Toksyczni Mściciele. Riot, Blizzard, Discord, Twitch i wielu innych

Felieton/Gry 23.03.2018
Toksyczni Mściciele. Riot, Blizzard, Discord, Twitch i wielu innych

Toksyczni Mściciele. Riot, Blizzard, Discord, Twitch i wielu innych

Nastąpiło niespodziewane połączenie sił dobra i mroku. Wczorajsi przeciwnicy stanęli ramię w ramię, by stworzyć armię obrońców, która uratuje świat przed mroczną armią trolli. A zwać ich będą Fair Play Alliance.

To nie kolejna grupka miłośników kolorowych kalesonów, ale inicjatywa, która ma wreszcie zmniejszyć problem z toksycznym zachowaniem w grach. A to, że on istnieje, wie każdy, kto kiedykolwiek wszedł do trybu wieloosobowego. Do walki z bestią zapisało się aż 30 różnych firm, począwszy od Blizzarda po Riot Games, od Discordu po Twitcha, od Xboxa po Unity. Wszyscy oni połączą siły w epickiej bitwie o nieprzeklinanie mojej matki, kiedy mam akurat gorszy dzień i nie jestem w stanie trafić żadnego skill shota (około 70 proc. dni, nie więcej).

Ta inicjatywa to nie tom Harry’ego Pottera, żebyśmy wiedzieli, że wszystko się dobrze skończy. To coś bardziej jak druga część którejkolwiek trylogii Gwiezdnych wojen. Wszystko chyli się ku upadkowi i tylko cud może nas ocalić. No i taki cud się może właśnie znalazł. Nazywa się: dzielenie się informacjami, danymi i badaniami. Do tej pory większość podmiotów pilnie strzegła swoich sekretów dotyczących tych małych istot mroku zatruwających krew pożądanych graczom. Teraz, dzięki rebelianckiej idei dzielenia się wiedzą, może wreszcie da się zrobić sensowne badania na temat toksycznego zachowania w grach.

Do tej pory zespoły w poszczególnych firmach próbowały sobie radzić z tym problemem. Jak mieszkańcy Esgarothu próbowali pojedynczo podkraść się do smoka, jednak zawsze kończyli w roli kolacji. Teraz sytuacja się zmieniła, do walki stanie drużyna i miejmy nadzieję, że w jej składzie znajdzie się jakiś Bilbo Baggins.

Potęga posępnego czerpu.

Na to, że w grach trollujemy bardziej niż w życiu, ma wpływ cała masa czynników. O części z nich już wiemy. Jedną z nich jest brak konsekwencji. Umówmy się, mimo że czasami bardzo bym chciała, nie mogę dać w mordę komuś, kogo dzielą ode mnie setki kilometrów. Owszem, zacznę wściekać się, grać bardziej emocjonalnie, robić więcej błędów i tym samym mamy znacznie większą naszą szansę na przegraną, ale w oczach trolla to tylko potwierdzi tylko jego jakże celną ocenę moich możliwości. Co gorsza, między jego komentarzami a przegraniem przez nas gry, upływa sporo czasu, przez to relacja przyczyna — skutek się rozmywają.

Jest jeszcze jedna rzecz. Takich rzeczy nie powiedziałby nikomu w twarz. W rzeczywistości mogłoby się okazać, że współgracz jest dwumetrowym osiłkiem z niską tolerancją wyzywanie jego rodziny i strach przed tym, jak taki jegomość może zareagować, raczej ostudziłaby głowę trolla. Patrząc wprost (bez zapośredniczenia ekranu) na człowieka reagujemy na niego inaczej i jesteśmy wrażliwsi na jego myśli, uczucia i potencjalne reakcje. W filozofii Levinasa już sam widok twarzy drugiego zmusza nas do zachowania się bardziej ludzko ze wzgledu na wrodzoną emaptię. Troll nie widzi też mojej reakcji. Nie wie, że mnie zdenerwował. Nie widzi zmarszczonego czoła i zaciśniętych pięści. Skąd ma więc wiedzieć, że wymienienie listy chorób, które ma nadzieję, że złapię, mnie nie bawi, nie dziś, dziś mnie naprawdę wkurza i odbiera radość z gry.

Może jestem naiwna, ale wierzę, że Fair Play Alliance ma szansę coś zmienić. Proszę was, nie zepsujcie tego.

Dołącz do dyskusji

Advertisement