To już pięć lat mytaxi w Polsce. Uber miał zabić tę usługę, ale ta w ciągu minionego roku… urosła dwukrotnie

To już pięć lat mytaxi w Polsce. Uber miał zabić tę usługę, ale ta w ciągu minionego roku… urosła dwukrotnie

To już pięć lat mytaxi w Polsce. Uber miał zabić tę usługę, ale ta w ciągu minionego roku… urosła dwukrotnie

Właśnie minęło pięć lat, od kiedy pierwszy polski klient zamówił taksówkę za pomocą aplikacji mytaxi. Od tego czasu prawie 5000 licencjonowanych kierowców rozpoczęło współpracę z polskim oddziałem firmy. W międzyczasie usługa nie tylko przeżyła Ubera, ale do tego podwoiła liczbę kursów.

Ponad 50 mln km – taki dystans przejechali polscy kierowcy mytaxi razem ze swoimi pasażerami. To mniej więcej tyle, ile dzieli Ziemię oraz Marsa przy najbardziej korzystnym układzie ciał niebieskich. Rodzimi taksówkarze mytaxi wypracowali ten wynik wciągu pięciu lat, istniejąc na polskim rynku na długo przed Uberem. Pierwsza taksówka zamówiona za pomocą aplikacji mytaxi ruszyła po klienta w 2012 roku. Od tamtego czasu do usługi dołączyło ponad 4800 taksówkarzy z całego kraju.

mytaxi ma powody do świętowania. Usługa nie tylko przetrwała nadejście Ubera. Ona rozwija się pomimo jego obecności.

Zgodnie z powszechną, ale częściowo mylną opinią, Uber wymusił na polskich taksówkarzach podniesienie jakości oferowanych usług. Często słyszę, że to właśnie dzięki Uberowi taksówkarze zaczęli przekręcać kluczyki w stacyjce również po te krótsze, warte około 20 zł kursy. Dzięki niemu kierowcy otworzyli okna i przewietrzyli wnętrza starych mercedesów, nieco tłumiąc smolisty smród papierosów.

To tylko część rzeczywistego obrazu. Nim Uber pojawił się na naszym rynku, dwa lata wcześniej rygory dotyczące ładnych, maksymalnie 10-letnich samochodów wprowadziło mytaxi. To samo tyczy się płatności bezgotówkowych oraz płatności z poziomu aplikacji – to mytaxi jako pierwsze wprowadziło je w Polsce. Firma zawiesiła poprzeczkę wysoko, przekonując licencjonowanych kierowców do nowych technologii oraz aplikacji mobilnej, która od teraz miała być sercem ich zawodu. Do tego mytaxi przeforsowało system oceny kierowców przez klientów, co wcześniej było nie do pomyślenia.

Niestety, kierowcy tzw. starej daty nie widzieli powodu, żeby dostosowywać się do wyższych standardów.

Ruch mieli tak czy siak, okupując dworce, lotniska i galerie handlowe na wydzielonych miejscach parkingowych. Standard mytaxi nie musiał być spełniany, bo lokalne korporacje miały ruch z powodu braku alternatywy. Lokalni przewoźnicy podzielili tort między sobą i nikt nie widział potrzeby zmian. Ba, zmiany były utożsamiane z czymś złym, groźnym i niepożądanym.

Hukiem wyrywającym z przyjemnego letargu był Uber. Firma przewozowa usługowa uderzyła najmocniej właśnie w tzw. kierowców starej daty. Taksiarzy w zdezelowanych mercedesach, przyjmujących wyłącznie gotówkę, raczących się papierosem siedząc w fotelu kierowcy. Przeciwieństwem tego widoku były floty wykorzystujące nowe technologie, stawiające na marketing oraz ustawiczne podwyższanie jakości oferowanych usług. Te rozwijały się pomimo istnienia Ubera.

Jeżeli mytaxi może być z czegoś szczególnie zadowolone, to właśnie z przepychania kolanem nowych standardów. Płatności kartą i za pomocą aplikacji. Systemu ocen, któremu musieli poddać się licencjonowani kierowcy. Wymogu dotyczącego rocznika samochodu. Ktoś mądry przewidział, że tylko podwyższając jakość usługi będzie można przeżyć nadejście Ubera. Wyniki za 2017 rok, zgodnie z którymi mytaxi podwoiło liczbę kursów dzięki zintensyfikowanej akcji promocyjno-reklamowej, tylko to potwierdzają.

Z perspektywy klienta, nigdy nie mieliśmy lepiej. Trwa o nas naprawdę zażarta walka.

Możemy wybrać interesującą nas usługę, która jest diametralnie różna od konkurencji. mytaxi oraz Uber różnią się nie tylko oznakowaniem pojazdów. Różnice sięgają samego DNA obu usług. Nie chcę pisać, która jest lepsza, a która gorsza. Każda ma swoje słabe oraz mocne strony, które można poznać w tekście Dawida Kosińskiego. Ważne jest to, że wszyscy zażarcie walczą o nasze portfele, na czym wyłącznie korzystamy.

Uber jest nieco tańszy, ale tylko, gdy mytaxi nie ma promocji, a ma je praktycznie cały czas. Dodatkowo, wsiadając do samochodu floty mytaxi wiemy, że pojazd będzie prowadzony przez licencjonowanego kierowcę. Kogoś, kto zna miasto na wylot. Kto poradzi sobie nawet bez nawigacji w komórce. Kto musiał zdać odpowiednie kursy i najprawdopodobniej ma przynajmniej trochę doświadczenia. W wielkich aglomeracjach takich jak Warszawa jest to niezbędne.

Nie mam nic przeciwko obcokrajowcom, którzy przyjeżdżają do naszego kraju ciężko pracować. Przeszkadza mi jednak, kiedy wiezie mnie niepewny, zestresowany kierowca, który kompletnie nie zna miasta. Do tego ciężko się z nim porozumieć w języku polskim. Korzystając z Ubera, już kilkukrotnie musiałem prowadzić taką osobę do celu. Jego tłumaczenia, że darmowa nawigacja na smartfonie coś nie chce działać, średnio do mnie trafiały, bo przejazd przecież darmowy nie był.

Dodatkowo, kierowcy w Uberze zarabiają bardzo mało. Podstawowy koszt przejazdu Uberem jest nieco niższy niż taksówką, ale Uber z zapłaconej przez klienta kwoty pobiera aż 25 proc. Należność uiszczana mytaxi wynosi z kolei tylko 3,66 zł (+6 proc. wartości transakcji, jeżeli płaci aplikacją), co przy zdecydowanej większości kursów jest bardziej opłacalne dla kierowców. W samochodzie dorabiającego sobie po nocy studenta z zagranicy po prostu nie jest tak bezpiecznie, jak w samochodzie doświadczonego taksówkarza. Można nie przepadać za kierowcami taxi, ale trudno z tym polemizować.

mytaxi ma jeszcze inną, znacznie bardziej praktyczną przewagę nad konkurencją. Ich aplikacja pozwala na więcej. Z poziomu mytaxi możemy określić dokładną godzinę przyjazdu taksówki. Istnieje możliwość zamówienia busa na 8 osób albo przesłania paczki pod wskazany adres. Możemy uprzeć się na zamówienie konkretnego, ulubionego kierowcy lub zawęzić wyszukiwanie taxi jedynie do osób o maksymalnej ocenie. Twórcy programu pomyśleli nawet o jasno zaznaczonych przewozach małych zwierząt.

Nie mam zamiaru potępiać Ubera. Sam z niego okazyjnie korzystam. Warto jednak pamiętać, że istnieje dla niego alternatywa.

Grunt to wybierać odpowiednią usługę w zależności od potrzeb i okoliczności. Czasami profesjonalizm jest znacznie ważniejszy niż cena. Bezpieczeństwo jest wartością niewymierną, którą ciężko zestawić z tymi 3 złotymi oszczędności.

mytaxi obchodzi piąte urodziny na polskim rynku i jest większe niż kiedykolwiek. Zamiast jednak składać firmie życzenia, będę samolubny i złożę je samemu sobie. Chciałbym, aby zażarta walka na rosnącą jakość usług, pozytywny marketing, kupony rabatowe i nowe usługi trwała nadal. Byśmy my – świadomi klienci – jedynie na niej korzystali, zawsze mając wybór. Dopóki ten istnieje, jestem zadowolony.

Dołącz do dyskusji

Advertisement