Słuchawki studyjne, których będziesz chciał używać na co dzień. AKG K550 MKIII – recenzja

Recenzja/Technologie 15.03.2018
Słuchawki studyjne, których będziesz chciał używać na co dzień. AKG K550 MKIII – recenzja

Słuchawki studyjne, których będziesz chciał używać na co dzień. AKG K550 MKIII – recenzja

Nieczęsto zdarza się, żeby słuchawki dedykowane pracy w studiu nagraniowym zachęcały do ich wykorzystania także poza nim. W przypadku AKG K550 MKIII jest zupełnie inaczej.

Słuchawki referencyjne mają zazwyczaj trzy wspólne cechy – są niezbyt urodziwe, grają zbyt transparentnie dla przeciętnego słuchacza i nie nadają się do wykorzystania z normalnymi źródłami audio, np. ze smartfonem. I nic dziwnego, w końcu tak je zaprojektowano, by używać ich z profesjonalnym sprzętem audio, by odwzorowywały dźwięk jak najwierniej, nie jak najładniej, a wyglądać nie muszą, bo w studiu nagrań nikogo nie obchodzi ich design.

Takie konstrukcje mają też z reguły dwie inne, wspólne cechy – jakość wykonania przewyższającą słuchawki konsumenckie i wygodę użytkowania, jakiej nie zapewni większość normalnych puszek.

AKG K550 MKIII zachowują dwie ostatnie właściwości słuchawek referencyjnych, ale w żadnym wypadku nie można im przypisać trzech pierwszych.

AKG K550 MKIII wyglądają po prostu ładnie.

– Czy to naprawdę słuchawki studyjne? – pomyślałem, po raz pierwszy wyciągając K550 MKIII z pudełka. Moim wysoce subiektywnym zdaniem te puszki wyglądają za dobrze, żeby zamykać je w studyjnych lochach. Widać, że ktoś je zaprojektował, poświęcił czas na to, aby były nie tylko jak najbardziej funkcjonalne, ale też przyjemne dla oka.

Jedyny ich minus to rozmiar, który znacząco przekracza ogólnie przyjęte normy dla słuchawek wokółusznych, ale do tego można przywyknąć. A że K550 MKIII nie odstają przesadnie od głowy, można w nich bez wstydu wyjść do ludzi.

Wielka szkoda, że producent tego nie przewidział w zestawie sprzedażowym i obok długiego kabla nie dołączył krótszego przewodu, który moglibyśmy podłączyć do smartfona. Bo wierzcie mi, z tych słuchawek można korzystać na smartfonie nic przy tym nie tracąc. W zestawie zabrakło też twardego futerału.

AKG K550 MKIII brzmią dobrze nie tylko z zaawansowanym interfejsem audio i wzmacniaczem słuchawkowym.

Cechuje je dość niska, jak na słuchawki referencyjne, impedancja. 32-ohmową konstrukcję spokojnie można napędzić gniazdem słuchawkowym smartfona, szczególnie gdy są to smartfony z naprawdę dobrym DAC, jak iPhone czy LG V30.

Ja testowałem je z tym ostatnim i nawet gdy nie korzystałem z dedykowanego Quad DAC, byłem zachwycony jakością dźwięku.

Osobiście zawsze wybieram dźwięk transparentny nad sztucznie „kolorowany”, nawet jeśli skutkuje to nieco suchym, surowym brzmieniem. Lubię słyszeć detale i niusanse; alikwoty, które zazwyczaj znikają przysypane toną equalizacji towarzyszącej strojeniu słuchawek.

W AKG K550 MKIII muzyka brzmi tak, jak sobie artysta założył.

Każdą nutkę słychać wyraźnie, nie umyka żaden detal. I tak, słychać to nawet na smartfonie, choć oczywiście dedykowany wzmacniacz czy interfejs audio wynoszą odwzorowanie dźwięku na wyższy poziom.

Miłośnicy szerokiej sceny również znajdą tu coś dla siebie, a separacja instrumentów jest tutaj tak dobra, jak w wielokrotnie droższych słuchawkach audiofilskich.

Przy zakresie częstotliwości 12 – 28 KHz konstrukcja AKG brzmi dobrze w zestawieniu z każdym rodzajem muzyki. Jedynie mocno basowe gatunki, wszelki rap, elektronika, etc., brzmią nieco płasko. Bo o ile bas w AKG K550 MKIII jest wyraźny i selektywny, tak nie można powiedzieć, by był mocny.

A to niestety stwarza pewien problem także w zastosowaniu studyjnym – mówiąc wprost, te słuchawki nieszczególnie się nadają do oceny niskich tonów przy miksowaniu, nie mówiąc o wykorzystaniu przez basistów do odsłuchu.

Za to gitarzyści i pianiści będą nimi zachwyceni, bo środek pasma brzmi w nich cudownie. Góry również są przepięknie otwarte i czyste, pozbawione „zapiaszczenia”, jakie często się zdarza w słuchawkach studyjnych. Jako że AKG K550 MKIII są konstrukcją zamkniętą, bardzo dobrze izolującą dźwięk, zdadzą też egzamin jako słuchawki do nagrywania wokalu oraz instrumentów akustycznych. Wyciek dźwięku jest w nich praktycznie zerowy.

A to po części zasługa niesłychanie wygodnych nauszników.

Nie skłamię, jeśli powiem, że poduszki w AKG K550 MKIII należą do ścisłej czołówki najwygodniejszych na rynku. Gdyby nie istnienie słuchawek Beyerdynamic, powiedziałbym wręcz, że są po prostu najwygodniejsze.

Są bardzo miękkie, szczelnie otulają ucho, nie przepuszczając przy tym dźwięku na zewnątrz. Uszy nie grzeją się też w nich przesadnie i – zachowawszy odpowiednie przerwy, oczywiście – możemy w nich pracować przez cały dzień.

Kolejnym aspektem przyczyniającym się do komfortu tych puszek jest pałąk, który w ogóle nie uciska głowy, gdyż jest należycie szeroki i miękko wyściełany.

Z pałąkiem wiąże się jednak istotny minus AKG K550 MKIII. Jakkolwiek to brzmi… to nie są słuchawki dla ludzi z małą głową. Mój pojemnik na mózg jest przeciętnych rozmiarów, a i tak miałem wrażenie, że przy całkowitym złożeniu pałąka te słuchawki nadal są nieco za duże. Ktokolwiek o mniejszej czaszce nie mógłby już ich wygodnie nosić. Przed zakupem warto się więc upewnić, czy mamy na tyle dużą głowę, żeby dopasować do niej puszki AKG.

Na szczęście jakość wykonania dla każdego będzie równie wyśmienita.

Co tu dużo mówić, AKG K550 MKIII, podobnie jak większość słuchawek studyjnych z wysokiej półki, pewnie przeżyją każde słuchawki konsumenckie. Wystarczy wziąć je do ręki, by poczuć, że zostały stworzone z myślą o ciągłej i intensywnej pracy w otoczeniu, które nie będzie się z nimi cackać.

Po pewnym czasie pewnie przestaną być takie ładne, jak w dniu zakupu, ale nie mam wątpliwości, że nie przestaną działać i być wygodne.

Pałąk i obrotowe puszki są bardzo solidne, konstrukcja ma aluminiowy szkielet, nauszniki można bez trudu wymienić, gdy się zużyją. Do tego przewód o solidnym, gumowym oplocie możemy w każdej chwili wymienić, choć nie sądzę, żeby to było konieczne przez długi czas – wtyczkę zaprojektowano tak, by nie dało się jej łatwo wyrwać lub w inny sposób uszkodzić.

Dla kogo są te słuchawki?

Przy cenie powyżej 900 zł trudno jednoznacznie stwierdzić, że „dla każdego”. Przeciętnego melomana zaspokoją tańsze konstrukcje, nie mówiąc o przeciętnych realizatorach dźwięku, którzy mogą przebierać w świetnych modelach kosztujących połowę kwoty, jakiej życzy sobie AKG.

K550 MKIII oferują jednak wyjątkowy mix tego, co najlepsze w słuchawkach referencyjnych, z możliwością bezkompromisowego codziennego użytkowania. I z tego powodu warte są swojej ceny, niezależnie od tego, czy planujemy wykorzystywać je głównie w domowym zaciszu, czy w studiu nagraniowym.

Dołącz do dyskusji

Advertisement