Podczas stażu w Comarchu nie realizuje się projektów do szuflady. Co roku firma przyjmuje 300 stażystów

Podczas stażu w Comarchu nie realizuje się projektów do szuflady. Co roku firma przyjmuje 300 stażystów

Podczas stażu w Comarchu nie realizuje się projektów do szuflady. Co roku firma przyjmuje 300 stażystów

Comarch to duża polska firma realizująca projekty IT w najróżniejszych branżach. Co roku przyjmuje ona w swoje szeregi ponad 300 stażystów, z których 70 proc. zostaje w firmie na stałe. Jedną z nich jest Dominika, która zapytana o to, co wyróżnia Comarch odpowiada: „człowiek czuje się tu jak pasujący puzzel, a nie jak malutki trybik”.

Co wyróżnia staż w Comarchu? Bardzo często studenci pracują na realnych, biznesowych projektach, które po testach mają szansę znaleźć się na produkcji. Nie są to więc projekty do szuflady. W końcu dla dzisiejszych millenialsów bardzo ważny jest tzw. impact tego, co robią.

Stażów jest też kilka rodzajów. Ten programistyczny, oparty jest na technologiach Java, .Net, C++, bazach danych i web developmencie, ale są również staże dla inżynierów systemowych oraz staż telekomunikacyjny. Dominika dzięki doświadczeniu w Javie trafiła na ten pierwszy. Udało mi się z nią porozmawiać i zapytać o realia pracy w Comarchu z perspektywy stażystki.

Dominika jest absolwentką informatyki na krakowskim AGH, ale pracę w Comarchu zaczęła jeszcze przed zakończeniem studiów inżynierskich. Pierwsze trzy miesiące były stażem, ale później została na dłużej.

Biuro Comarchu. Autor Piotr Krajewski.

Karol Kopańko, Spider’s Web: Stażowanie na studiach wielu osobom kojarzy się z kserowaniem dokumentów przełożonym i parzeniem kawy. To stereotyp, który chyba odchodzi już w zapomnienie, ale zacznę od pytania – czym zajmowałaś się podczas stażu w Comarchu?

Dominika Krzysztofik, Comarch: W trzyosobowym zespole budowaliśmy aplikację. Miało to nam pomóc przy poznawaniu narzędzi i technologii, które normalnie używane są w codziennej pracy przez cały zespół. Takie rozwiązanie pozwalało na szybsze wdrożenie się do pracy, jeśli ktoś został po stażu.

Możesz coś więcej powiedzieć o tej aplikacji?

To był system, który miał pozwolić zespołowi czy subcentrum na łatwe zarządzanie sprzętem i środkami trwałymi, a także możliwymi ich przesunięciami wewnątrz zespołu. Było to dla mnie ciekawe, bo pozwalało na pracę na każdej płaszczyźnie aplikacji, od bazy danych, przez część backendową aż po część najbardziej widoczną dla klienta, czyli frontend.

Czyli już w momencie rozpoczęcia stażu musiałaś umieć programować. Nie jest to praca dla ludzi zupełnie zielonych w tej sferze?

Ja pracowałam już firmie IT i studiowałam informatykę, ale często studenci II roku nie mają jeszcze żadnego komercyjnego doświadczenia. Są przyjmowani na staż na podstawie wyniku z testu kwalifikacyjnego (teoretycznego).

Możesz powiedzieć więcej o swoich studiach?

To właśnie tam obyłam się z pisaniem aplikacji webowych. Na zaliczenie bardzo często musieliśmy pisać mini-programiki w danej technologii. Poznawaliśmy paradygmaty i techniki, a później w dwu-, trzyosobowych zespołach pisaliśmy aplikację. Były one jednak zbyt proste, aby porównywać je do aplikacji Comarchu.

Domyślam się, że tutaj trzeba poświęcić nieco czasu, aby dogłębnie zrozumieć, jak ona działa?

Tak, bo nie tylko wiedza techniczna jest potrzebna, ale również biznesowa. Pisząc własny projekt zna się aplikację od podszewki. Tutaj masz 30 innych osób i musisz uczyć się jakim procesom biznesowym ma służyć aplikacja.

Niezły przeskok: z trzech na 30 osób w zespole.

To było największe zaskoczenie. To jak rozległy jest kod aplikacji. Widzisz miliony pakietów i jesteś pełen podziwu, że to ze sobą wszystko idealnie działa.

Dostałaś jakąś pomoc, aby to wszystko ogarnąć?

Cały staż jest w zasadzie programem mentoringowym, wiec pomoc jest na wyciągnięcie ręki, a poza tym można przecież podejść do biurka kolegi obok i zapytać, jak coś działa czy wymienić się operacjami.

A kiedy ten kolega siedzi w innym mieście albo innym kraju? Comarch jest przecież obecny na wszystkich kontynentach.

Oczywiście umówienie się na Skype’a jest nieco trudniejsze, ale z drugiej strony zyskuje się cenne doświadczenie pracy w międzynarodowym zespole.

Nie było z tego powodu nigdy problemów w komunikacji?

Oczywiście, że problemy komunikacyjne się pojawiają. Praca w zespole, który jest rozbity jest trudniejsza, dlatego przez różne rozwiązania próbuje się pomniejszać możliwe szumy komunikacyjne. Przykładowo: zadania zapisujemy w Jira, a także korzystamy z tych samych technologii i kursów doszkalających. Mamy w głowach te same dobre praktyki.

Jednak zaletą w Comarchu jest to, że większość programistów jest ulokowana w Polsce lub na Ukrainie, gdzie większość osób posługuje się tym samym językiem lub go rozumie, stąd odpada trochę problem związany z tym, że nie można rozmawiać w swoim pierwszym języku, w którym naturalnie potrafimy dużo więcej wyrazić i mamy mniejszą barierę przed wchodzeniem w kontakt z drugą osoba. Dodatkowo nawet jeśli zespół jest rozbity to ze względu na taki w miarę zarządzalny dystans udaje się organizować spotkania, w których ludzie mają okazję się poznać bezpośrednio by wiedzieć, że za monitorem siedzi spoko kolega z Katowic, a nie jakieś wirtualne monstrum ciągle wytykające nam nasze błędy w kodzie.

A ile jest pracy kreatywnej w codziennym kodowaniu w twoim wypadku?

Gdyby ktoś chciał jej codziennie, to oczywiście tak nie jest. Im bliżej rdzenia aplikacji się pracuje, tym jest bardziej kreatywnie. Wynika to z tego, że firma chce być konkurencyjna i dostarczać klientom najlepsze rozwiązania możliwie szybko, a ich dopasowywanie do indywidualnych wymagań już takie kreatywne nie jest.

A co jeśli komuś dany projekt nie odpowiada i chciałby się przenieść do innego? Czy takie coś jest możliwe?

W Comarchu mamy rekrutację wewnętrzną, więc jeśli komuś nie odpowiada jedna dziedzina, można się przenieść do innego sektora.

Ok, w takim razie po trzech miesiącach kończy się twój staż i… zostajesz w pracy?

Pod koniec stażu razem z kierownikiem oceniamy jego efekty i podejmujemy decyzję o kontynuowaniu współpracy lub nie. 70 proc. stażystów zostaje, bo im się podoba. Ze mną również tak było.

Co w takim razie sprawiło, że zostałaś tu na stałe?

Oprócz ciekawego, rozwijającego projektu i świetnej atmosfery, to elastyczny czas pracy. Powiedziałam mojemu kierownikowi, że chcę zrobić drugą magisterkę z psychologii w biznesie i nie było z tym problemów. Zostałam pochwalona, że wiedzę będę mogła później wykorzystać w pracy. Teraz mogę w środku dnia wyskoczyć na laboratoria i wrócić, aby dokończyć pracę.

Gdybyś miała więc poradzić coś osobom, które w przyszłości chciałyby zacząć swoją przygodę z Comarchem, to co byś powiedziała?

Fajnie jest mieć już jakieś doświadczenie, choć wszyscy przychodzą tu na staż, aby się uczyć. Wiedzę trzeba zresztą chłonąć jak gąbka i zadawać pytania, jak się czegoś nie rozumie. Wiadomo, wykształcenie informatyczne bardzo się przydaje, bo dzięki niemu mamy szeroką wiedzę z różnych dziedzin.

Nikogo jednak nie można skreślać. Na co dzień widzę osoby po innych kierunkach, które świetnie sobie u nas radzą. Są to jednak przeważnie kierunki techniczne, jak np. matematyka.

To na koniec pytanie o atmosferę. Comarch to ogromna firma. Nie jest więc tak, że dominuje korporacyjny nastrój?

Zupełnie nie. Choć kampus liczy 7 budynków, to nie wieje korporacyjną nudą. Nie mamy też gigantycznych open space’ów, gdzie człowiek czuje się mały jak mrówka, a raczej pokoje po kilka osób. Dodatkowo ludzi przyciąga tu fakt, że pracują dla polskiej firmy z polskim kapitałem i mimochodem wspierają polską gospodarkę. To też ważne.

Partnerem materiału jest firma Comarch.

Dołącz do dyskusji

Advertisement