Niszczyciel życia. Pożeracz światów. Zjadacz dusz. Powrócił i znowu jest głodny. Kirby Star Allies – recenzja

Recenzja/Gry 14.03.2018
Niszczyciel życia. Pożeracz światów. Zjadacz dusz. Powrócił i znowu jest głodny. Kirby Star Allies – recenzja

Niszczyciel życia. Pożeracz światów. Zjadacz dusz. Powrócił i znowu jest głodny. Kirby Star Allies – recenzja

Do serc mieszkańców planety Pop Star wdarł się lęk. Różowy pożeracz powrócił. Bestia wybudziła się ze snu i znowu jest głodna. Potwór je wszystko i wszystkich, bez umiaru oraz litości. Mimo tego, z jakiegoś niezrozumiałego, kompletnie irracjonalnego powodu, dzieci go uwielbiają…

Z góry przepraszam fanów serii za te słowa, ale… Kirby od zawsze był dla mnie upośledzonym kuzynem Mario, który powstał na skutek nieszczęśliwego, burzliwego związku pokemona Jugglypuffa z kulą do kręgli. Gry platformowe z różową gąbką były prostsze, łatwiejsze i mniej rozbudowane od pozostałych zręcznościówek, jakie w swoim portfolio posiada Nintendo. Mimo tego, Kirby doskonale trzyma się od 1992 roku, znajdując się w TOP 50 najbardziej dochodowych gamingowych marek. Jego debiut na konsoli Nintendo Switch był wyłącznie kwestią czasu.

Kirby Star Allies łączy pomysły ze wszystkich poprzednich gier wydanych na przestrzeni 25 lat:

Mamy tutaj wsysanie obiektów, a następnie wypluwanie ich z wielką siłą. Jest pożeranie przeciwników, na skutek czego przejmuje się ich umiejętności. Rozgrywka do czterech postaci jednocześnie to fundament. Pojawia się tutaj łączenie ataków i żywiołów. Wracają nawet wymyślne pozy, dzięki którym Kirby i jego przyjaciele tworzą zupełnie nowe konstrukcje, takie jak samolot czy pociąg. Są też wierzchowce, lecz w ograniczonym zakresie.

Pierwszy Kirby dla Switcha jest wielką hybrydą poprzednich odsłon. Producenci z HAL Laboratory nie zaskakują niczym nowym. Jak gdyby gra powstała tylko dlatego, że konsola Nintendo nareszcie może pomieścić wszystkie dotychczasowe pomysły producentów, spinając je na jednym kartridżu. Wielkim fanom serii, którzy są z nią od wczesnych lat 90-tych, może się to spodobać. Całej reszcie już niekoniecznie. Nowa-stara formuła jest bardzo specyficzna i trudno wgryźć się w nią na dobre.

Jeżeli Kirby Star Allies to wasz pierwszy kontakt z serią, będziecie zaskoczeni, jak prosty to tytuł.

Zamiast spadać w przepaści jak Mario, Kirby potrafi unosić się w powietrzu niczym balon z helem. Wystarczy, że wykona podwójny skok. Różową kulkę nieustannie leczą jej towarzysze, zbierając dla niej rozmaite smakołyki. Przeciwników jest sporo, ale każdy na dwa, maksymalnie trzy uderzenia. Elementy zręcznościowe to tylko dodatek, z kolei zagadki logiczne są bajecznie proste. Gdy dotarłem do napisów końcowych, miałem bodaj 80 żyć (!) w zapasie. Trudno o lepsze podsumowanie poziomu trudności.

Twórcy stworzyli grę tak prostą i tak łatwą, że nawet nie trzeba walczyć w niej z bossami! Serio. Wystarczy stanąć gdzieś w rogu pomieszczenia, a trójka towarzyszy NPC rozprawi się z wielkim przeciwnikiem. Poziom trudności został obniżony tak głęboko, że wsparcie ze strony gracza nie jest tutaj wymagane. Brzdące w przedziale wiekowym od 5 do 10 lat mogą być tym zachwycone. Szkoda, że tylko one.

Dla przeciętnego czytelnika Spider’s Web ten tytuł jest po prostu zbyt łatwy. Oraz zbyt krótki.

W przeciwieństwie do innych gier platformowych wydawanych przez Nintendo, jak na przykład Super Mario Odyssey, Kirby Star Alliance nie ugina się od zawartości. Kampanię fabularną pokonacie w kilka godzin. Lokacji jest mniej, niż w poprzednich odsłonach Kirbiego na słabszą konsolę 3DS. Na szczęście zawsze można zawrócić ze ścieżki kampanii i rozejrzeć się za puzzlami, które zostały przeoczone. Te układają się w obrazki do kolekcjonowania. Licha nagroda, ale naprawdę trudno znaleźć coś lepszego, co wydłużyłoby czas gry.

Tytuł od HAL Laboratory miały wzbogacać mini-gry dostępne z poziomu głównego menu. Te są żywcem wyjęte ze smartfonu, opierając się na prostszych czynnościach takich jak rąbanie drzewa czy odbijanie piłki. Niestety, aktywności nudzą się po dwóch, trzech podejściach. Nawet w towarzystwie znajomych. Ma się wrażenie, jak gdyby producenci odkryli, że ich gra wypada blado pod względem zawartości, więc dodali na szybko moduły rodem z Google Play. Końcowy efekt jest mocno taki sobie.

Nie jestem również zachwycony techniczną warstwą tego tytułu. Kod potrzebuje optymalizacji.

Kirby Star Allies działa w 30 klatkach na sekundę. Dla wielu fanów może być to problem. Osobiście nie mam nic przeciwko. To prosta gra platformowa. Klatkarz nie jest tutaj najistotniejszą rzeczą pod słońcem. Bardziej bolą mnie ekrany ładowania. Te widzimy po każdorazowym przejściu z jednego pomieszczenia do drugiego. Nie trwają one długo, ale występują bardzo często. Zabawne o tyle, że nie miała ich wersja na 3DS-a. Switch jest przecież znacznie potężniejszy.

W pewnym stopniu wynagradza to niezwykle miła dla oka oprawa wideo. Na kolorowy świat Kirbiego patrzy się bardzo przyjemnie. Do mniej więcej połowy kampanii. Potem barwne lokacje zamieniają się w powtarzalne, szare i byle jakie wnętrza kosmicznych warowni, które nie mają w sobie za grosz uroku. Bardzo żałuję, że całość rozgrywki nie odbywała się na początkowej planecie Pop Star. Tam było zdecydowanie najciekawiej.

Tym razem obędzie się bez zachwytów. Nowa gra dla Nintendo nie staje na wysokości zadania.

Jeżeli masz w domu brzdąca w przedziale wiekowym od 5 do 10 lat, powinien być zachwycony. Jednak cała reszta fanów Nintendo raczej nie ma czego szukać w Kirby Star Allies. Możliwość wspólnej zabawy do czterech znajomych przed jednym ekranem to niewątpliwie wielka zaleta tego tytułu. Jednak pod tym względem o wiele lepiej spisuje się Mario Kart 8 Deluxe. Rozgrywka w Kirbim jest tak chaotyczna, że momentami nie miałem pojęcia, którą postacią steruję. Czułem się winny, gdy zmuszałem znajomych do rozgrywki. Koledzy myślami byli już daleko przy wyścigach z Mario oraz UFC 3 (ciekawe połączenie, wiem).

Paradoksalnie, największym problemem Kirbiego są pozostali herosi Nintendo, tacy jak Mario czy Link. Gdyby Star Allies zadebiutowało na premierę Switcha, głodni jakichkolwiek gier posiadacze tej konsoli rzuciliby się na różową kulkę tak, jak ona rzuca się na swoich przeciwników, bezlitośnie ich wsysając. W międzyczasie pojawiło się jednak Super Mario Odyssey, które kompletnie przewartościowało określenie „bardzo dobrej gry platformowej“.

Kirby Star Allies jest zbyt drogi, zbyt krótki i zbyt powtarzalny jak na portfel polskiego gracza.

Grając w ten tytuł nieustannie gryzło mnie przeświadczenie, że Kibry miał zostać czymś znacznie więcej. Jednak w procesie produkcyjnym coś poszło nie tak. Zabrakło nowego filaru, nowego motoru napędowego, który ciągnąłby całą produkcję. Wycięto eksperymentalne obszary i pozszywano to, co zostało. Oczywiście to tylko moje przypuszczenia.

Największe zalety:

  • Bardzo przyjemna dla oka grafika
  • Masa, MASA umiejętności oraz kombinacji żywiołów
  • Wspólna zabawa czterech graczy na jednym ekranie

Największe wady:

  • Zbyt wysoka cena (249 zł)
  • Zbyt krótka
  • Zbyt mało nowych pomysłów
  • Zbyt wiele ekranów ładowania
  • Zbyt prosta

Jeżeli macie ochotę na dobrą platformówkę dla Switcha, istnieje spory wybór. Super Mario Odyssey, Rayman Legends, Celeste, Hollow Knight, Sonic Mania, LEGO Marvel Super Heroes 2, RIME, SteamWorld Dig 2, a już niebawem Donkey Kong: Tropical Freeze – to wszystko udane produkcje, które oferują odpowiednie proporcje wyzwania, satysfakcji, zmienności oraz kreatywności.

Dołącz do dyskusji

Advertisement