Na zwiastun Battlefield V wylała się masa hejtu. Ja ten hejt rozumiem, o ile nie dotyczy kobiet i czarnoskórych

Artykuł/Gry 24.05.2018
Na zwiastun Battlefield V wylała się masa hejtu. Ja ten hejt rozumiem, o ile nie dotyczy kobiet i czarnoskórych

Na zwiastun Battlefield V wylała się masa hejtu. Ja ten hejt rozumiem, o ile nie dotyczy kobiet i czarnoskórych

Trzy najbardziej słone miejsca na świecie to aktualnie Antarktyda, Morze Martwe oraz forum fanów Battlefielda na platformie Reddit. Miłośnicy serii zrównali trailer nowej gry z ziemią, z wielu powodów. Część z nich rozumiem. Część jest tak idiotyczna, że trudno znaleźć słowa zrozumienia dla niektórych komentarzy.

Jeżeli nie widzieliście jeszcze zwiastuna gry Battlefield V, możecie zobaczyć go poniżej. Najlepiej od razu kilka razy, bo trudno jednoznacznie stwierdzić, co się na nim dzieje. Akcja jest przesadnie intensywna. Kolory przejaskrawione. Postaci ruszają się jak w ukropie, a intensywność spadających z nieba elementów przewyższa średnią opadów atmosferycznych. Bohaterowie skaczą z drugiego piętra niczym zawodowi parkourowcy. Materiał jest dziwaczną hybrydą animacji komputerowej i czegoś w stylu imitacji rozgrywki:

Zwiastun gry Battlefield V nie spodobał się fanom serii. Mówiąc najdelikatniej i najbardziej oględnie.

Krytycy prezentacji EA nie są jednorodną grupą. Można wyróżnić kilka fundamentalnych powodów, dla którego materiał reklamowy zyskał tak wielką negatywną publikę. Każdy z nich jest inny. Część zasadna. Część idiotyczna, wsteczna i stawiająca fanów gier wideo w jak najgorszym świetle. Te powody to:

  • Brak klimatu drugiej wojny światowej
  • Zbyt intensywna, zbyt przerysowana akcja
  • Nierealistyczna, kolorowa grafika idąca w kierunku Fortnite’a
  • Elementy niezgodne z historią (katana na plecach żołnierza)
  • Obecność kobiecych żołnierek
  • Kobieca postać posiada protezę
  • Obecność czarnoskórych żołnierzy.

Uważam się za osobę centrową, lekko wahającą się w kierunku rozsądnego konserwatyzmu. Do tego cenię gry stawiające prawdę historyczną za ważny punkt odniesienia. Jednak nawet ja nie rozumiem, autentycznie nie rozumiem oburzenia tym, że w materiale reklamowym znajdują się kobiece żołnierki oraz czarnoskóre postaci. Trzeba posiadać perfidnie złą wolę, aby odmawiać dziewczynom oraz czarnoskórym ich reprezentacji w sieciowej grze wideo.

Oczywiście w tym momencie podniosą się głosy: „ale zaraz, toż to niezgodne z prawdą historyczną!

Te głosy będą miały całkowitą rację. Ewentualna obecność czarnoskórych bojowników (bo przecież niekoniecznie żołnierzy) broniących Francji 1940 r. przed niemieckim blitzkriegiem to temat, nad którym miłośnicy nowożytnej historii mogą prowadzić naprawdę ciekawe rozmowy. Na pewno dowiedziałbym się z nich wielu ciekawych faktów. Cała sprawa polega na tym, że zwiastun gry Battlefield V nie pokazuje nazistowskiej ofensywy. To dziwaczna prezentacja trybu wieloosobowego, w którym wszystkie chwyty są dozwolone.

O tym, że pierwszy trailer pokazuje namiastkę rozgrywki online najlepiej świadczy fragment od 75 sekundy. Widz widzi wtedy pojawiający się wieloosobowy interfejs trybu Conquest, z ikonami flag do przejęcia, liczbą punktów, taktyczną minimapą, killlogiem i tak dalej. Nie mam wątpliwości, że DICE chciało uchwycić na materiale przedsmak wieloosobowej rozgrywki razem z drużyną znajomych. Chciało pokazać multiplayer, w którym fakty historyczne schodzą na dalszy plan, a najważniejsza staje się satysfakcjonująca i efektowna rozgrywka.

O tym, że mamy do czynienia z trybem mutliplayer, najlepiej świadczy postać kobiety z protezą. Ta zostaje postrzelona na początku klipu, podczas zdobywania parteru domu. Jednak jakimś cudem wraca kilkadziesiąt sekund później, ratując skórę głównego bohatera zwiastuna. Jest w pełni zdrowa, nie posiada śladów krwi ani oznak wskazujących gorszą kondycję fizyczną. Czyli typowy respawn na członku drużyny, charakterystyczny dla serii Battlefield.

W trybach multiplayer od lat można tworzyć awatara dobierając jego płeć, rasę, odcień skóry i masę innych zmiennych.

Jeżeli będę mógł pochwalić się przed znajomymi żołnierzem w kozackim czarnym płaszczu, z metalową protezą zamiast jednej ręki, do tego przepaską na oku i wysokimi butami oficerskimi, to zrobię to bez chwili zawahania. Będę miał w nosie, że na norweskiej mapie wylosowanej w trybie Podboju żaden żołnierz nie powinien tak wyglądać, tak jak mam w nosie, że grając na zimowej mapie w BF4 mój żołnierz wygląda jakby odbywał misję na gorącym Bliskim Wschodzie. W tym momencie liczy się po prostu walka, flagi i stosunek K/D.

Personalizacja awatara to w niektórych sieciowych strzelaninach połowa frajdy. Zdobywanie tak zwanych skórek do Overwatcha, Call of Duty czy PUBG jest bardzo ważnym elementem tych gier. Dzięki nim gracze mogą nie tylko wyróżnić się z tłumu, ale również mają po co wracać na serwery gry. Polują na ulubione zestawy broni, pancerzy oraz przedmiotów kosmetycznych, co znacząco wydłuża żywotność sieciowego tytułu.

Oczywiście super potężna kobieta z hakiem zamiast dłoni może wydawać się osobliwym, wybijającym z drugowojennej otoczki elementem zabawy na serwerach. Battlefield nigdy nie był jednak tytułem przesadnie ciągnącym do sieciowego autentyzmu. Jeżeli chcę uniformów idealnie pasujących do otoczenia i poważnej symulacji pola bitwy, włączam drugą lub trzecią ARMĘ. Chcąc oldschoolowego doświadczenia z realiach Drugiej Wojny Światowej odpalam z kolei kapitalne Red Orchestra 2.

Kwestia tego, czy kobiety oraz czarnoskórzy bronili Francji nie powinna być poruszana, gdy chodzi o multiplayer.

Na serwerach popularnej, mainstreamowej gry takiej jak Battlefield każdy powinien mieć możliwość stworzenia awatara, z jakim czuje się najlepiej. Oczywiście w granicach pewnego rozsądku i pewnej szerokiej, nadrzędnej spójności artystycznej. Trzeba jednak naprawdę nie mieć serca, aby z tego obrazu wypisywać koleżanki-graczki i czarnoskórych kolegów-graczy, bo ci nie mieszczą się na czyjejś linii akceptowalnych skórek do trybów wieloosobowych. Trybów, w których O WYGRANEJ BITWIE DECYDUJE LICZBA POSIADANYCH MATERIAŁOWYCH FLAG, CZOŁGI MAGICZNIE WYRASTAJĄ SPOD ZIEMI, A GRACZE ODRADZAJĄ SIĘ PO ŚMIERCI. Trybów, w których reanimuje się sojusznika strzykawką, a pierwszowojenne czołgi poruszają się z prędkością współczesnych maszyn. Skoro ktoś chce kurczowo trzymać się autentyczności, niech zacznie od tych drobnostek.

Żebyśmy nie mieli wątpliwości – również uważam, że materiał zaprezentowany przez EA jest poniżej oczekiwań. Jednak nie z powodu kobiet, protez oraz czarnoskórych. Mój problem ze zwiastunem polega na tym, że kompletnie nie czuć w nim ducha Battlefielda. Nie ma tej mocy, tego bogactwa możliwości. Typowy przerost formy nad treścią. Gdy po raz pierwszy zobaczyłem trailer gry Battlefield 1, miałem autentyczne ciarki. Oglądając klip promujący BFV co najwyżej unoszę brwi w geście zdziwienia.

Jako przedstawiciel szeroko rozumianej prasy miałem przyjemność wzięcia udziału w zamkniętej prezentacji nadchodzącej strzelaniny. Najdziwniejsze jest to, że pokaz dla mediów był znacznie, znacznie lepszy. Wypełniony fragmentami rozgrywki na silniku gry, a także pełen smaczków i małych detali. Uczestnicząc w wydarzeniu za zamkniętymi drzwiami nie mogłem się doczekać, aż Battlefield V trafi w moje ręce. Z kolei oglądając prezentację online dla wszystkich graczy czułem jedynie rozczarowanie. Dlatego doskonale rozumiem tych, którzy wylewają wiadra hejtu na DICE. Sam pewnie również bym to zrobił, gdyby nie świetna, sekretna prezentacja z udziałem producentów. Gra oferuje kapitalne nowości, ale wszystko zostało przyćmione fatalnym klipem reklamowym, który nigdy nie powinien zobaczyć światła dziennego.

Na temat gry Battlefield V czytaj również:

Dołącz do dyskusji

Advertisement