Synu, tą golarką nie zgolisz swojego kopru. Xiaomi Mijia – recenzja

Artykuł/Technologie 16.04.2018
Synu, tą golarką nie zgolisz swojego kopru. Xiaomi Mijia – recenzja

Synu, tą golarką nie zgolisz swojego kopru. Xiaomi Mijia – recenzja

Wydałem na nią 120 zł i teraz sądzę, że to pieniądze wyrzucone w błoto. Elektryczna golarka podróżna Xiaomi Mijia kusi małymi rozmiarami, estetycznym wyglądem i ładowaniem przez USB-C. Niestety polega na polu swojego zastosowania. Bardzo słabo goli zarost.

Kieszonkowa golarka wielkości paczki papierosów, ważąca jedynie 100 gramów? Przecież to świetna propozycja dla osób, które często podróżują i nie chcą za każdym razem upychać do plecaka kilkukrotnie większych sprzętów. Już na samym początku w mojej głowie zapaliła się jednak lampka ostrzegawcza. Dlaczego Braun czy Philips nie zrobili jeszcze golarki mniejszej niż myszka do komputera? Może byłaby za słaba, aby poradzić sobie z zarostem? Ta niepewność nie powstrzymała mnie jednak przed wydaniem 120 zł w jednym z chińskich sklepów.

W zamian za to po kilku tygodniach dostałem niewielkie pudełko z golarką, szczotką do czyszczenia ostrzy, kabelkiem do ładowania i instrukcja po chińsku. Co mnie zdziwiło, nie sugerowała ona połączenia z aplikacją, co jest już standardem w przypadku wielu szczoteczek elektrycznych.

Obudowa golarki jest podzielona na dwie części. Górna, ochraniająca ostrza jest aluminiowa, a dolna plastikowa. Dzięki temu bardzo dobrze trzyma się ją w dłoni, choć czasami trzeba się nieco nagimnastykować, aby trafić palcem na wyłącznik.

Golarkę ładujemy przez USB-C, np. z powerbanka, co jest bardzo wygodnym rozwiązaniem, bo w podróż nie musimy brać dodatkowego kabla. Wedle deklaracji producenta, jeśli będziemy jej używać każdego dnia przez 3 minuty, akumulator powinien nam wystarczyć na miesiąc. W moim przypadku energia skończyła się po 20 dniach.

Zużywa ją silnik rozpędzający się do 7800 cykli pracy na minutę, napędzający ostrze wykonane z japońskiej stali. Oszczędzę wam dalszego marketingowego bełkotu związanego z ostrością tejże stali, która ma dorównywać japońskim katanom.

Tak naprawdę jedyne co musicie zapamiętać z tej recenzji, to aby nie kupować golarki Xiaomi.

Mój zarost nie należy do szczególnie bujnych. Da się to zauważyć na zdjęciach. Aby zachować gładką twarz i nie narażać się na komentarze w stylu “zgól ten koper, synu” używałem golarki Philipsa codziennie. Miałem nadzieję, że Xiaomi zastąpi ją w podróży. O… jak bardzo się przeliczyłem…

Po pierwszym goleniu wyglądałam tak, jakbym się w ogóle nie golił.

Części zarostu golarka zupełnie nie chwyciła, a inne włoski tylko nieprzyjemnie rwała. Przeczytałem w internecie, że trzeba jej dać szansę na przyzwyczajenie się do twarzy, skóry i zarostu – może Chińczycy są w tym względzie trochę inni Europejczycy?

Po miesiącu zmieniło się bardzo mało. W dalszym ciągu nie mogłem wyjść na spotkanie po sesji z golarką Xiaomi. Choć używałem jej przez 10 minut i tak musiałem później skorzystać jeszcze raz z większej golarki.

Stałem się uboższy o 120 zł i przekonałem, że Xiaomi nie zawsze lepsze*.

*Choć zwykle tak.

Dołącz do dyskusji

Advertisement