Google sprawił, że polubisz paywalle. Płacenie za dobre treści w Sieci nigdy nie było prostsze

Artykuł/Media 21.03.2018
Google sprawił, że polubisz paywalle. Płacenie za dobre treści w Sieci nigdy nie było prostsze

Google sprawił, że polubisz paywalle. Płacenie za dobre treści w Sieci nigdy nie było prostsze

Google właśnie dokonał niemożliwego. Sprawił, że będziemy chcieli płacić za paywalle, bo będzie to tak proste, że zabraknie nam argumentów, by tego nie robić.

Osobiście szanuję paywalle. Sam płacę za dostęp do kilku zagranicznych serwisów, bo dzięki temu dostaję dostęp do treści najwyższej jakości, niezaśmieconych reklamami. Mając do wyboru atakujący pop-up i kilka groszy za przeczytanie artykułu – zawsze wybieram to drugie.

Nie licząc jednak tuzów branży medialnej, jak New Yorker czy Wall Street Journal, paywall nie przyjął się na rynku przesadnie dobrze. I wcale nie jest to wina niechęci internautów do płacenia. W dobie fake-newsów jesteśmy bardziej niż kiedykolwiek chętni płacić za sprawdzone informacje. Przyczyna niepowodzenia subskrypcji leży gdzie indziej.

Paywall jest zbyt uciążliwy. Subscribe with Google ma to zmienić.

Przeciętny paywall to droga przez mękę. Wchodzimy na stronę, bo zainteresował nas artykuł. Okazuje się, że jest on płatny. Myślimy sobie „ok, dobra, zapłacę” – i wtedy się zaczyna: wpisz imię i nazwisko, podaj maila, potwierdź maila, podaj numer karty, potwierdź płatność, zapłać, potwierdź klikając link w mailu… Różni się to zależnie od serwisu, ale w generalnym ujęciu coś takiego jak „bezproblemowa opłata za paywall” nie istnieje.

I wtedy do pokoju wchodzi Google, cały na biało:

Subscribe with Google wygląda na mechanizm bajecznie prosty. Wchodzimy na stronę, a jeśli jest tam paywall, na ekranie smartfona czy w przeglądarce wyświetli się nam komunikat. Tam wybieramy już tylko rodzaj subskrypcji i klikamy „potwierdź”. I voila! Subskrypcja jest przypisana do naszego konta Google, gdzie możemy nią wygodnie zarządzać, opłacać i w razie potrzeby – anulować.

Mało tego, gdy zaczniemy opłacać subskrypcje, Google będzie w wynikach wyszukiwania podpowiadał opłacane strony jako pierwsze, oraz wyróżni je w osobnej sekcji na kartach Google Now. Wiecie, żebyśmy faktycznie korzystali z tego, za co płacimy.

Subskrypcja jest też o tyle wygodna, że nie musimy pamiętać zyliona haseł ani korzystać z zewnętrznych managerów – jak długo jesteśmy zalogowani do konta Google, tak długo nasze dane do logowania pozostaną w pamięci przeglądarki.

Na start inicjatywy do Google’a dołączyło wiele głośnych tytułów medialnych, z The Telegraph, Washington Post i The New York Times na czele. Nie ma wątpliwości, że ta liczba błyskawicznie wzrośnie, bo wygodniejszego sposobu na paywall po prostu nie ma. Google rozwiązał właśnie problem, z którym wielu wydawców borykało się od lat.

Google wzywa wszystkich wydawców, by przyłączyli się do inicjatywy.

A mi się włos na głowie jeży, bo widziałem dostatecznie wiele dystopijnych filmów sci-fi, żeby mieć pojęcie, czym to się może skończyć.

Nie zrozummy się źle, ogromnie szanuję inicjatywę Google’a, a każde działanie, które upraszcza czytelnikom dostęp do wysokiej jakości treści w zalewie internetowych śmieci, to dobre działanie. Sęk w tym, że wszyscy widzimy, dokąd to zmierza.

Google już dziś rządzi i dzieli. To Google decyduje o tym, w co klikniesz wpisując zapytanie w wyszukiwarkę. To Google daje i odbiera pozycję wydawcom. To od tego, jak dobrze żyjemy z Google’em, zależy, czy nadal będziemy widoczni dla czytelników. A teraz jeszcze sami czytelnicy mają przyłożyć do tego rękę.

Jest to szczególnie niepokojące w dobie rosnącej popularności asystentów głosowych. Na komputerze czy telefonie możemy przynajmniej wybrać, który wynik wyszukiwania klikniemy. Gdy zapytamy asystenta głosowego, uzyskamy tylko jedną odpowiedź. I to Google zadecyduje, jakie będzie jej źródło.

To oczywiście czarny scenariusz, ale wcale nie nierealny.

Skoro Google ma nam podsunąć źródło poszukiwanej informacji, do dlaczego ma tego nie zrobić podsuwając to źródło, na którym najwięcej zarobi? Czy to poprzez reklamy, czy to poprzez prowizję za paywall – Google będzie faworyzował te media, z których płynie najbardziej wartki strumień pieniędzy.

A stąd już prosta droga do manipulacji i nadużyć w przekazie informacji, bo jeśli nic się nie zmieni, to nieuchronnie zmierzamy ku temu, by informacje otrzymywać nie ze źródeł najlepszych, a z tych, które najlepiej płacą Google’owi. Wbrew pozorom ten scenariusz nie jest też aż tak odległy, jak może się zdawać – jak słusznie pisał ostatnio Przemek, czerwona lampka powinna się nam zapalić już teraz.

Ale póki co – cieszmy się nowym mechanizmem subskrypcji. Tak prosty dostęp do paywalla może okazać się rewolucją, zarówno dla wydawców, jak i dla czytelników.

Dołącz do dyskusji

Advertisement