Po ośmiu latach polski e-dowód znalazł się na ostatniej prostej. Potknięcie byłoby bardzo kosztowne

Artykuł/Technologie 29.03.2018
Po ośmiu latach polski e-dowód znalazł się na ostatniej prostej. Potknięcie byłoby bardzo kosztowne

Po ośmiu latach polski e-dowód znalazł się na ostatniej prostej. Potknięcie byłoby bardzo kosztowne

E-dowód stał się orężem w walce polsko-polskiej. Jedna strona tego niekończącego się boju mówi, że projekt jest zagrożony i trzeba będzie oddawać miliony Brukseli. Druga z kolei twierdzi, że to bujda na resorach a z nowym dowodem wszystko jest w porządku i pierwsze dokumenty z warstwą elektroniczną powinny pojawić się w rękach Polaków za rok – pod koniec marca 2019 r. 

Z orężem politycznym jest już tak, że to zazwyczaj broń obosieczna. A w samej walce zatraca się ogólny sens i chronologię wydarzeń. I chociaż od paru lat obserwuję jak tym orężem staje się prawie wszystko, to jednak polityczne przeciąganie e-dowodu mnie ciut zaskoczyło. Przecież chodzi o dobro ogólne, z którego korzystać ma każdy pełnoletni Polak. Po co kruszyć kopie? Ale skoro dotyczy wszystkich, to może łatwiej tym właśnie grać? Takie czasy.

E-dowód: pierwszeństwo dla faktów.

Zacznijmy więc od początku. Implementacja dowodu osobistego z warstwą elektroniczną, czyli dodanie chipa do znanego nam prostokątnego plastiku jest częścią projektu pl.ID. Europejska wspólnota gremialnie idzie w kierunku cyfrowej identyfikacji obywateli, co funkcjonuje już w 26 krajach. Już dekadę temu nie było wątpliwości, że do tego grona rychło powinna dołączyć Polska. Dlatego projekt pl.ID znalazł się jeszcze w poprzedniej, unijnej siedmiolatce: 2007-2013.

W latach 2008–2009 ówczesne Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Rozwoju Regionalnego zawarły porozumienie w sprawie realizacji pl.ID. Łączny budżet opiewał na 511 mln zł. Z czego 370 mln zł miało wchłonąć wdrożenie wielofunkcyjnego elektronicznego dowodu tożsamości z funkcją uwierzytelniania, zgodną z wytycznymi i wymogami ustanowionymi w tym zakresie na poziomie UE (dyrektywa z 1999 r.).

Przesunięcie, czyli projekt niefunkcjonujący.

Komisja Europejska zatwierdziła te plany w czerwcu 2010 r. Od tego czasu realizacja projektu leży wyłącznie po stronie polskiej. Dwa lata później ówczesny Komitet Rady Ministrów ds. cyfryzacji, na wniosek Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, rekomendował przesunięcie terminu wdrożenia elektronicznej warstwy dowodu osobistego. Argumentował to koniecznością zamknięcia prac nad modernizacją i uporządkowaniem rejestrów państwowych, a także wdrożenia elektronicznych usług publicznych. A tak naprawdę woli politycznej wtedy w tym względzie też było jak na lekarstwo.

Wtedy pierwszy raz pojawiła się realna groźba, że Polska będzie musiała oddać 85 proc. poniesionych kosztów kwalifikowanych, czyli ok. 148 mln zł.

Były dwa możliwe wyjścia. Pierwsze to oddać wcześniej pobrane fundusze i zamknąć cały projekt. A drugie to jego kontynuacja poprzez finansowanie z budżetu państwa. Zdecydowaliśmy się na właśnie na to rozwiązanie. Projekt jak najbardziej toczy się dalej. Nic w tej mierze absolutnie się nie zmieniło. Dla nas projekt e-dowodu to obecnie jeden z głównych priorytetów – uspokaja Karol Manys z biura prasowego Ministerstwa Cyfryzacji.

Dwa resorty – jeden komitet.

Założenia są teraz proste: albo do 31 marca 2019 r. w Polsce pojawi się pierwszy dowód osobisty z warstwą elektroniczną, albo faktycznie Bruksela upomni się o pieniądze. Jaka jest szansa na dotrzymanie tego ostatecznego terminu?

Obecnie projekt nie jest zagrożony. Jakieś ryzyko, że coś pójdzie nie tak przy tak skomplikowanych projektach zawsze oczywiście istnieje. Ale zrobimy wszystko, by taka sytuacja po prostu nie zaistniała. By ograniczyć wszelkie ryzyka do zera. W tym też celu powstał Komitet Sterujący, który ma koordynować pracę w tym zakresie dwóch resortów: cyfryzacji oraz spraw wewnętrznych i administracji – tłumaczy Karol Manys.

Audyt ma pokazać, w którym jesteśmy miejscu.

Czyli wcześniej było lekkie potknięcie, a teraz dziarsko idziemy w wyznaczonym kierunku. Sielankę przerwała informacja jakoby z polskim e-dowodem wcale tak różowo nie było. W resortach rzekomo projekt do tej pory mało kogo interesował i znowu na horyzoncie miała pojawić się jak najpoważniejsza wizja oddania Unii pieniędzy.

By faktycznie określić, w jakim miejscu jesteśmy w tym względzie, do końca kwietnia w Ministerstwach Cyfryzacji, Administracji i Spraw Wewnętrznych, a także w Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych (w pierwotnych planach wytwórca nowych e-dowodów) przeprowadzany jest audyt.

Skontrolowanie, kto jest na jakim etapie projektu, jakie zadania wykonał, a jakie trzeba nadgonić, jest potrzebne – nie ukrywa wiceminister cyfryzacji Karol Okoński.

Jednak wedle przedstawicieli resortu trudno łączyć fakt przeprowadzania audytu z ewentualnym niepowodzeniem całego projektu.

Niekorzystne orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości?

Kilka dni temu kwestie związane z nowymi dokumentami tożsamości i ich wykonaniem podniosły austriackie media. Zaraz po tym, jak Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stwierdził, że rządy planujące składać zamówienie na dokumenty tożsamości powinny to robić w drodze przetargu.

To mogło nieco popsuć plany polskim decydentom, którzy głównego wykonawcę już widzieli w PWPW. W sukurs przychodzi naszym władzom nowelizacja ustawy o dokumentach publicznych, która zakłada, że blankiety dokumentów publicznych o najistotniejszym znaczeniu z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa będzie wytwarzała jednoosobowa spółka skarbu państwa mająca siedzibę oraz zakład produkcyjny na terytorium Polski

Czy Trybunał Sprawiedliwości UE ze zrozumieniem oceni te propozycje? Zobaczymy.

Na co w ogóle czekamy?

Nowy elektroniczny dowód osobisty będzie w sposób jednoznaczny i niezaprzeczalny potwierdzał tożsamość obywatela. Dzięki niemu uwierzytelnimy swoje dane w e-usługach administracji publicznej oraz przy okazji podpisywania dokumentów w cyfrowym świecie. Za jego pomocą potwierdzimy też naszą obecność w placówkach służby zdrowia. Ma też posiadać aplikację ICAO (dokument podróży z cechą biometryczną „zdjęcie twarzy”).

Wymiana dowodów na spokojnie, ale systematycznie.

Dzisiaj Ministerstwo Cyfryzacji nie widzi ewentualnych problemów z wypełnieniem przyszłorocznego, marcowego terminu. Ale jednocześnie wyklucza, że będzie jedna, gremialna akcja wymiany dowodów.

Nie będzie gremialnej akcji wymiany dowodów. Dla ograniczenia kosztów zdecydowaliśmy się działać długodystansowo. Zakładamy, że wymiana odbywać się więc będzie sukcesywnie. A więc osoby, które będą wymieniać dowód nowy dostaną z chipem. W ten sposób w finale wszyscy Polacy będą mieć w ręce dowód osobisty z czipem – mówi Karol Manys.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement