Dlaczego Apple nie robi powerbanków? Chyba znam odpowiedź – 260 tys. powerbanków Amazonu zagrożonych zapłonem

Felieton/Technologie 14.03.2018
Dlaczego Apple nie robi powerbanków? Chyba znam odpowiedź – 260 tys. powerbanków Amazonu zagrożonych zapłonem

Dlaczego Apple nie robi powerbanków? Chyba znam odpowiedź – 260 tys. powerbanków Amazonu zagrożonych zapłonem

Wczoraj zastanawiałem się, dlaczego Apple nie robi powerbanków. Dzisiaj chyba dostałem odpowiedź – 260 tys. powerbanków Amazonu zagrożonych zapłonem.

Kilka dni temu przełożyłem główną kartę SIM ze starego Google Pixela XL do nowego iPhone’a 7. Mimo tego, że Pixel miał już akumulator zmęczony przez długie miesiące intensywnej pracy, to i tak czasem pracy na jednym ładowaniu rozkłada iPhone’a 7 na łopatki. Nie powinno to dziwić – Pixel XL ma ogniwo o pojemności 3450 mAh, a iPhone 1960 mAh.

Zastanawiałem się jednak, dlaczego Apple nie wprowadził do swojej oferty powerbanków.

Jako klient wolałbym kupić powerbank od Apple z kilku względów.

Po pierwsze byłby ładowany za pomocą złącza Lightning, więc nie potrzebowałbym do niego osobnej ładowarki. Po drugie mam poczucie, że taki zewnętrzny magazyn energii od Apple byłby… bezpieczniejszy. Chyba za dużo naoglądałem się filmów, na których powerbanki stają w płomieniach.

Właśnie dlatego mając powerbank od Apple czułbym się bezpieczniej.

Dlaczego Apple nie robi powerbanków?

Apple w ofercie ma w zasadzie tylko jedno urządzenie, które można określić mianem banku energii. Jest nim ten paskudny garb wielbłąda etui Smart Battery Case:

Poza tym jednym (niechlubnym) wyjątkiem, w portfolio Apple nie ma powerbanków.

Do wczoraj podejrzewałem, że wynika to z kwestii bezpieczeństwa i ewentualnych konsekwencji wizerunkowych. Dzisiaj jestem już tego niemal pewien.

Przeczytałem, że Amazon musi ściągnąć z rynku 260 tys. powerbanków, które są zagrożone zapłonem. Są to ogniwa o pojemności od 2000 mAh do 16100 mAh.

Co by się stało, gdyby podobna wpadka spotkała Apple?

O sprawie Amazonu nie piszą lub niemal nie piszą polskie media. Za granicą ten temat też nie wzbudza przesadnej sensacji, a amerykańskie serwisy technologiczne poświęcają mu wyłącznie pojedynczy, mały news.

Stawiam dolary przeciwko orzechom, że gdyby konieczność wycofania z rynku ponad ćwierć miliona zewnętrznych akumulatorów spotkała Apple, to mielibyśmy do czynienia z branżowym tematem numer jeden przez kilka tygodni.

Newsy, analizy, próby wyjaśnienia, jak zbudowany jest powerbank i co spowodowało, że może zapalić się lub wybuchnąć. Próba znalezienia winnych – projektant, wykonawca, fabryka, konkretna seria uszkodzonych urządzeń. Miliony poradników wyjaśniających, jak sprawdzić, czy posiadane przez użytkownika ogniwo jest bezpieczne lub wymaga wymiany. Próby wyjaśnienia zagadnień fizycznych i chemicznych związanych z przesyłaniem i magazynowaniem energii elektrycznej. A na koniec śledzenie wykresów giełdowych i próba oceny, ile Apple stracił na tej aferze.

Podejrzewam, że Apple doskonale zdaje sobie sprawę, że w razie wpadki z powerbankami, tak by to właśnie wyglądało.

Można teraz zapytać, że czy jeśli Nowak rzeczywiście ma rację, to jak wytłumaczyć obecność na rynku etui Smart Battery Case. Warto jednak zauważyć, że takie etui ma stosunkowo niewielką pojemność, jak na powerbank, a dodatkowo przylega ściśle do smartfona – drogiego urządzenia, o które dba użytkownik. W przeciwieństwie do zewnętrznych akumulatorów istnieje mniejsza szansa na to, że zostanie uszkodzone w bagażu, podczas jego przenoszenia, transportu itp.

Dołącz do dyskusji

Advertisement