YouTube zapędził się w kozi róg. Zbieranie danych o dzieciach może być nielegalne

News/Social media 09.04.2018
YouTube zapędził się w kozi róg. Zbieranie danych o dzieciach może być nielegalne

YouTube zapędził się w kozi róg. Zbieranie danych o dzieciach może być nielegalne

Z YouTube’a korzysta aż 80 proc. dzieci w wielu poniżej 13 lat. Z kolei YouTube sprzedaje ich dane reklamodawcom. Ktoś w końcu dodał dwa do dwóch, a YouTube znalazł się w opałach.

Na Google’a i Facebooka sypią się w ostatnich czasach gromy. Nagromadzenie afer związanych z prywatnością pokazuje, jak niewielka jest świadomość tego tematu wśród użytkowników sieci. Mam wrażenie, że internauci dopiero w ostatnich tygodniach zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, że prywatność nie istnieje.

Drugą stroną medalu są nieczyste zagrywki wielkich graczy, którzy nie zachowują odpowiedniech środków bezpieczeństwa, przez co dochodzi do handlu danymi bez naszej zgody.

Teraz otwiera się kolejna puszka Pandory: YouTube mógł nielegalnie zbierać i wykorzystywać dane o dzieciach.

Teoretycznie YouTube nie jest stroną przeznaczoną dla osób w wieku powyżej 13 lat. W praktyce okazuje się, że aż 80 proc. dzieci w wieku 6–12 lat korzysta z tego serwisu i w najlepsze ogląda film za filmem. Nic w tym dziwnego, patrząc na liczbę kreskówek i kanałów przeznaczonych dla najmłodszych.

Jak zauważyli amerykańscy prawnicy, prowadzi to do kuriozalnych sytuacji. YouTube zbiera dane osobowe o wszystkich użytkownikach, w tym również o dzieciach, a następnie wykorzystuje je do targetowania reklam.

W efekcie dzieci widzą reklamy dostosowane precyzyjnie do nich. To ogromny problem, ponieważ najmłodsi nie mają wykształconych mechanizmów obronnych w takich sytuacjach. Reklama może na nie oddziaływać znacznie silniej niż na osoby dorosłe. Dziecko co prawda nie ma siły nabywczej, ale ma siłę przekonywania rodziców.

Ogromna grupa adwokatów składa skargę o nielegalne działanie YouTube’a.

23 kancelarie prawne oraz grupy skupiające się na prawach konsumentów zgłosiły wspólną skargę do amerykańskiej Federalnej Komisji Handlu (US Federal Trade Commission). W 59-stronnicowym dokumencie pojawia się oskarżenie Google’a o to, że serwis doskonale musi zdawać sobie sprawę z tego, że dociera do widzów poniżej regulaminowego 13 roku życia. Całość opiera się na zarzucie, że zapis w regulaminie pt. „serwis od 13 roku życia” to w tym przypadku za mało. Skarga sugeruje, że YouTube może z premedytacją wykorzystywać dane reklamowe o dzieciach, zasłaniając się cynicznie jednym zapisem w regulaminie.

Google ma bardzo zaawansowane metody śledzenia aktywności dzieci, do których wliczają się nie tylko filmy obejrzane w YouTubie, ale też dane o lokalizacji ze smartfona, numer telefonu, czy odwiedzane serwisy internetowe. Z tego względu przedstawiciele grupy składającej wniosek wzywają Google’a do ustanowienia „całkowicie przejrzystej polityki, z fundamentalnymi zmianami w kwestii ochrony prywatności dzieci”. Grupa oczekuje od Google’a pełnej współpracy z zaangażowanymi prawnikami w zakresie ustalania nowego systemu.

YouTube się broni.

Rzecznik YouTube’a stwierdził, że nie otrzymał skargi na własne ręce, ale jednocześnie zapewnia, że „ochrona dzieci i rodzin zawsze była priorytetem”. Przypomina też o aplikacji YouTube Kids przeznaczonej dla najmłodszych, a także o fakcie, że serwis znacznie zwiększył siły przeznaczone na moderację treści.

Czytając wszystkie doniesienia z ostatnich tygodni, odnoszę wrażenie, że użytkownicy internetu chcą walczyć z hydrą. Przy obecnym modelu, w którym usługi są bezpłatne (ale nie darmowe), tak naprawdę internauci są produktem. Walutą są ich dane. Aby to zmienić, potrzebne byłyby absolutnie fundamentalne zmiany w działaniu internetu, a na to nie jest gotowy chyba nikt – ani dostawcy treści, ani tym bardziej my, użytkownicy.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement