Prawnicy nie dogadali się z PR-em. To, co właśnie wydarzyło się w Microsoft Store, przechodzi ludzkie pojęcie

News/Biznes 13.02.2018
Prawnicy nie dogadali się z PR-em. To, co właśnie wydarzyło się w Microsoft Store, przechodzi ludzkie pojęcie

Prawnicy nie dogadali się z PR-em. To, co właśnie wydarzyło się w Microsoft Store, przechodzi ludzkie pojęcie

Doskonale rozumiem konieczność ochrony znaku towarowego, jakim jest Windows. Firma Microsoft powinna aktywnie reagować na wszelkie jego naruszenia, jeśli tylko godzi to w jej interesy. Prawnicy Microsoftu niestety nie doczytali ostatniego fragmentu poprzedniego zdania.

Czy ktoś na sali pamięta aplikację Windows Commander? To świetnie zbudowany i inspirowany Norton Commanderem menadżer plików i klient FTP, który był bardzo popularny w czasach, gdy Eksplorator Windows pozostawiał wiele do życzenia. Niektórzy zapewne pamiętają również awanturę, jaka wybuchła w związku z nazwą programu.

Ktoś w Microsofcie dostrzegł rosnącą popularność aplikacji i wystosował do jej twórcy pismo przedsądowe, żądające natychmiastowego wycofania aplikacji z obrotu. Tak Windows Commander stał się Total Commanderem, bo formalnie Microsoft miał rację. Zasady wykorzystywania jego znaków towarowych są publicznie dostępne. Windows Commander wzbogacał jednak Windowsa, a zadzieranie z jego twórcą i klientami nie odbiło się dobrze na wizerunku firmy. Czy znaku Windows.

Teraz mamy powtórkę z historii. I to jeszcze bardziej kuriozalną.

Sklep z aplikacjami Microsoftu istnieje od ponad sześciu lat. I dopiero po sześciu latach prawnicy Microsoftu przypomnieli sobie, że nazwa Windows jest zastrzeżona. Przez sześć lat twórcy wielu aplikacji rozwijali swoje produkty i usługi. Faktycznie, wbrew zasadom związanym z marką Windows.

Problem w tym, że znak towarowy Windows to zasób Microsoftu. Firma ma prawo do jego ochrony, nie jest jednak do niej zobowiązana. Ma prawo sama decydować na jakich zasadach zezwala na jego wykorzystanie i kto może to robić. Ma nad tym pełną kontrolę.

Tymczasem twórcy aplikacji, których nazwy zawierają słowo Windows, zaczęli otrzymywać listy od prawników Microsoftu. Ci domagają się wycofania aplikacji lub zmiany jej nazwy w przeciągu doby. Jeżeli to się nie wydarzy, aplikacja zostanie usunięta z oferty, a konto dewelopera może zostać zawieszone.

Głupie pismo, na dodatek z babolem.

Nie byłoby w tym nic złego, gdyby Microsoft zaczął wysyłać maile do twórców aplikacji, które w jakiś sposób szkodziłyby wizerunkowi marki. Tymczasem maile te dostali między innymi twórcy aplikacji WindowsArea.de czy Dr. Windows, które są narzędziami do wygodnego czytania serwisów internetowych o tych samych nazwach. I które od lat budują społeczność skupioną wokół produktów i usług firmy, niejako je promując i popularyzując.

Windows zastrzeżony

Jakby tego było mało, w teorii mail (patrz wyżej) od Microsoftu zawiera błąd. Prawnicy domagają się usunięcia aplikacji ze Sklepu Windows, co formalnie jest bez sensu. Oficjalne repozytorium aplikacji dla Windows już jakiś czas temu zmieniło nazwę na Microsoft Store. W teorii więc twórcy aplikacji nie mają z czego usuwać swoich tworów, bo to coś wskazywane przez prawników już nie istnieje. Śmieszne i żałosne zarazem.

Zawzięta walka o nazwę Windows to PR-owa katastrofa.

Zaznaczmy i podkreślmy raz jeszcze: Microsoft jest jedynym dysponentem marki Windows, ma prawo o niej decydować, a twórcy wspomnianych aplikacji mają wgląd do zasad, na jakich firma ją udostępnia. Nie zmienia to jednak faktu, że:

  • Nikomu to nie wadziło od 2011 r. aż do dziś;
  • Pismo jest rozsyłane z błędem;
  • Jego adresatami są między innymi podmioty zaangażowane w promocje Microsoftu i Windowsa, które teraz informują na swoich witrynach zgromadzoną przez siebie społeczność o problemie.

Jaki jest bilans zysków i strat tego prawniczego zrywu dla Microsoftu? Odnoszę wrażenie, że to pytanie retoryczne.

Dołącz do dyskusji

Advertisement