Sprzedaż tabletów spada, ale ja kupiłem. Dlaczego warto kupić iPada w 2018 roku?

Sprzedaż tabletów spada, ale ja kupiłem. Dlaczego warto kupić iPada w 2018 roku?

Sprzedaż tabletów spada, ale ja kupiłem. Dlaczego warto kupić iPada w 2018 roku?

Tak, wiem, że sprzedaż tabletów leci w dół. Tak, wiem, że niektórzy pokładali w nich o wiele większe nadzieje. Tak, wiem, że Google zachowuje się jakby zapomniał o tabletach i Androidzie dla nich. Tak, wiem, że poza Apple’em niemal nikt nie traktuje poważnie tej kategorii produktów. Mimo wszystko niedawno kupiłem iPada – mój drugi tablet w życiu – i jestem zadowolony. Powiem więcej – szczerze polecam zakup iPada w 2018 r.

Dlaczego jeśli tablet, to iPad?

Kwartalne i roczne raporty sprzedaży tabletów nie pozostawiają złudzeń. Ta grupa produktów miała już swoje 5 minut. Teraz trwa okres stagnacji połączony ze spadkami. Sprzedaż całej grupy produktów spadła w 2017 r. (rok do roku) o 6,5 proc.

Najwięksi producenci tabletów to aktualnia Apple, Samsung, Amazon, Huawei i Lenovo. Tylko, że ich pozycja też nie jest ani stabilna, ani pewna. Samsung i Lenovo sprzedają coraz mniej tabletów. Najsilniejszy jest Apple, ale on w 2017 r. rósł znacznie wolniej (3 proc.) od Huaweia (28 proc.) i Amazonu (38 proc.).

Jednak w mojej ocenie to Apple ma najmniej powodów do zmartwień. Sprzedaje najwięcej i jeszcze jest w stanie robić wzrosty. Mniejsi gracze łatwiej mogą zaliczyć wzrosty, ale są uzależnieni od zewnętrznych twórców oprogramowania na tablety – od Microsoftu, który odpowiada za Windowsa oraz od Google’a, który (nie) rozwija Androida dla tabletów. A takie uzależnienie może być niebezpieczne.

Odnoszę wrażenie, że Google już postawił krzyżyk na tabletach z Androidem. Ostatni tablet z rodziny Nexus zadebiutował w 2014 r. Rok po nim zadebiutował jeszcze Pixel C, a potem była cisza. Zero nowych tabletów Google, zero znaczących zmian w Androidzie, które byłyby związane z tabletami. Google eksperymentuje obecnie z Chrome OS i wiele mówi się o fuzji tego systemu z Androidem. W efekcie mógłby powstać nowy system operacyjny stworzony z myślą o tabletach i komputerach. To jednak melodia przyszłości. Nikt nie wie, kiedy to będzie, czy będzie na pewno, a jeśli będzie, to czy odniesie sukces. W mojej ocenie wątpliwości związanych z tabletami (i komputerami) z systemem Google’a obecnie jest zbyt wiele, aby decydować się na zakup takiego sprzętu.

Jest jeszcze Windows, ale tutaj też widzę zgrzyt. Strategia Microsoftu jest totalnie nieczytelna, chaotyczna i trudno jej zaufać. Był Windows RT dla tabletów i hybryd, który umarł równie szybko, jak się pojawił. Teraz jest Windows 10 i Windows 10 S, ale rozwój tego oprogramowania oraz aplikacji pisanych dla niego idzie bardziej w stronę komputerów i hybryd niż typowych tabletów. Dlatego też myśląc o tablecie bardzo szybko odrzuciłem tę opcję.

Pozostał iPad.

iPad może być tani

Gdy wykluczyłem Androida i Windowsa dotarło do mnie, że „idę w iOS”, a to zwiastowało spore wydatki. iPad Pro 10,5 cala na stronie Apple zaczyna się od 3199 zł, wersja z większym ekranem (iPad 12,9 cala) startuje od 3999 zł. Są to kwoty, za które ludzie kupują komputery, a nawet samochody. Nie zamierzałem dawać tyle za tablet.

iPad mini 4 to trochę tańsze (start od 2199 zł), ale za to bardzo małe urządzenie, które zupełnie nie pasowało do moich potrzeb.

Jest jednak jeszcze iPad 9,7 cala (2017), którego cena w na stronie Apple zaczyna się od 1799 zł. Tyle powinien kosztować dobry tablet – pomyślałem. Nie poprzestałem jednak na poszukiwaniach. Szybko okazało się – co nie było w zasadzie niespodzianką – że w innych sklepach, nawet tych ze statusem Apple Premium Reseller, iPada 2017 można kupić bez problemu za ok. 1600 zł.

Oczywiście to nadal więcej niż najtańsze tablety z Androidem, ale umówmy się – wiele tych sprzętów za kilka stówek, pod którymi uginają się półki w hipermarketach, nie nadaje się w zasadzie do niczego i źle działa nawet tuż po wyciągnięciu z pudełka.

Tragiczne wykonanie, stare podzespoły, niewystarczająca specyfikacja techniczna, brak zapasu mocy, słaby akumulator i system operacyjny zapomniany przez producenta – bez szans na jakiekolwiek aktualizacje w przyszłości. Taki zakup to często więcej problemów niż radości płynących z korzystania i pracy na nowym sprzęcie. A ja nie chciałem kupować problemów. Chciałem kupić narzędzie do pracy mobilnej oraz kanapowej rozrywki. Dlatego cenę ok. 1600 zł za iPada uznaję za niską w sam raz.

Wielki ekran to olbrzymia wygoda

Miałem kiedyś tablet. Nie śmiejcie się, ale to był Samsung Galaxy Tab. Tak, ten pierwszy – z 2008 r. Miał Androida 2.2 Froyo, był gruby, plastikowy. Dokupiłem do niego stację dokującą i korzystałem dzielnie przez wiele miesięcy. W domu mamy jeszcze iPada mini, ale to nigdy nie był „mój tablet”. Oczywiście z racji tego, że jestem wydawcą Spider’s Web, przez moje ręce przechodzi masa innych tabletów – testowe modele z Androidem to do niedawna była codzienność. Co jakiś czas korzystałem też z konstrukcji z Windowsem. Także nie wypadłem z tabletowego świata ani na moment.

Jednak iPad 9,7 momentalnie oczarował mnie wielkim ekranem. Tak bardzo, że przeniosłem na niego wiele aktywności i zadań, które do tej pory z powodzeniem robiłem na smartfonie w rozmiarze XL.

Duży ekran tabletu doskonale spisuje się w pracy mobilnej, edycji tekstu, pisaniu maili, edycji zdjęć i wideo – tych dwóch ostatnich rzeczy niemal nigdy nie robiłem na telefonie, bo nie było to odpowiednio wygodne.

Do tego dochodzi mobilna rozrywka – filmy na Netfliksie, przeglądanie YouTube’a, czytanie wiadomości i magazynów oraz świetne gry, które na większym ekranie są znacznie, znacznie lepsze – np. taki PUBG Mobile.

iPad, czyli ponad milion aplikacji

Apple chwali się, że w sklepie App Store jest ponad milion aplikacji stworzonych z myślą o iPadzie i jego dużym ekranie. Nie liczyłem ich, ale wierzę na słowo.

Do każdego zadania, jakie przyszło mi do głowy, znalazłem aplikację przygotowaną specjalnie dla iPada. Notatki i pakiety biurowe, wiadomości ze świata, media społecznościowe, muzyka, wideo, telewizja, edycja zdjęć, edukacja, gry – na iPadzie niczego nie brakuje.

Dobrych aplikacji jest tak dużo, że liczba zainstalowanych pozycji na iPadzie bardzo szybko kilkakrotnie przekroczyła tę, którą mam na smartfonie.

Odkrywanie aplikacji ułatwia nowy App Store, który codziennie poleca wybrane pozycje z różnych kategorii, ale nie robi tego tak, jak sklep Google Play. W App Store codziennie przygotowywane są artykuły na różne tematy, które promują pojedyncze aplikacje lub całe kategorie tematyczne. Dzięki temu odkrywanie nowych aplikacji mobilnych znowu mnie wciągnęło. A myślałem, że już nic mnie nie może pod tym względem zaskoczyć i na Androidzie dość konsekwentnie tkwiłem przy niemal niezmieniającym się zestawie programów. Tymczasem dzięki iPadowi odzyskałem frajdę z testowania i poszukiwania nowych aplikacji.

iPad zawsze jest naładowany

Wielki ekran i olbrzymia liczba zainstalowanych aplikacji mogą sugerować, że iPad nie jest urządzeniem przesadnie mobilnym, ponieważ wymaga od użytkownika częstego przebywania w pobliżu gniazdka. Bzdura.

Z iPada korzystam bardzo intensywnie. Codziennie robię na nim prasówkę, oglądam wideo, czytam magazyny, gram w gry i… ładuję go co kilka dni. Producent informuje, że iPad 9,7 cala może pracować bez przerwy 10 godzin. To całkiem możliwe, a mam wrażenie, że czasami wykręcam jeszcze lepsze wyniki.

Zadziwia mnie optymalizacja oprogramowania w iPadzie, ponieważ tablet zdaje się nie rozładowywać, gdy jest uśpiony. Czasem, gdy korzystam z niego mniej, odpinam go od ładowarki rano, a gdy siadam do niego po paru ładnych godzinach, to akumulator naładowany jest nadal w 100 proc. Nic nie uciekło.

Skoro iPad jest duży, to telefon może być mały

Dodatkowy atut tabletu jest taki, że świetny akumulator iPada i jego duży ekran przyciągają mnie na tyle często, że są dni, w które niemal nie korzystam ze smartfona. Czasem odbiorę tylko jakieś połączenia – co zresztą mogę robić nawet na iPadzie lub iMacu, bo tak świetnie dogadują się z iPhone’em.

Dlatego po zakupie iPada zdecydowałem się przełożyć główną kartę SIM z dużego Google Pixela XL do małego iPhone’a 7. Mniejszy akumulator iPhone’a przestał odstraszać i być problemem, gdy okazało się, że po smartfon zacząłem sięgać zdecydowanie rzadziej.

A mały telefon to nie tylko mniejszy akumulator. Są też zalety – wygodna obsługa jedną ręką, możliwość schowania smartfona w każdej kieszeni, czy nawet wygodniejsze korzystanie z uchwytów samochodowych, do których olbrzymie smartfony w futerałach ochronnych często wchodzą z trudnością.

Nowy iOS to zupełnie nowy iPad

System operacyjny iOS 11 Apple reklamuje hasłem „Duża rzecz dla iPhone’a. Wielka dla iPada.”. Nie sposób się z tym nie zgodzić.

Nowa aplikacja Pliki jest genialna – w jednym miejscu zbiera wszystkie dokumenty, zdjęcia i filmy, które mamy zapisane w pamięci iPada, ale również w chmurze iCloud oraz zewnętrznych chmurach takich jak Dysk Google, Box czy Dropbox.

Dzięki tej zmianie praca mobilna na iPadzie weszła na wyższy poziom i niektórzy mogą śmiało myśleć o tym, aby uczynić z iPada (albo lepiej z iPada Pro) swoje główne mobilne urządzenie komputerowe.

Pliki to jednak nie koniec zmian. W zasadzie to sam początek.

iOS 11 wprowadził w iPadach Dock, czyli dolną belkę ze skrótami do wybranych przez nas aplikacji oraz kilku ostatnio używanych. Belkę tę możemy w każdej chwili wyciągnąć, co pozwala na łatwe przełączenie się między aplikacjami oraz korzystanie z trybu wielozadaniowości.

Do niedawna iOS na iPadzie pozwalał na wyświetlanie tylko jednej aplikacji na raz. Z jednej strony było to dobre – poprawiało koncentrację i komfort pracy z jednym programem. Z drugiej strony pracując na – stale rosnących – ekranach iPadów coraz częściej pojawiała się potrzeba nie tylko szybkiego przełączania między aplikacjami, ale nawet otwarcia i pracy na dwóch programach jednocześnie. Teraz możemy to zrobić. I to na dwa sposoby.

Pierwszy pozwala na wyświetlenie jednej aplikacji nad drugą w formie pływającego okienka. Drugi dzieli ekran na równe lub nierówne części – wybór zależy od nas – i obie aplikacje są dostępne w tym samym czasie.

Co więcej, działa funkcja przeciągnij i upuść, więc można swobodnie chwycić zdjęcie w jednym oknie i dodać je do maila w drugim.

iOS 11 był olbrzymim powiewem świeżości dla iPada. I przyznaję, że gdyby nie ta aktualizacja, to nie wiem, czy zdecydowałbym się na zakup tabletu. Być może zamiast iPada kupiłbym wtedy jakiegoś MacBooka. Ale wtedy niepotrzebnie bym przepłacił. iPad z iOS 11 idealnie wpisał się w moje potrzeby.

Jeszcze jeden powód, żeby kupić iPada?

Dzisiaj o godzinie 17:00 odbędzie się konferencja Apple poświęcona edukacji. Wiele wskazuje na to, że właśnie wtedy firma zaprezentuje również nowego, jeszcze tańszego iPada. Jeśli przedpremierowe przecieki się potwierdzą, to nowy iPad będzie kompatybilny z rysikiem Apple Pencil znanym do tej pory wyłącznie z drogiego iPada Pro.

Zaglądajcie na Spider’s Web – będziemy pisać o wszystkich nowościach Apple, które dzisiaj zostaną pokazane.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement