Twitter olewa swoich najbardziej zagorzałych fanów

Felieton/Technologie 20.02.2018
Twitter olewa swoich najbardziej zagorzałych fanów

Twitter olewa swoich najbardziej zagorzałych fanów

Niedawna decyzja o zaprzestaniu rozwijania oficjalnej (!) aplikacji Twittera na Maka to kolejny, zapewne nie ostatni, krok w kierunku wybicia wszystkich zewnętrznych usług obsługujących ten serwis społecznościowy.

Brzmi trochę niedorzecznie, prawda? Ale tak właśnie jest, co potwierdza absurdalny bałagan, jaki od lat panuje w Twitterze. Oficjalna aplikacja Twittera na Maka nie była bowiem projektem prowadzonym wewnątrz firmy. Była pochodną legendarnej aplikacji Tweetie, którą Twitter kupił w 2010 r., a następnie wydał jako oficjalny klient serwisu na Maka, by kilka lat później wyprowadzić jego rozwój na zewnątrz.

Dlaczego legendarnej? Otóż dlatego, że w 2010 r. Tweetie był aplikacją, która w rozwoju znacznie wyprzedzała samego Twittera. Jej twórca, Loren Brichter, miał zresztą ogromny wpływ na rozwój nie tylko samego Twittera, lecz całego ekosystemu aplikacji na iOS i OS X. To Tweetie na iPhonie jako pierwsze wprowadziło funkcję pull to refresh, dziś stosowaną praktycznie we wszystkich aplikacjach z feedem (oczywiście kolejną jej inkarnację). To tam pojawiło się też grupowanie tweetów w konwersacje. Z kolei Tweetie na Maka wprowadzało nowy interfejs, który był później wykorzystywany w szeregu innych aplikacji, głównie tych bazujących na listach. Niektóre z rzeczy, które wymyślił Brichter, Apple zaimplementował później do swoich systemowych aplikacji.

Nie tylko Brichter miał kolosalny wpływ na to, jak wygląda, jak działa i jakie funkcje oferuje dziś Twitter. Nie wszyscy pamiętają, że słynne logo Twittera oparte na ptaszku Ollie zostało wymyślone przez… twórców Twitterrific, jeszcze innej zewnętrznej aplikacji do obsługi Twittera. Z kolei kolumny z różnymi elementami interfejsu użytkownika wprowadzili twórcy TweetDecka – aplikacji, którą również Twitter przejął w 2011 r., a od ok. 2015 r. zaprzestał jej rozwijania.

Co tymczasem robi Twitter?

Od dłuższego czasu szefowie serwisu mikroblogowego robią wszystko, by wyciąć wszystkie serwisy zewnętrzne, niejednokrotnie znacznie lepsze od oficjalnych, z których korzystają najbardziej zaawansowani, zazwyczaj długoletni użytkownicy.

Kilka lat temu Twitter wprowadził mocno ograniczone API dla deweloperów zewnętrznych, które nie pozwalały na implementację najnowszych funkcji serwisu oraz ograniczały zasięg niezależnych aplikacji. W ostatnim czasie Twitter zaczyna wręcz wyłączać wsparcie dla wielu aplikacji, w tym głównego bohatera niniejszego tekstu, oficjalnego programu Twitter for Mac. Jest prawie pewne, że w następnej kolejności Twitter pozbędzie się dwóch najpopularniejszych aplikacji zewnętrznych – Twittertific oraz Tweetbot, co będzie oznaczało, że użytkownicy będą zdani na oficjalne aplikacje Twittera lub… – jak w przypadku Maka – na wersję webową.

Dla każdego, kto korzysta z Twittera na komputerze i wykorzystuje go w codziennej pracy, jest jasne, że wersja webowa Twittera znacznie odstaje od zewnętrznych, oddzielnych aplikacji. Jest też po prostu znacznie mniej wygodna nawet od nierozwijanej, działającej źle aplikacji Twitter for Mac.

Jest mi niezwykle smutno, że Twitter ostentacyjnie odwraca się od power-userów, z których część tworzyła wręcz legendę serwisu, rozwijała jego funkcje, podpowiadała nowe rozwiązania, które później przejmowane były przez oficjalne źródła. Twitter robi pod górkę także dziennikarzom, którzy przecież są najbardziej naturalnymi użytkownikami serwisu, jest elementem ich codziennej pracy.

Dołącz do dyskusji

Advertisement