Chromebooki powalczą o zupełnie nową klientelę. O programistów

News/Oprogramowanie 04.05.2018
Chromebooki powalczą o zupełnie nową klientelę. O programistów

Chromebooki powalczą o zupełnie nową klientelę. O programistów

Wersja beta systemu Chrome OS otrzymała zaskakującą nową funkcję. Jest nią zdolność do uruchamiania linuksowych narzędzi. Czyżby chodziło o pozyskanie jakichś linuksowych aplikacji? Moim zdaniem cel jest zupełnie inny.

Gdy Chrome OS debiutował na rynku, nie miałem względem niego nic poza drwinami. System ten nie tylko oferował znikomą funkcjonalność, ale na dodatek był bardzo źle napisany. Co z tego, że był prosty w obsłudze, skoro według moich testów okazał się bardziej ociężały od Windows 7 z przeglądarką Chrome uruchomionym na podobnym sprzęcie z Intel Atom.

Chrome OS z wersji na wersję stawał się jednak coraz żwawszy. W pewnym momencie był już całkiem używalny – jeżeli komuś wystarczają aplikacje webowe i rozszerzenia Chrome – stając się ciekawą propozycją dla organizacji, w których nad funkcjonalność komputerów ceni się wyżej ich prostotę i niezawodność. Takich jak placówki edukacyjne.

Potem Google dodał do Chrome OS obsługę aplikacji z Androida, co w mojej ocenie zmieniło w zasadzie wszystko. Mobilne programy może i nie zastąpią poważnych narzędzi z Windowsa czy macOS-a, ale przecież nie każdy ich potrzebuje. Chrome OS stał się desktopowym systemem, którego Apple i Microsoft powinny zacząć się obawiać.

Teraz ma zyskać obsługę aplikacji z Linuksa. Tylko… po co?

Chrome OS, podobnie jak Android i w przeciwieństwie do Fuchsi, macOS-a czy Windowsa, bazuje na jądrze Linuksa. Nie zawiera jednak środowiska uruchomieniowego na linuksowych aplikacji… chyba że mówimy o wersji beta systemu, której przyjrzała się redakcja Android Police. Ta radzi sobie z linuksowymi aplikacjami bez większych problemów, choć niektóre podstawowe kwestie – takie jak na przykład dostęp do układu GPU – nadal nie działają.

Pozornie ten ruch wydaje się nieco bezsensowny. Zdaję sobie sprawę z obecności entuzjastów Linuksa jako domowego systemu w gronie naszych Czytelników. Myślę jednak, że nawet oni rozumieją, że możliwość uruchamiania linuksowych aplikacji raczej nie przemówi do wyobraźni większości zwykłych użytkowników. Nie w momencie, gdy mogą oni pracować na androidowych aplikacjach.

Moim zdaniem chodzi tu o coś innego. A w mojej interpretacji trudno szukać przenikliwości. (P)odpowiedź kryje się w opisie nowej funkcji Chrome OS.

Uruchamiaj linuksowe narzędzia, edytory i IDE na twoim Chromebooku.

Chromebook programowanie Linux
(źródło: Android Police)

Gdybyśmy mieli uprościć możliwe zastosowania Chromebooka do jednego określenia, wydaje mi się, że najtrafniejszym będzie maszyna do pisania. To prosty, zazwyczaj niedrogi, bezproblemowy i bezawaryjny sprzęt z wyświetlaczem i klawiaturą. Raczej nie nadaje się do Bardzo Poważnej Pracy ze Złożonymi Aplikacjami, jednak tekst, który czytacie, z powodzeniem mógłbym napisać na Chromebooku. Poza artykułami, wypracowaniami szkolnymi czy mailami można pisać jednak coś jeszcze. Skrypty, programy, zapytania do baz danych i tym podobne.

Podejrzewam, że motywacja inżynierów Google’a w kwestii wprowadzenia linuksowych aplikacji do systemu była dokładnie taka sama, jak motywacja inżynierów Microsoftu. Już od długiego czasu Windows jest zgodny z aplikacjami dla Linuksa, co znacząco zwiększa wygodę programistów pracujących na tym systemie. Mogą oni bez kombinowania, maszyn zdalnych czy wirtualnych, pisać programy pod pingwina i dla Windowsa równocześnie. Korzystając na jednej maszynie z najlepszych narzędzi dla obu platform.

Coś podobnego będzie niebawem możliwe w Chrome OS. Chromebooki staną się prostymi, niedrogimi, przenośnymi urządzeniami dla programistów. Na co dzień będą oferować te same zalety, co do tej pory, oraz oprogramowanie webowe czy androidowe. W razie potrzeby pozwolą na uruchomienie linuksowego edytora kodu, pozwalając na wprowadzenie poprawek do projektu, nad którym się pracuje, czy nawet do nauki programowania.

Nadal pamiętam swoje drwiny z Chrome OS. Nie wróżyłem mu świetlanej przyszłości. Tak bardzo się myliłem…

Dołącz do dyskusji