Blockchain wchodzi do polskiej administracji. Ma być tańszy i bezpieczniejszy niż inne bazy danych

Artykuł/Biznes 10.05.2018
Blockchain wchodzi do polskiej administracji. Ma być tańszy i bezpieczniejszy niż inne bazy danych

Blockchain wchodzi do polskiej administracji. Ma być tańszy i bezpieczniejszy niż inne bazy danych

RODO wchodzi w życie już 25 maja. Zmieni sposób zabezpieczania danych i komunikacji z użytkownikami. Właśnie dlatego na znaczeniu zyskuje trwały nośnik. Z użyciem blockchaina zbudował go polski Billon, który teraz chwali się pierwszym wdrożeniem we współpracy z BIK-iem.

Z blockchainem jest jak z zyskiem w polskich start-upach. Każdy jest przekonany, że już niedługo będzie, a tymczasem klientów ani widu, ani słychu. Coś się jednak zmienia. Coraz częściej słyszymy o świetnych polskich firmach, które chwalą się podpisanymi kontraktami. Podobnie jest z blockchainem, który już teraz wchodzi do polskiej administracji publicznej.

Trwały nośnik na blockchainie.

Zacznijmy od wyjaśnienia tego, czym jest trwały nośnik. Po pierwsze, zawiera on informacje np. z BIK-u albo innego urzędu. Informacje te nie mogę się znajdować pod kontrolą żadnej ze stron – ani klienta, ani instytucji. Dlatego trwałym nośnikiem nie jest wiadomość wysłana na konto w banku, bo znajduje się w bankowym systemie.

Skoro informacja znajduje się poza kontrolą każdej ze stron, to nikt nie może jej samodzielnie usunąć ani zmieniać. Klient zaś musi być aktywnie poinformowany o jej istnieniu, np. powiadomieniem push z aplikacji.

W idei trwałego nośnika chodzi o to, aby podnieść pozycję petenta. Teoretycznie instytucja mogłaby mu przecież podesłać link do swojego systemu, gdzie po autoryzacji mógłby sprawdzić o co chodzi. W takim wypadku nie mamy jednak pewności, że informacja nie ulegnie zmianie na niekorzyść klienta.

Tak się składa, że blockchain świetnie trafia w wymagania trwałego nośnika.

Klient może nie wiedzieć, że jego dokumenty są zapisane na blockchainie, ale dzięki niemu będą bezpieczniejsze.

Ideą blockchaina jest bowiem rozproszony rejestr. W rozwiązaniu Billona dokument jest szyfrowany i dzielony na części. Te trafiają to różnych węzłów w sieci, a całość może odczytać odbiorca i nadawca. Tylko oni mają pasujące klucze.

Urzędnicy nie uwierzyli oczywiście Billonowi na słowo (firma nie publikuje swojego kodu źródłowego) i pod koniec roku przetestowali rozwiązanie z bankami. Testy przebiegły pomyślnie. Dodatkowo, wdrożenie rozwiązania Billonu może dać sektorowi bankowemu nawet 500 mln zł oszczędności.

Polskie banki o profilu uniwersalnym obsługują rocznie około 48 milionów klientów. Każdy z nich kilka razy w roku aktualizuje swoje regulaminy, cenniki lub inne ważne dokumenty, które musi udostępnić klientom. Przyjmując, że bank musi przekazać do klienta informację raz na kwartał, a koszt masowej wysyłki jednego tradycyjnego listu wynosi ok. 1-2,5 zł, całkowite koszty sektora bankowego związane z informowaniem klientów o zmianach w dokumentach wynoszą od 200 do nawet 500 mln zł rocznie.

Pierwszym partnerem polskiego startupu zostało Biuro Informacji Kredytowej.

W swojej bazie danych posiada około 146 milionów historii kredytowych ponad 24 milionów Polaków. To niebagatelna ilość informacji, które powinny być zabezpieczone najnowszymi zdobyczami technologii. Już teraz rozwiązanie Billonu ma pozwalać na realizację usług elektronicznego potwierdzenia doręczenia oraz zdalnego zawierania umów online.

Cieszy, że w dążeniu do zastosowania technologii nie musimy sięgać po zagraniczne rozwiązania. To raz. A dwa – pozostaje mieć nadzieję, że wybór BIK-u odczaruje blockchaina wśród polskich elit politycznych i przyspieszy jego zastosowanie w polskiej administracji. Demonizowany bitcoin to bowiem tylko jedno z zastosowań łańcucha bloków.

Dołącz do dyskusji

Advertisement