Spędziłem trochę czasu w Brazylii. To kraj kontrastów, faweli i piłki nożnej

Artykuł/Podróże 05.05.2018
Spędziłem trochę czasu w Brazylii. To kraj kontrastów, faweli i piłki nożnej

Spędziłem trochę czasu w Brazylii. To kraj kontrastów, faweli i piłki nożnej

Z czym kojarzy się Brazylia? Z sambą, karnawałem, Ronaldinho, pięknymi plażami? W serii wpisów postaram się pokazać choć ułamek tego rozległego kraju. Wróciłem niedawno z krótkiej, choć treściwej podróży po Rio de Janeiro i Sao Paulo.

Pierwsze, co musicie wiedzieć o brazylijskich metropoliach, to że są ogromne.

Sama Brazylia jest zaś konglomeratem ludzi różnych ras i pochodzenia.

Sao Paulo stanowi największe osiedle imigrantów z Włoch i Japonii na całym świecie. Brazylia ma też długą historię niewolnictwa. Była ostatnim krajem w Ameryce, który je zniósł.

Nierzadko można też spotkać polskie akcenty w postaci pomników Chopina, Piłsudskiego czy Ziembińskiego.

W Sao Paulo żyje 20 milionów ludzi, a miasto często nazywane jest betonową dżunglą, ale i tak można tam znaleźć wiele pięknych parków.

Niestety jest to również miasto kontrastów, gdzie w dzielnicy biznesowej można potknąć się o śpiących bezdomnych. Nawet w ciągu dnia trudno jest tak sfotografować ulicę, aby nie znalazły się na niej “domki” bezdomnych.

11pm, business district in Sao Paulo. At the end of the street people are having fun drinking at the bar. At the same…

Posted by Karol Kopańko on Friday, April 20, 2018

Większość turystów kojarzy jednak Brazylię jako kraj pięknych plaż.

W pełni zasłużenie. Poniżej sławna Copacabana, która jednak nieznośnie często staje się targowiskiem, gdzie jesteśmy zaczepiani przez ulicznych sprzedawców.

Każdego roku plaże przyciągają mnóstwo turystów. Jest jednak coś, co sprawia, że nie wypuszczają się oni na dalekie spacery. To fawele, z których najczęściej pochodzą przestępcy.

Fawele w Rio de Janeiro są położonymi na wzgórzach, skomplikowanymi tworami architektonicznymi.

Domy buduje się tam z tego, co ma się pod ręką, czyli często nawet z gliny. Chyba nie muszę pisać jaką trwałością charakteryzują się takie domy.

Mało kto dba tam o odpowiednie zabezpieczenie przewodów telekomunikacyjnych czy elektrycznych.

Nie wspominając już śmieciach i zwierzęcych odchodach, które trzeba uważnie omijać.

W bardziej popularnych fawelach rząd podejmuje próby polepszenia bytu najuboższych mieszkańców. Buduje windy do najwyższych osiedli, wprowadza internet czy nazwy ulic…

…a nawet buduje boiska.

Jest to jednak kropla w morzu potrzeb. Inwestuje się w jednej faweli, a pozostałych 600 pogrąża się w marazmie.

Fawele blisko turystycznych ośrodków stają się atrakcjami. Turyści wydają tu swoje pieniądze, co zwiększa koszty utrzymania. W końcu nawet fawele stają się zbyt drogie dla najuboższych. Stąd zjawisko gentryfikacji.

Biedni uciekają jeszcze wyżej. W coraz trudniej dostępne miejsca i gorsze warunki.

Z trudnej sytuacji próbują się wyrwać rabunkami i koło się zamyka.

W marcu zamordowana została Marielle Franco. Kobieta, której udało się wyrwać z faweli. Marielle stała się polityczną aktywistką. Zabiegała o prawa mniejszości i starała przeciwdziałać brutalności policji. Mówi się, że jej zabójstwo było zaplanowaną operacją polityczną.

Brazylijska scena polityczna daleka jest od ładu. Poprzedni prezydent kraju, Luiz Inácio Lula da Silva, został skazany na 12 lat więzienia za korupcję.

Brazylijczycy uwielbiają wyrażać swój stosunek do wielu różnych spraw, a w tym polityki w formie graffiti.

Często jest ono prawdziwym dziełem sztuki.

Kolejną miłością Brazylijczyków jest oczywiście piłka nożna. Spróbujcie więc sobie wyobrazić jaką katastrofą była dla nich przegrana z Niemcami 7:1 na własnym terenie podczas Mistrzostw Świata.

Dziś w Brazylii żartuje się z tego meczu. Jeśli ktoś miał beznadziejny dzień, to znaczy, że spotkało go “7 do 1”. Nie muszę chyba dodawać, że w finale Brazylijczycy opowiedzieli się przeciwko swojemu odwiecznemu rywalowi – Argentynie i wspierali Niemców.

Mamy już ogromne metropolie, plaże, fawele, graffiti i piłkę nożną – z czym jeszcze kojarzy się Brazylia. Z sambą. I to nie tylko z tańcem, ale również z samą melodią, które bardzo łatwo wpada w ucho.

W barach pije się najczęściej caipirinhie, czyli koktajle na bazie alkoholu z trzciny cukrowej.

Do tego obowiązkowo lodowate piwo, które przechowuje się w zamrażarkach. Jest tak zimne, że w ogóle nie czuć jego smaku.

Same butelki także podaje się w wiaderkach z lodem.

Tyle w pierwszej części. Kolejny materiał już wkrótce.

Dołącz do dyskusji

Advertisement