Sprawdziłem przyszłość gier na PlayStation VR. Czułem się jak na serii szybkich randek

Relacja/Gry 04.04.2018
Sprawdziłem przyszłość gier na PlayStation VR. Czułem się jak na serii szybkich randek

Sprawdziłem przyszłość gier na PlayStation VR. Czułem się jak na serii szybkich randek

Sprawdziłem w Londynie na własnym błędniku tuzin gier, który w tym roku trafią na PlayStation VR. Już wiem, czym Sony będzie kusić graczy do zakupu gogli wirtualnej rzeczywistości. Pojawią się nie tylko shootery i wyścigi, ale też MOBA, horror, platformówka, gry logiczne oraz wirtualne safari. A to nie koniec.

Sony nie ma zamiaru zwalniać tempa jeśli chodzi o rozwój platformy PlayStation VR. Wybrałem się do Londynu, żeby przetestować 12 nowych gier pisanych z myślą o goglach wirtualnej rzeczywistości podłączanych do konsol z rodziny PlayStation 4. Z każdą grą spędziłem kwadrans. Sam na sam.

Wyglądało to trochę jak… speed dating. 15-minutowe sesje jednak wystarczyły, żebym mógł ocenić, które tytuły faktycznie będą warte uwagi graczy. Blood & Truth i Wipeout Omega Collection w VR wypadły bardzo pozytywnie, a rozwojowi Firewall Zero Hour będę się bacznie przyglądać. Na tym lista nadchodzących gier się jednak nie kończy.

Dark Eclipse

Nie wszystkie gry w wirtualnej rzeczywistości prezentują akcję w widoku pierwszoosobowym. Dark Eclipse należy do gatunku MOBA, w którym gracz patrzy na mapę z góry – niczym bóg, który wydaje swoim demonicznym podkomendnym polecenia za pośrednictwem dwóch zawieszonych w przestrzeni dłoni. Kontroluje się je Move’ami.

Patrzyłem najpierw na ekran telewizora, gdy w grę grali inni gracze i wydawała się ona dość skomplikowana. Podczas kilkunastominutowej rozgrywki miałem okazję zapoznać się samodzielnie z podstawami sterowania i mechaniki w Dark Eclipse na PlayStation VR. Okazało się, że nie taki diabeł straszny.

Sterowanie było jednak dość mało precyzyjne i nie do końca intuicyjne. Najbardziej brakowało prostego sposobu na obracanie mapy, by spojrzeć na nią z innej perspektywy. Spędziłem jednak przy tym tytule zdecydowanie za mało czasu, by rozegrać chociaż jeden pełny mecz, więc z dalszymi ocenami muszę się wstrzymać.

Virtual Rick-ality

Kolejna gra na liście na powrót przeniosła mnie znów prosto w wirtualną skórę awatara. Z tego tytułu fani kultowej animacji będą zadowoleni, aczkolwiek podczas pokazu nie było mi dane się zbytnio się nacieszyć towarzystwem tytułowego Ricka oraz Morty’ego ze względu na problemy techniczne.

W pełnej wersji gry, która trafi na sklepowe półki już w kwietniu, gracze będą mogli razem z Rickiem „zwiedzać inne wymiary i rozwiązywać liczne łamigłówki”. Podczas dema miałem okazję zwiedzić ikoniczny garaż i pobawić się zabawkami – ale niestety PlayStation Camera często nie wykrywała kontrolerów Move.

Starchild

Większość gier w wirtualnej rzeczywistości stawia gracza w centrum, ale są też wyjątki. Starchild jest typową platformówką, którą przeniesiono do VR-u. Chociaż postać porusza się w jednej płaszczyźnie, cały świat jest trójwymiarowy. Tętni życiem oraz zachwyca detalami, jak np. przelatującymi przed twarzą świetlikami.

Demo pokazane podczas PS VR Showcase było niestety jedynie prezentacją konceptu i pozwalało przejść jeden króciutki poziom – a raz nawet udało mi się wypaść poza mapę. Oprawa wyglądała jednak przecudnie, a jeśli tylko projektanci poziomów się popiszą, Starchild znajdzie z pewnością wielu zadowolonych odbiorców.

The Persistence

Jeśli miałbym wymienić gatunek gier, które co do zasady pasują do VR-u, wskazałbym shootery. Kolejnym, ze względu na znacznie większą immersję w goglach niż w klasycznych grach wideo, byłyby horrory. Resident Evil 7 udowodnił, że to działa. The Persistence łączy oba gatunki i wysyła gracza na pokład nie do końca opuszczonej stacji kosmicznej.

The Persistence jest brutalne i niepokojące. Bohater, którego świadomość po śmierci komputer pokładowy przenosi do ciał kolejnych klonów, musi nie tylko tropić i zabijać potwory, ale też pozyskiwać z ich zwłok surowce. Grając w nocy w domu obawiałbym się, że podskoczę i pociągnę kablem od gogli konsolę na ziemię.

Niestety nie do końca przypadło mi do gustu sterowanie, które łączy płynne poruszenie się awatarem za pomocą ruchu analogów z teleportowaniem się i obracaniem wirtualna głową poprzez ruch prawdziwą. Zalążek historii jest jednak na tyle ciekawy, że chętnie w The Persistence zagram – ale niekoniecznie w wirtualnej rzeczywistości.

Virry Safari

Gogle wirtualnej rzeczywistości kojarzą się przede wszystkim z grami, ale z myślą o nich powstają też różne interaktywne aplikacje. Virry Safari jest jedną z nich. Zabiera graczy do Kenii i pozwala obserwować na ekranie gogli najróżniejsze zwierzęta w ich naturalnym środowisku.

Podczas testów obejrzałem prezentację nosorożca i żyrafy. Mogłem obserwować jak piją, jedzą oraz zbliżają pyski prosto do kamery. PlayStation VR podczas zabawy z Virry Safari z wyświetla sferyczne nagrania wideo, a lektor opowiada o prezentowanych aktualnie zwierzakach.

Tracklab VR

Przy większości gier po zobaczeniu krótkiego gameplayu od razu wiem, czego się spodziewać. Tracklab VR wziął mnie totalnie z zaskoczenia. To nie tylko gra logiczna, ale też… syntezator muzyki na w wirtualnej rzeczywistości. Dość niecodzienny pomysł.

Podczas zabawy z PlayStation VR na głowie na zawieszonej przed oczami siatce gracz może układać poszczególne elementy generujące dźwięki, zapętlać je, rozdzielać ścieżki itp. A chociaż na ucho mi nadepnął słoń, bawiłem się przy tym naprawdę fajnie.

Salary Man Escape

Chwilę po pokazie Tracklab VR trafiłem na stanowisko z inną grą, już typową logiczną. Gracz musi tak przemieścić klocki na mapie, by utworzyć płaszczyznę, po której czarny ludzik będzie mógł przejść prosto do drzwi. Rozgrywka w Salary Man Escape przypomina nieco… Jengę. Wszystkie ruchome klocki podlegają prawom fizyki.

Klocki chwyta się Move’ami i trzeba obchodzić się z nimi bardzo ostrożnie. Co ciekawe, ku rozbawieniu obsługi udało mi się przejść jeden poziom zupełnie omijając łamigłówkę. Tak nawywijałem Move’ami, że przeniosłem ludzika z początku mapy prosto do jej końca na jednym z klocków.

Nieco zaskoczył mnie rosnący wykładniczo poziom trudności, bo już trzecia z łamigłówek okazała się naprawdę trudna. Twórcy gry zapewnili mnie jednak, że w pełnej wersji gry będzie ich znacznie więcej, a gracze nie będą rzucani od razu na głęboką wodę tak jak ja. Na szczęście.

Animal Force

Tę grę można opisać jako tower defence. Nad planetę nadlatują kosmici, a uratować ją mogą kolorowe zwierzaki. W klasycznych grach tego typu trzeba ogarnąć wzrokiem mapę w dwuwymiarowej siatce. Animal Force podbija poziom trudności.

Kolejne fale wrogów suną z różną prędkością po spiralnych liniach zawieszonych w przestrzeni. Rozgrywka jest szalenie intensywna, a przed oczami gracza dzieje się tyle, że już w jednej z początkowych plansz nie wiadomo, co łapać w ręce. Sterowanie jest na szczęście bardzo intuicyjne.

Dostępny jest też dodatkowy tryb zabawy, w którym gracz w goglach VR obserwuje prostokątne pomieszczenie z kilku różnych punktów. Z tych pozycji poluje na zwierzaki kontrolowane przez innych graczy, strzelając do nich, podczas gdy przeciwnicy chowają się za np. obracającymi się ścianami.

Smash Hit Plunder

Ostatnia z ogrywanych przeze mnie gier podczas PlayStation VR Showcase 2018 była jednocześnie jedną z najdziwniejszych. Smash Hit Plunder pod względem oprawy graficznej przypomina nieco Minecrafta. Zadaniem gracza jest spacerowanie po zamku, niszczenie różnych przedmiotów i zbieranie surowców.

Oprawę bym przebolał, ale do gustu nie przypadło mi sterowanie. Podczas teleportowania się w kolejne miejsca i obracania się wokół własnej osi, gra wygaszała nieco obraz, co było dość męczące. Być może Smash Hit Plunder od Triangular Pixels znajdzie fanów wśród miłośników indyków, ale ja się do nich zaliczać raczej nie będę.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement