Interia.pl – internetowy kolos bez znaczenia

Felieton/Media 23.03.2018
Interia.pl – internetowy kolos bez znaczenia

Interia.pl – internetowy kolos bez znaczenia

Kiedy patrzę na Interię, to jako osoba pasjonująca się internetowymi trendami, widzę kandydata na trupa.

Onet.pl ma Kuźniara, który robi im jedyne sensowne video na portalach oraz wielu naprawdę niezłych dziennikarzy, którzy nawet całkiem niedawno zatrzęśli Polską. Wirtualna Polska ma Brańskiego, Świderskiego czy Plonę, którzy ciągle kombinują jak UX-owo i biznesowo odmienić oblicze sieci, tej sieci. Gazeta.pl chyba najlepiej czuje format portalowy na styku giganta i kameralnej blogosfery, Wyborcza podrzuca jej teksty, a autorzy momentami zdają się tam być nawet nieanonimowi.

A Interia, przynajmniej w mojej ocenie, nie ma nic. A mimo to i tak jest wielka. Przyznam szczerze, że tego fenomenu nie rozumiem.

Moja przygoda z Interią rozpoczęła się w grudniu 2000 roku. Tata założył mi e-maila oraz konto hostingowe, gdzie zafascynowany Pajączkiem – ku mojemu rozczarowaniu – stronę internetową ostatecznie postawiłem z szablonu. To był pierwszy raz, kiedy Kralka poszedł w online, choć po prestiżowym kraleczka.w.interia.pl nie ma już na serwerach portalu śladu. Ale swoje pierwsze lata internetowej aktywności związałem właśnie z portalem należącym do firm Comarch i RMF FM. Miło wspominam tamten czas, z perspektywy dziecka Interia przyciągała sympatyczną, żółciutką oprawą graficzną, wyróżniając się na tle bardzo mocno siebie przypominających portali, wśród których prym wiodły Onet, Wirtualna Polska i chyba jeszcze troszkę Hoga.pl (Gazecie było daleko do dzisiejszej popularności).

Wybaczcie, jeśli będę w swoich odczuciach nieprecyzyjny – nigdy nie spodziewałem się, że po latach będę pisał taki tekst.

Ale mam wrażenie, że Interia zaliczyła (m.in. za sprawą bardzo dobrych skrzynek e-mail) szybką ekspansję na początku XXI wieku, całkiem nieźle sobie radziła jeszcze parę lat później, a spadek jej realnego znaczenia – w moim odczuciu – zaczął się koło 2004 r. Nie wykluczam, że pewna w tym rola na przykład Gazeta.pl, która z kolei w tamtym okresie zaczęła walczyć o swoją podmiotowość na rynku internetowych portali, był duży redesign, nowe logo z różowymi kropeczkami, znane kabarety w kampaniach – to było takie pierwsze, naprawdę duże uderzenie z reklamą portalu, jakie pamiętam.

Z czasem znika charakterystyczna, żółta oprawa graficzna, a serwis przejmuje Wydawnictwo Bauer, które jest jego właścicielem do dziś. Na rynkach dużych portali powoli zaczyna się mała rewolucja, rodzą się trendy odchodzenia od domeny głównej, blogi tematyczne: zCzuby, Pudelki, Bryły, Polygamie, Plejady, etc. Interia próbuje to wszystko robić, ale wiecznie wobec swoich konkurentów spóźniona. Jeśli duże portale rywalizowały między sobą o to, kto zrobi najlepszy serwis tematyczny na dany temat, to w moim prywatnym odczuciu Interia zawsze robiła ten najgorszy.

Interii nie ma. Interia nie istnieje w mojej głowie, Interii nie ma w moich wynikach wyszukiwania Google, Interia nie pojawia się na moim Twitterze, nie widziałem jej jeszcze w historiach znajomych na Facebooku.

Jeśli już trafiam na Interię to dlatego, że mój operator przekierowuje na nią, kiedy w polu adresu przeglądarki internetowej wpiszemy dupadupaoksdosdkokskofdskob.pl, to wtedy Multimedia mówi, że nie ma takiej strony, ale w tle Interia nabija sobie odsłonę.

Subblogi, choć akurat Business Insider nie potwierdza tej reguły, nie są już dziś dla portali atrakcyjne i te wolą unifikować treści w ramach swojej głównej domeny. Większość portali swoją przyszłość dostrzega w ecommerce. Dlatego po wejściu na Gazeta.pl codziennie jesteśmy zalewani propozycjami stylówek i informacją „te kultowe adidasy nigdy nie były tak tanie” gdzieś pomiędzy najważniejszymi newsami dnia – trzy słowa: pro wi zje. Na Interii z e-commerce widzę gry online, czyli tak w portalowych trendach sezon jesień/lato 2009.

Interia.pl – gigant, którego fenomenu nie rozumiem

Interia jako jedyny z dużych portali nie porwał się na własną telewizję – może to i lepiej, bo te portalowe telewizje z wyjątkiem audycji Onet Rano, to i tak wielka porażka. Ale nie oszukujmy się, przecież ostatnia dekada Interii pozwala podejrzewać, że telewizji nie odpuścili sobie z powodu chłodnych kalkulacji i znakomitej znajomości rynku, tylko temat po prostu przespali. Albo, też w ich stylu, ogłoszą atak na Multipleks, gdy już Orłoś (obecnie WP TV) dawno odbije Teleexpress.

Interia.pl jest najgorzej prowadzonym portalem w Polsce. Przeglądam właśnie ich stronę główną i w mojej ocenie wygląda to jak poczynania niedoświadczonego Onetu z okolic 2005 r. Nagłówki adresowane do czytelnika, który musiałby odkryć internet wczoraj, żeby w ogóle w nie klikać – „Coś się stało, zobacz co!”, „Nie uwierzysz, co się stało”. Albo nawet nie będę sobie żartował: „Zakaźna choroba nie odpuszcza. Umiera coraz więcej osób” (okazuje się, że grypa) czy „Donald Tusk skomentował gigantyczną aferę” lub „Stefan Hula przyznał, że zawsze go kusi, ale…” (nie wybierałem jakoś przesadnie, wklejam jak leci). Napisałem kiedyś na Spider’s Web całkiem niezły – jak na mnie – tekst o tym czym jest clickbait. Że czytelnicy nie mają racji, że to sztuka zrobić dobry nagłówek, który sprzeda tekst, a zarazem czytelnik nie poczuje się oszukany. Tak działa dziś już większość serwisów w sieci. Ale nie – to, co zobaczymy na stronie głównej Interii… to już ordynarna forma clickbaita. Tak ordynarna, że wobec tak doświadczonego internauty jak ja kompletnie nieskuteczna, aseksualna wręcz – z góry zakładam, że kryję się pod tym sensacja tak tania, że nieistotna.

Portal od paru lat nie modyfikował swojego wyglądu. Jest w miarę przejrzysty, ale to chyba jeden z nielicznych atutów, które mu pozostały. Kiedy patrzę na Interię, to jako osoba pasjonująca się internetowymi trendami, widzę kandydata na trupa.

Tak jednak nie jest. Mocno opóźniony w czytaniu trendów, z fatalnie wydawaną stroną główną, brakiem opiniotwórczych tekstów i autorów, słabo obecny w mediach społecznościowych, jako Grupa jest zdecydowanie bliżej Wirtualnej Polski i Onetu, niż czwartej w tym zestawieniu gigantów Gazeta.pl. Szczerze mówiąc nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Wygląda na to, że upadek wcale nie jest bolesny i może nawet nam nie grozi, jeśli tylko wzniesiemy się odpowiednio wysoko. Inaczej sobie tego wytłumaczyć nie potrafię.

Dołącz do dyskusji

Advertisement