Jeśli Vero upadnie, to wiem jedno – będzie mi go bardzo szkoda

Felieton/Technologie 02.03.2018
Jeśli Vero upadnie, to wiem jedno – będzie mi go bardzo szkoda

Jeśli Vero upadnie, to wiem jedno – będzie mi go bardzo szkoda

Po trzech aktywnych dniach z aplikacją Vero nadal mam wrażenie, że ten projekt upadnie, ale też nie będę ukrywał, że… gdy świat już o nim zapomni, to będzie mi go trochę szkoda. 

Autentycznie uważam, że coraz bardziej umacniająca się hegemonia Google’a i Facebooka zagraża nie tylko internetowi, który znamy, ale może nawet światu, w którym żyjemy. Kilka lat temu, jeszcze jako oddany fan Zuckerberga, z politowaniem patrzyłem na wszystkie próby detronizacji króla. Dziś jest już inaczej – patrzę z nadzieją.

Nie dlatego, że czuję potrzebę nowości (choć to też). Czuję potrzebę zaburzenia nierównowagi sił w internetowym ekosystemie. A, jak dowodziłem na Bezprawniku, regulamin Vero wcale nie jest tak faszystowski, jak głoszą internetowe plotki. Nie jest też do końca jasne, czy twórca aplikacji naprawdę jest aż takim draniem, jak mówią.

Czytelnicy Spider’s Web i ja

Kiedy tłumaczyłem, co to jest Vero na łamach naszego serwisu, zachęciłem do odnalezienia mnie w serwisie (Jakub Kralka – nadal zachęcam). Czytelnicy odpowiedzieli z dużym zainteresowaniem – obecnie śledzę się z prawie trzema setkami osób, które – podobnie jak ja – testują możliwości Vero. Razem jest nam raźniej, testujemy nowe opcje, wymieniamy się refleksjami. To jest o tyle fajne, że nigdy dotąd nie byłem personalnie tak blisko z czytelnikiem Spider’s Web – to są zupełnie inne twarze, niż na przykład te z komentarzy na Disqus.

Oczywiście obserwowanie obcych osób trochę kłóci się z ideą serwisu społecznościowego. Ale Vero ma określone kręgi „znajomości” i robi to w sposób zdecydowanie najbardziej płynny na tle konkurencji. Żeby poznać medium społecznościowe, lepiej jednak obserwować sto obcych osób, niż jednego znajomego w postaci Dawida Kosińskiego (możecie go tam sobie znaleźć – chłopak urodził się, żeby brylować w mediach społecznościowych). To prowadzi do ciekawych wniosków, o których dalej.

Staram się lojalnie followować tych naszych czytelników, to dla mnie obcy ludzie, ale świetnie testują możliwości serwisu, i mam nadzieję, że ten pierwszy, symboliczny follow ode mnie zatrzyma ich te dwa/trzy dni dłużej, akurat by zdążył się zarejestrować najlepszy kolega lub dziewczyna, w której kochali się od dawna (Tak jest, Zuck, to jest wojna, było nie ciąć zasięgów na fanpage’ach).

Takie obserwowanie mniej znajomych znajomych ma też swoje wady i zalety. Umiarkowanie przyjemne jest oglądanie cudzych zdjęć. Ja czytelnika Janka Kowalskiego nie znam i on wrzucił przepiękne fotografie z nart… ale nie łączy nas żadna więź emocjonalna. Ta sama zasada, że gdybym chciał pooglądać zdjęcia cudzych dzieci, to nie przeglądałbym Facebooka, tylko już włączył sobie galerie Anne Geddes. Ale nie martwcie się – na Vero madek i dzieci póki co nie ma. Jeśli to jakimś cudem nie padnie, to pewnie mamy ze 2 lata spokoju.

Natomiast obserwowanie mniej znajomych znajomych całkowicie sprawdza się w przypadku linków (czytelnicy SW szerują całkiem ciekawe treści) oraz odkrywania muzyki. Przynajmniej ze trzy piosenki wpadły mi w ucho, bo ktoś z obserwowanych zdecydował się polecić je, testując możliwości portalu.

Vero nie będzie wolny od reklam.

Wydaje mi się, że dzięki autopromocji na Spider’s Web i Bezprawniku, na tę chwilę jestem jednym z popularniejszych polskich kont na Vero – choć znani instagramowicze są jeszcze popularniejsi i zapewne zrobili jeszcze więcej dla popularyzacji usługi w naszym kraju. Myślę, że brak reklam promowanych przez aplikację nie uchroni Vero od tego, co jest na Instagramie nagminne – postów sponsorowanych, które nawet nie są oznaczone (polecam moją dzisiejszą rozmowę z Dziennik Gazeta Prawna na ten temat). Gdyby Vero jakimś cudem się przebiło, to marki będą się dogadywały z wpływowymi kontami bezpośrednio i w rezultacie – wbrew idei serwisu – reklam może tam być nawet więcej, niż na Instagramie.

Vero działa coraz lepiej

Aplikacja jest ładna. Dopiero niedawno zdałem sobie sprawę z tego, że jej stylistyka dość mocno czerpie z wyglądu iOS 11. Dalej jednak utrzymuję stanowisko, że w perspektywie tygodni nowoczesny layout zacznie męczyć i irytować, a zachwycać przestanie bardzo szybko.

Vero działa też coraz lepiej. Przez ostatnie dwa dni przez kilka godzin na dobę był nieużywalny – choć cały czas spływały nowe powiadomienia. Dziś od rana usługa działa naprawdę w porządku – chciałoby się wręcz powiedzieć: prawie płynnie.

Oczywiście w ramach usługi brakuje mi paru opcji. A kilka zaskakuje mnie tym, jak bardzo są genialne. Mówię tu o „Kolekcjach”, kiedy mogę wejść w osobną pozycję w menu i zobaczyć wszystkie filmy/książki/linki/piosenki/miejsca czy zdjęcia z danego dnia, które akurat polecają obserwowane przeze mnie osoby. To jest super, ja tu nawet widzę niszę i plan B dla Vero, by być takim awaryjnym miksem Facebooka i Filmwebu.

Z drugiej strony – brak mi opcji filtrowania postów według stopnia zażyłości, a to dość pilna funkcja. Vero przecież samo doskonale rozumie, że czym innym jest kolega z wojska, czym innym kolega z pracy, czym innym ciocia Basia, a jeszcze czym innym ten facet, którego znasz z widzenia, bo od 10 lat widujecie się w hipermarkecie, ale nie wiesz, czy jest w porządku, czy chodzi za tobą po ulicy, bo chce sobie w piwnicy stworzyć kostium wykonany z twojej skóry.

3 dni minęły.

Spodziewałem się, że Vero po trzech dniach nie będzie w moim smartfonie, ale jest. Brakuje mi tam moich przyjaciół, wszak od tego są media społecznościowe, ale… i tak jest fajnie. Serwis ma w sobie coś kusząco-intrygującego. Nadal nie wierzę w sukces tej aplikacji, ale spróbujmy to zmienić. W najgorszym wypadku może Instagram lub Facebook znowu ściągnie najlepsze rozwiązania?




Dołącz do dyskusji

Advertisement