Następca mojego ulubionego wakacyjnego aparatu pojawi się w tym roku. Lumix LX200 nadchodzi

Artykuł/Foto 05.04.2018
Następca mojego ulubionego wakacyjnego aparatu pojawi się w tym roku. Lumix LX200 nadchodzi

Następca mojego ulubionego wakacyjnego aparatu pojawi się w tym roku. Lumix LX200 nadchodzi

Był tylko jeden aparat, który tak bardzo spodobał mi się podczas testu redakcyjnego, że kupiłem go prywatnie. By nim niepozorny Panasonic Lumix LX100. Teraz ten sprzęt doczeka się następcy, który będzie jeszcze lepszy.

Nie sztuką jest kupić wielki aparat, który pozwoli zrobić dobre zdjęcia. Sztuką jest znaleźć sprzęt, który zapewni jednocześnie kompaktowe rozmiary i więcej niż wystarczającą jakość zdjęć.

Takim aparatem był dla mnie Panasonic Lumix LX100.

Ten sprzęt zapamiętam na długo, bo jednocześnie był najlepszym i najgorszym aparatem kompaktowym, jaki miałem.

Panasonic zrobił rzecz niebywałą, ponieważ umieścił w kompakcie – zwartej obudowie z niewymiennym obiektywem – matrycę Mikro Cztery Trzecie znaną ze swoich bezlusterkowców. Wiele osób kupujących nowy sprzęt mogłoby wybrać kompakt zamiast aparatu systemowego, co dla producenta było ryzykowną drogą.

Tym bardziej, że za dużą matrycą szedł też zaskakująco dobry obiektyw. Było to szkło o klasycznym „reporterskim” zakresie ogniskowych 24–75 mm (w ekwiwalencie pełnej klatki) i jasności f/1.7–2.8 z wbudowaną stabilizacją optyczną.

Do tego wizjer cyfrowy, zdjęcia seryjne z szybkością 11 kl./s, filmy w 4K, bardzo rozsądny system sterowania i oczywiście wszystkie półautomatyczne i manualne tryby fotografowania, których należy oczekiwać od sprzętu tej klasy.

To był mój ulubiony aparat wakacyjno-wyjazdowy.

Lumix LX100 znalazł idealną niszę na rynku. Były już kompakty serii Fujifilm X100 z dużą matrycą APS-C, ale ze stałoogniskowym obiektywem. Sony szło w drugą stronę, zapewniając w serii RX100 uniwersalny obiektyw, ale jednocześnie dużo mniejszą, jednocalową matrycę. Lumix był idealnie po środku, oferując duży sensor i uniwersalny obiektyw.

Niestety Lumix LX100 był jednocześnie aparatem, który zapewnił mi najbardziej gorzkie rozczarowanie w mojej historii fotografowania. Aparat zniszczył kartę pamięci z mojej podróży poślubnej. Zabił ją na amen, niszcząc kontroler. Koszt odzyskania danych z takiej karty to prawie 2000 zł.

Prawdopodobnie był to czysty przypadek, a nie wina samego Lumiksa LX100, ale żaden inny aparat nie zapewnił mi takiej przygody.

Cztery lata po premierze Lumiksa LX100 mamy szansę zobaczyć jego następcę.

Powracają doniesienia o Panasonicu Lumix LX200, który ma rzekomo zadebiutować na targach Photokina 2018 we wrześniu. Sprzęt miałby otrzymać matrycę Mikro Cztery Trzecie o rozdzielczości 20 MP (poprzednik miał 12), większy wyświetlacz OLED, szybszy AF oraz odchylany, dotykowy ekran.

Taki upgrade byłby całkowicie wystarczający, ponieważ naprawiłby kilka największych braków Lumiksa LX100. Czy trzeba czegoś więcej? Raczej nie, bo cała reszta parametrów do dziś pozostaje świetna. W Lumiksie LX100 brakowało mi nieco większej szybkości działania, czasami większej rozdzielczości, a także odchylanego, dotykowego ekranu, który naprawdę przydaje się na wakacjach przy fotografowaniu z poziomu biodra.

Mam wielki sentyment do LX100, dlatego mam nadzieję, że plotki o jego następcy się potwierdzą. Z pewnością nie jest to sprzęt dla wszystkich, ponieważ jest drogi, jak na kompakt. To aparat dla fotografów, którzy rozumieją, za co płacą.

Wszystkie zdjęcia ilustrujące tekst zrobiłem aparatem Panasonic Lumix LX100.

Dołącz do dyskusji

Advertisement