicji i tak jest mniej, niż by się chciało. Dlatego tak ważne jest, by celować precyzyjnie i dostosować gnata do typu przeciwnika. Inaczej walczy się z kruchymi zombie, inaczej z dwugłowymi bestiami goniącymi za graczem po całej lokacji.

Chociaż Garage to rozpikselowany tytuł 2D o stylistyce starej kasety VHS, gra potrafi być dosadna i brutalna. Na zakrwawionych stołach leżą owoce nielegalnych eksperymentów. Zombie żerują na ciałach ofiar. Po trafieniu w przeciwnika krew tryska w górę jak na filmie Tarantino. Posadzka szybko robi się brudna od czerwonej juchy. Chociaż warstwa graficzna jest bardzo prosta, gra słusznie dostała ograniczenie wiekowe 16+. Sporo tutaj narkotyków, halucynacji, złych tripów i jeszcze gorszej rzeczywistości.

Mimo banalnej otoczki gore, Garage ma intrygującą historię do opowiedzenia.

Tytułowy Garaż to centrum handlowe, które zamieniło się w piekło na ziemi. W świecie gier wideo nie ma czegoś takiego jak przypadki, więc bohater szybko odkrywa, że pod świątynią konsumpcji znajduje się tajne laboratorium, w którym przeprowadzano nieludzkie eksperymenty. Wszystko wymknęło się spod kontroli, a zadaniem postaci gracza jest… No właśnie. Cieżko powiedzieć. Bohater Garage budzi się w bagażniku. Ma amnezję i nie potrafi sobie przypomnieć kim jest.

Garage czerpie pełnymi garściami z kina klasy B. Są tutaj szaleni naukowcy, baroni narkotykowi, nawet niewiasta do uratowania. W dodatku nic ostatecznie nie jest takie, jak się na początku wydaje. Producenci zabierają gracza w podróż nie tylko przez scenerie rodem z serii Resident Evil, ale również do najgłębszych stanów ludzkiej (pod)świadomości. Na trzynaście rozdziałów przygody prawie każdy jest wyjątkowy i niepowtarzalny.

Szkoda tylko, że w Garage nie znalazło się miejsce dla drugiego gracza. Tytuł ogrywałem na Nintendo Switchu i cały czas myślałem o tym, jak dobrze byłoby przekazać Joy-Cona znajomemu. Z drugiej strony, rozgrywka co-op mogłaby zagłuszać pewne trudne do wychwycenia smaczki. Mam na myśli nietypowe linie dialogowe oraz pozornie błahe wybory. Bo wiecie, pod tym płaszczykiem horroru Garage to całkiem błyskotliwa gra, a jej twórcy raz za razem nieznacznie mrugają w kierunku odbiorcy. Szczegółów jednak nie zdradzę.

Garage pozytywnie zaskakuje stopniem skomplikowania jak na shooter z lotu ptaka.

Dzierżona broń ma kolosalne znaczenie. Inaczej walczy się z zombie strzelbą, a inaczej karabinem maszynowym. Bronią palną z oczywistego powodu nie da się celować w pionie. Jak więc trafić zmutowanego szczura, który sięga bohaterowi maksymalnie do pasa? Ha, sami musicie na to wpaść. Producenci Garage ewidentnie nie mają graczy za idiotów i ja również nie zamierzam ich tak traktować.

Gra jest pełna sekretów. Za nadkruszonymi ścianami znajdują się ukryte pomieszczenia. Militarne sejfy są zabezpieczone kodami. By je rozpracować, gracz musi eksplorować teren i wyciągać wnioski z otoczenia. Warto przejść Garage więcej niż raz, próbując sił na wyższym poziomie trudności. Musicie tylko uważać, żeby nie zrobić tego błędu co ja. Przy tym tytule zniszczyłem swojego Joy-Cona. Jeżeli posiadacie Pro Controller, to bez niego się nie obejdzie. Joye są zbyt mało precyzyjne, z analogami o nieodpowiednim kącie wychylenia.

Najważniejsze jest jednak to, że gra ma coś pod spustem. Strzelanie do zombie pompuje uczucie satysfakcji. Cieszy, że producenci tak drobiazgowo podeszli do systemu obrażeń i zależności między przeciwnikami. W połączeniu z ciekawą opowieścią oraz pastiszem kina lat 80. daje to ciekawą ofertę dla starszych amatorów strzelanin.  Oczywiście większość graczy przejdzie obok tego tytułu obojętnie i całkowicie to rozumiem. Jeżeli jednak lubicie przegryźć solidnego indyka od czasu do czasu i ciągle mało wam Hotline Miami, Garage powinno być obowiązkową pozycją do odhaczenia na liście.

Dołącz do dyskusji

Advertisement