Podziękujmy antyszczepionkowcom. Liczba zachorowań na odrę znów zaczęła rosnąć

Artykuł/Nauka 21.02.2018
Podziękujmy antyszczepionkowcom. Liczba zachorowań na odrę znów zaczęła rosnąć

Podziękujmy antyszczepionkowcom. Liczba zachorowań na odrę znów zaczęła rosnąć

Pamiętacie te piękne czasy, w których nie szczepiliśmy się na odrę? Wirus odry dopadał wtedy 90 proc. dzieci i zabijał jakieś 2 mln osób rocznie. Światowa Organizacja Zdrowia ostrzega, że te czasy mogą powrócić. M.in. dzięki ruchom antyszczepionkowców.

Taki wniosek po raz pierwszy pojawił się w 2017 r., podczas szóstego posiedzenia Europejskiej Komisji Weryfikacyjnej zajmującej się zwalczaniem odry i różyczki. Z badań Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wynika, że w zeszłym roku liczba osób, które zachorowały na odrę zaczęła znowu rosnąć.

Nie jest to dobra wiadomość, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że jeszcze w 2016 r., w Europie udało nam się osiągnąć rekordowy niski poziom, jeśli chodzi o liczbę osób zaatakowanych przez tego wirusa. Rekordowo niski, czyli 5273. Rok później liczba zanotowanych przypadków zachorowań na odrę wzrosła czterokrotnie – do 21315.

Antyszczepionkowcy, szczepienia i odra.

Odra to jedna z najbardziej zaraźliwych chorób, jakie znamy. Co gorsza, proces leczenia polega w zasadzie na kontrolowaniu gorączki u chorego i zapewnienia mu na tyle komfortowych warunków, żeby nie doszło do żadnych powikłań – np. zapalenia płuc. Najskuteczniejszą bronią w walce z wirusem odry są oczywiście szczepionki, i dopóki większość europejskich krajów utrzymywało 90 proc. poziom szczepień u swoich obywateli (w niektórych państwach poziom ten przekraczał 95 proc.), liczba zarażonych wirusem rokrocznie spadała.

Co się zmieniło? Jak wynika z badań opublikowanych w zeszłym roku przez naukowców z Uniwersytetu Oksfordzkiego, malejący odsetek szczepionych dzieci jest powiązany bezpośrednio z coraz większą aktywnością ruchów antyszczepionkowych. Coraz więcej rodziców daje się przekonać, że szczepionki bywają szkodliwe. Niektórzy wierzą nawet (zupełnie bez sensu), że szczepienia są bezpośrednią przyczyną autyzmu.

Naukowcy z Oksfordu ostrzegają, że jakikolwiek spadek poniżej 95 proc. jeśli chodzi o liczbę szczepień skończy się rosnącą liczbą zachorowań na odrę. Trudno dyskutować z tą tezą – ostatni rok udowadnia, że jest ona prawdziwa. W największej grupie ryzyka znajdują się noworodki i kilkuletnie dzieci, których los leży w rękach rodziców. I jeśli tacy rodzice nie wierzą w szczepionki, to… no cóż, czeka nas powtórka z historii chorób zakaźnych.

Nie pierwsza i nie ostatnia niestety.

Dołącz do dyskusji

Advertisement