Nauka języków nigdy nie była tak prosta. YouTube i aplikacje przekonały mnie do hiszpańskiego

Felieton/Technologie 01.03.2018
Nauka języków nigdy nie była tak prosta. YouTube i aplikacje przekonały mnie do hiszpańskiego

Nauka języków nigdy nie była tak prosta. YouTube i aplikacje przekonały mnie do hiszpańskiego

Uwielbiam poznawać nowe programy. Z przyjemnością wchłaniam wszelkie tutoriale, szkolę się zawodowo i prywatnie. Do tego wszystkiego dołożyłem naukę języka. Czy było warto?


Tak. Dla mnie nauka powinna mieć wiele wspólnego z zabawą. Oczywiście poznawanie gramatyki i słówek, nie przychodzi łatwo, ale gdy mogę bawić się ucząc, to dlaczego z tego nie skorzystać? Tym bardziej, że rozwój technologii temu sprzyja.

Jak połączyć przyjemne z pożytecznym?

W moim przypadku nauka zaczęła się od szukania informacji o życiu w Hiszpanii. Na YouTubie trafiłem na kilka kanałów, które znacząco pogłębiły moją wiedzę i nie ukrywam, że pomogły mi w poznawaniu języka hiszpańskiego.

Pierwsza była Juszes. Prawdopodobnie w realnym życiu nie zostalibyśmy przyjaciółmi, ale w poszukiwaniu informacji na temat Hiszpanii, to jej vlog okazał się pomocny. Dowiedziałem się z niego ile kosztuje życie w tym kraju, co robić, a czego unikać. To wszystko było tylko jedną z wielu inspiracji do nauki hiszpańskiego.

Kayka i Jesus Garcia – kolejni youtuberzy, którzy mi pomogli.

To od nich nauczyłem się kilku podstawowych zwrotów, dowiedziałem się jakie są różnice między hiszpańskim na półwyspie Iberyjskim i np. na Kubie.

Do tej pory z tym językiem miałem do czynienia głównie podczas meczów piłkarskich, czasem w serialach i filmach. Dzięki vlogom oswoiłem się z mówionym hiszpańskim. Dwa wspomniane kanały nauczyły mnie, jakich zwrotów używać w codziennej komunikacji.

Nagle odkryłem Lyricstraining.

Twórcy aplikacji wpadli na fenomenalny pomysł. W trakcie oglądania teledysków i słuchania muzyki, naszym oczom ukazują się kolejne wersy piosenek. Zadaniem w trakcie nauki jest uzupełnianie luk, pojawiających się co jakiś czas w tekście. Brakujący fragment uzupełniałem ze słuchu, a jeżeli nie zdążyłem wpisać jakiegoś słowa, film zatrzymywał się, a ja mogłem na spokojnie wpisać brakujące słowo.

Oczywiście, jeżeli jakieś słowo było mi obce i nie wiedziałem jak uzupełnić wers piosenki, mogłem przejść do dalszej części. W takiej sytuacji luka była wypełniana automatycznie. Genialne w swej prostocie. Dzięki temu mechanizmowi nauka języka stała się bardzo prosta.

Później moim życiu pojawiło się Duolingo.

Bardzo długo zbierałem się do nauki hiszpańskiego i tak naprawdę dopiero ta aplikacja przekonała mnie do tego, że warto. Spędziłem z nią blisko rok, codziennie wykonując zadania premiowane punktami.

Gdy zacząłem przygodę z Duolingo byłem nim totalnie zafascynowany. Oparcie na systemie grywalizacji bardzo wciąga. Wykonując codzienne zadania, kontynuowałem serię, która premiowana była dodatkowymi bonusami. Gdybym pominął ćwiczenia, mógłbym stracić cały punktowy dorobek.

Minęło 20, 50, 100 dni i nagle zrozumiałem, że jestem uzależniony. Niestety, przez różne wyjazdy straciłem swoje osiągnięcia. Jakoś się z tego podniosłem.

Duolingo uzależnia.

Twórcy aplikacji dają możliwość przywrócenia serii po wniesieniu opłaty. Zapłaciłem raz, drugi, ale przy trzecim pojawiły się wątpliwości. Uzależnienie od nauki jest dobre, ale ostatecznie powiedziałem dość.

Przystępując do nauki miałem nikłe pojęcie o hiszpańskiej gramatyce. Słówek znałem tyle, co kot napłakał. Po kilku tygodniach z aplikacją zauważyłem, że zasób słownictwa zdecydowanie się zwiększył.

Zacząłem rozumieć więcej w mowie i piśmie. Przerobienie kilkudziesięciu tematycznych lekcji, pogrupowanych i ułożonych tak, by zaczynać naukę od podstaw sprawiło, że nabrałem wiatru w żagle.

Gdy teraz pojadę do Hiszpanii, nie będę czuł się tak zagubiony. 
Wyjeżdżając za granicę posługuję się z reguły językiem angielskim. W ogólnym rozrachunku nie mam kłopotów z komunikacją, ale podczas mojej pierwszej wizyty w Madrycie pojawił się problem.

Gospodarz naszego apartamentu, wynajętego przez AirBnb, nie znał ani słowa po angielsku. Razem z narzeczoną komunikowaliśmy się z nim przez translator Google’a. Jego długie hiszpańskie monologi wprowadzały mnie w stan zakłopotania, ponieważ nie rozumiałem ani słowa. Dzisiaj jestem przekonany, że czytelny byłby dla mnie, co najmniej kontekst jego wypowiedzi.

Kolejny krok? Nauka władania językiem.

Przede mną najtrudniejsza część nauki. Hiszpański stał się dla mnie językiem bardziej zrozumiałym, nauczyłem się kilkuset słówek, poznałem podstawy gramatyki. Sporo rozumiem i jestem w stanie wydukać po hiszpańsku więcej niż – si, dos cervezas por favor, ale doskonale wiem, że to dopiero początek.

Nigdy nie miałem talentu do języków i wiem, że minie sporo czasu, nim opanuje nowe umiejętności na poziomie zadowolającym mnie i moich hiszpańskich rozmówców.

Dziś wiem jednak jedno – nauka języków jeszcze nigdy nie była tak przyjemna, a korzystanie z powyższych metod polecam wam choćby dla czystej przyjemności. Korzystając z nich nie przygotujecie się do egzaminów, ale z pewnością ułatwicie sobie komunikację przy okazji kolejnego urlopu.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement