Panasonic Lumix G9 to na razie obietnica rewelacyjnego aparatu – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Foto 01.02.2018
Panasonic Lumix G9 to na razie obietnica rewelacyjnego aparatu – recenzja Spider’s Web

Panasonic Lumix G9 to na razie obietnica rewelacyjnego aparatu – recenzja Spider’s Web

Czy Panasonic Lumix G9 to nowy król systemu micro 4/3? Po dwóch tygodniach z tym aparatem sądzę, że jestem gotów odpowiedzieć na to pytanie.

Ostatni miesiąc był dla mnie czasem otwarcia oczu i poszerzenia fotograficznej perspektywy. Fotografowałem naprzemiennie Lumiksem G9 i Olympusem OM-D EM-1 MK-II, poznając system micro 4/3 od strony dwóch najlepszych aparatów, jakie ów system ma do zaoferowania. I jestem pod ogromnym wrażeniem ich możliwości, co opiszę jeszcze w osobnym tekście. Tymczasem przyszła pora na podsumowanie dwóch tygodni z Panasonikiem Lumix G9.

Dotychczas to Olympus uważany był za najlepszy aparat z małą matrycą i wielu fotografów upatruje w Lumiksie G9 nowego króla. Od publikacji pierwszych wrażeń otrzymałem różnymi kanałami wiele pytań odnośnie tego aparatu – uznałem więc, że najlepszym sposobem, by na nie odpowiedzieć, jest napisanie tej recenzji w formie Q&A.

Lumix G9 jest spory jak na bezlusterkowca. Nie przeszkadzało ci to?

Ani trochę. Ba, uważam to za jego największą zaletę. Dzięki temu, że Lumix G9 ma nieco większe gabaryty od większości aparatów m 4/3 (porównywalne do pełnoklatkowych korpusów Sony), jego obsługa jest bardzo wygodna. Po raz pierwszy nie czułem dyskomfortu przesiadając się na bezlusterkowca z pełnoklatkowego Nikona.

Grip jest stosownie głęboki, wszystkie przyciski są we właściwych miejscach i mają idealny skok. Od strony użytkowej mogę się przyczepić tylko do jednego elementu – dżojstika zmiany punktów AF. Jest on stanowczo zbyt blisko wizjera jak na mój gust, przez co przy zmianie punktów ostrości musiałem nienaturalnie przesuwać prawy kciuk, nierzadko miziając się przy okazji po twarzy.

To jednak jedyny zarzut. Lumix G9 jest wprost skrojony dla kogoś, kto przesiada się na niego z lustrzanki. Jakość wykonania to absolutnie najwyższa półka, a ekran podglądu u góry korpusu ucieszy każdego fotografa.

Dodam też, że o ile masa korpusu jest faktycznie znacząca, tak masa i rozmiar obiektywów już nie. Dlatego nawet zapinając profesjonalne szkła 12-35 mm f/2.8 czy nawet Olympusowe stałki f/1.2 mamy do czynienia ze znacznie mniejszym i lżejszym zestawem, niż w przypadku pełnoklatkowego aparatu – czy to lustrzanki, czy bezlusterkowca.

Jak z szybkością działania?

Tutaj na dwoje babka wróżyła. Na początku wszystko wydawało się błyskawiczne, ale z czasem zauważyłem, że aparat ma dziwne opóźnienie przy włączaniu. Momentami aparat uruchamiał się natychmiastowo, a w innych sytuacjach potrzebował bitych 2-3 sekund!

Sądzę jednak, że to wina wczesnej wersji oprogramowania i aktualizacja firmware’u rozwiąże ten problem. Być może konsumenckie egzemplarze G-dziewiątki w ogóle nie będą go miały.

Po włączeniu wszystko działa jak na profesjonalny aparat przystało. Żadnych opóźnień, przestojów, nic. Przykładając oko do wizjera nie musimy czekać, aż aparat to zarejestruje – wizjer i ekran przełączają się super płynnie. Co do płynności – wizjer odświeżany jest w 120 Hz, co dodatkowo sprawia wręcz surrealistyczne wrażenie. Po doświadczeniu z dużym, pięknym, płynnym EVF Lumiksa G9 trudno mi korzystać z innych wizjerów elektronicznych, a co dopiero wrócić do optycznego wizjera w lustrzankach.

Co z autofocusem w foto? Faktycznie jest tak szybki, jak mówią?

Słowem – tak. I nie. Lumix G9 potrafi strzelać z prędkością 60 (bez ciągłego AF) lub 20 (z ciągłym AF-C) klatek na sekundę w trybie elektronicznej migawki, oraz 12 FPS (AF-S) lub 9 FPS (AF-C) z użyciem migawki mechanicznej. Musi więc mieć system AF, który nadąży za prędkością spustu.

We wszystkich trybach AF-C autofocus Lumiksa G9 spisywał się doskonale, przynajmniej w moich zastosowaniach, obejmujących w większości gonienie kota po mieszkaniu. O dziwo zarejestrowałem jednak sporo problemów z celnością AF w trybie AF-S oraz w trybach rozpoznawania twarzy.

Robiąc zdjęcie w tym ostatnim, wielokrotnie zdarzało się, że aparat zablokował ostrość na brwi/policzku/nosie fotografowanej osoby, zamiast na oku. Z kolei w trybie AF-S Lumix G9 ma zaskakująco spore problemy z ostrzeniem przy słabym świetle.

W połączeniu z bardzo „miękkim” obiektywem Summilux 25 mm f/1.4 momentami miałem wrażenie, jakbym kompletnie gubił ostrość.

Tak jak wspominałem też w pierwszych wrażeniach, Lumix G9 wykazuje duże problemy w połączeniu z obiektywami Olympusa. Motorek AF w szkle 12-40 f/2.8 po prostu wariował i za nic nie był w stanie wyostrzyć przy pierwszej próbie, zaś po podłączeniu obiektywu 25 mm f/1.2 PRO zauważyłem, że jest on dużo bardziej „miękki”, niż gdy podłączyć go do OM-D EM-1 MK-II.

Tutaj znowuż mam wrażenie, że spora w tym wina wczesnej wersji firmware’u. Tym bardziej, że wczytując się w opinie innych recenzentów, którzy dostali sprzęt do testów, część z nich również wykazuje ten problem, a u części wszystko działa jak należy.

Ile wytrzymuje bateria akumulator?

Spore zaskoczenie – nie siląc się na przesadne oszczędzanie energii mogłem bez trudu wycisnąć z Lumiksa G9 ponad 600 zdjęć. Znacznie więcej, niż 400 deklarowane przez producenta. Nie jest to oszałamiający wynik w porównaniu z lustrzanką oczywiście, ale na tle wielu bezlusterkowców to wynik wybitny. Lumix G9 dobrze też znosi nagrywanie wideo. Godzina nagrań w 4K poskutkowała ubytkiem 55 proc. energii.

No dobra, a co z jakością zdjęć? Jak sobie radzi z wysokim ISO?

Jak pisałem w pierwszych wrażeniach, jakość zdjęć z Lumiksa G9 kompletnie mnie zaskoczyła. I po dwóch tygodniach nadal mam o niej do powiedzenia więcej dobrego, niż złego. W połączeniu z odpowiednio jasnymi obiektywami można z tego aparatu wycisnąć naprawdę ładne kadry…

…o ile trzymamy się poniżej ISO 3200. Do tej wartości obrazek jest ładny, ostry, nie następuje żadna degradacja kolorów, a szum jest w pełni akceptowany. Za to przy ISO 6400 obrazek po prostu się rozpada. W sytuacji podbramkowej można jeszcze się nim ratować, ale przez większość czasu, szczególnie w scenerii pełnej cieni, rezultaty z ISO 6400 są zwyczajnie bezużyteczne.

Nie spodziewałem się jednak niczego innego po matrycy wielkości paznokcia. Przez długi czas fotografowałem Nikonem D7100 z matrycą APS-C, który nie radził sobie kompletnie z ISO powyżej 1600. Mój D610 powyżej 3200 też nie wygląda przesadnie dobrze. Więc o ile nie mogę powiedzieć, żeby Lumix G9 produkował czysty obrazek na wysokich czułościach, tak do ISO 3200 efekty są w pełni akceptowalne. A już poniżej ISO 1000 jest naprawdę pięknie, jak na matrycę o tak niewielkim rozmiarze.

Pomówmy o wideo. Stabilizacja faktycznie jest tak dobra, jak obiecuje producent?

Panasonic zapewnia, że Lumix G9 ma aż 6,5 stopnia stabilizacji. Cokolwiek to znaczy. Stabilizacja ma być lepsza, niż w GH-5, lepsza od aparatów Sony i na równi ze stabilizacją konkurencyjnego Olympusa OM-D EM-1 MK-II. Jak jest w praktyce?

Poniżej możecie zobaczyć krótkie wideo, demonstrujące działanie autofocusu w wideo i stabilizacji w zastosowaniu vlogowym, czyli po prostu idąc:

Jeśli o mnie chodzi, efekty w takim zastosowaniu powalają. Jest bez porównania lepiej, niż w Sony A6500 i bardzo, bardzo porównywalnie do Olympusa. Mam tutaj jednak kilka „ale”.

Przede wszystkim, do osiągnięcia takiej stabilizacji niezbędne są natywne obiektywy Panasonica. Dopiero tryb Dual I.S. 2 pozwala osiągnąć pożądaną płynność obrazu. Po zapięciu obiektywów Olympusa stabilizacja była co najwyżej przeciętna.

Drugi problem to dziwne „szarpanie” przy panoramowaniu. Widziałem już ten efekt w innych aparatach z IBIS, ale tutaj jest on o tyle dziwaczny, iż nie występuje zawsze, a jeśli już, to tylko przy nagrywaniu w 4K. Podczas nagrań w Full HD ruch jest znacznie lepiej stabilizowany i to przy wyłączonej stabilizacji elektronicznej.

A co z autofocusem? Poprawili coś względem GH-5?

Jak widzicie na wideo – i tak, i nie. Autofocus nadal jest za wolny i zbyt niepewny, by w 100 proc. mu zaufać. Nagrywając próbki vlogowe nie odczułem większych problemów, tryb rejestrowania twarzy spisuje się znakomicie, acz wolno. Jednak w innych trybach AF jest bardzo zawodny. Szczególnie przy ustawianiu ręcznym, niejednokrotnie albo wcale nie chciał ustawić ostrości, albo robił to mocno „myszkując”.

Czyli GH-5 nadal lepszy do wideo, tak?

Tak, zdecydowanie. Jeśli szukasz aparatu przede wszystkim do nagrywania wideo, Lumix GH-5 nadal jest lepszym wyborem, niż Lumix G9. Tak naprawdę z dwóch powodów – bitrate’u i czasu nagrywania.

Lumix G9 oferuje maksymalny bitrate na poziomie 150 mbps 4:2:0 8-bit (wewnętrznie i 4:2:2 8-bit przez HDMI). Tymczasem GH-5 rejestruje 4K w 400 mbps i 4:2:2 10-bit.

Panasonic Lumix GH-5 pozbawiony jest też limitu nagrywania – generalnie nagrywamy tyle, ile mamy miejsca na karcie lub dopóki nie zabraknie energii w akumulatorze. Lumix G9 jest niestety klasyfikowany prawnie jako aparat, nie kamera wideo, w związku z czym obejmuje go ograniczenie czasu nagrywania do 29,59 min w Full HD i 10 minut w 4K. Do tego jeśli nie stosujemy karty SD UHS-II, po przekroczeniu rozmiaru 4 GB nagranie zostanie podzielone na kilka plików.

Pomimo tych różnic uważam jednak, że Lumix G9 oferuje wystarczające możliwości wideo dla znakomitej większości fotografów i strzelców „hybrydowych”, zajmujących się zarówno fotografią, jak i filmem.

Różnice w jakości wideo będą odczuwalne tylko dla profesjonalistów wymagających najwyższej możliwej rozpiętości tonalnej i jak największej ilości danych do zaawansowanej korekcji kolorów w post-produkcji. Za to fotograficznie Lumix G9 przewyższa GH-5 pod każdym względem. Jest od niego szybszy, wygodniejszy, ma lepszy AF, a także produkuje znacznie ładniejsze kolory, niż GH-5. Muszę też pochwalić jakość wejścia mikrofonowego w G9 – preamp jest czyściutki, nawet gdy podłączyć do niego tak przeciętny mikrofon, jak Rode Video Micro.

Innymi słowy, jeśli zależy ci tylko na wideo, kupuj GH-5. Jeśli szukasz aparatu o ogromnych możliwościach fotograficznych, potrafiącego jednocześnie nagrać piękne wideo – Lumix G9 jest kapitalnym wyborem. Autentycznie sądzę, że jedynym aparatem mogącym się równać z jego hybrydowymi możliwościami jest aktualnie Sony A7rIII. Który kosztuje dwukrotnie więcej (nie mówiąc o kosmicznych cenach obiektywów).

A skoro o cenach mowa… czy Lumix G9 nie jest za drogi?

Cóż, pewnie jest. 7300 zł to obiektywnie rzecz ujmując ogromna suma pieniędzy. Ale relatywnie patrząc, Lumix G9 wcale drogi nie jest.

Jeśli wyjmiemy z równania rozmiar matrycy, to nagle okaże się, że G9 konkuruje z takimi bestiami świata foto jak wspomniany A7rIII, Nikon D850 czy Canon 5d mk IV. Każdy z wymienionych korpusów kosztuje dwukrotnie więcej niż nowy Lumix. Gdy doliczymy ceny obiektywów (nadal o wiele tańszych po stronie Panasonica), Lumix G9 nagle staje się okazją.

A czy warto poświęcić odrobinę jakości obrazka na rzecz znacznie większych możliwości… to już pozostawię każdemu indywidualnie do oceny. Osobiście mając do wyboru moje Nikony, kosztujące tyle samo, co G9, a nowego Panasonica, bez chwili wahania wybrałbym G9. Tak, nawet dużo tańszy Nikon D610 robi ładniejsze zdjęcia od aparatów micro 4/3. Ale nie na tyle ładniejsze, by zrekompensować mi brak super-szybkiego autofocusu i możliwości wideo Lumiksa. Jeśli czegoś nauczył mnie ten miesiąc z aparatami micro 4/3, to właśnie tego, że na rozmiarze matrycy świat się nie kończy.

Panasonic Lumix G9 czy Olympus OM-D EM-1 MK-II?

To nie jest proste pytanie. Patrząc na suchą specyfikację pewnie bez wahania powiedziałbym, że Lumix. Ma (na papierze) lepszy autofocus, równie dobrą specyfikację, a w codziennym użyciu okazał się też nieco wygodniejszy od Olympusa. Bezsprzecznie jest też od niego lepszy do zastosowań filmowych.

A jednak spędziwszy trochę czasu i z tym, i z tym… subiektywnie preferuję Olympusa. Zdecydowanie bardziej podobają mi się kolory i ogólna jakość obrazka, którą uzyskuję na OM-D EM-1 MK-II, niż ta, którą widzę po zrobieniu zdjęć G-dziewiątką. Zakochałem się też w obiektywach Olympusa. 25 mm f/1.2 PRO to cudownie użyteczny, świetnie wykonany, a przy tym lekki i poręczny obiektyw. 12-40 f/2.8 oczarował mnie w niemniejszym stopniu.

Może gdybym w zestawie z Lumiksem otrzymał inny zestaw szkieł, spoglądałbym na to nieco inaczej, ale wertując Internet w poszukiwaniu przykładowych zdjęć zauważyłem, że te wykonane Olympusami definitywnie bardziej mi się podobają.

Różnice użytkowe nie są też znowuż tak wielkie, by przeważały w wyborze między jednym a drugim aparatem. Tak, Lumix G9 pod względem ergonomii przewyższa Olympusa, ale nie na tyle, by był to rozstrzygający czynnik decyzyjny.

Tutaj znowu wszystko sprowadza się do tego, czy szukamy aparatu tylko do zdjęć, czy do zdjęć i wideo. Jeśli do zdjęć i wideo – Lumix G9 jest lepszym wyborem. Oferuje wyższą jakość, czystsze wejście mikrofonowe (to w Olympusie dość mocno szumi), ogólnie więcej możliwości. Olympus natomiast – w moim odczuciu – lepiej spisuje się w fotografii, choć do okazjonalnego kręcenia wideo też w zupełności wystarczy.

Muszę w tym miejscu wpleść małą tyradę na obydwu producentów i Microsoft przy okazji – czy to naprawdę tak trudne, przygotować kodek do obsługi RAW-ów w Windows 10? To naprawdę kpina, że nie mogę w systemowej przeglądarce podejrzeć zdjęć z dwóch profesjonalnych korpusów, bo ani ich producentom, ani Microsoftowi nie chce się przygotować stosowanego oprogramowania.

Jest to o tyle kuriozalne, że na Windowsie 8.1 dostępny był kodek Microsoftu, obsługujący RAW-y z obydwu aparatów. Leci trzeci rok od premiery Windowsa 10, a po wsparciu dla plików .RW2 i .ORF ni widu, ni słychu. Absurd! I nie, przeglądarka zdjęć niezależnego developera nie jest rozwiązaniem. Podgląd plików RAW powinien działać wprost w Eksploratorze Windows, tak jak działa z plikami Canona i Nikona, lub producent powinien dostarczyć stosowny kodek, tak jak zrobiło to Sony.

To jak, kupować?

Tak, ale jeszcze nie teraz. Fotografowie korzystający z systemu micro 4/3 właśnie dostali w swoje ręce potężne narzędzie, które trapi jednak kilka problemów wieku dziecięcego.

Gdy Panasonic rozwiąże bolączki z autofocusem, stabilizacją i działaniem szkieł z Olympusa, wtedy Lumix G9 będzie prawdopodobnie najlepszym aparatem dla pracującego fotografa, jaki ma do zaoferowania system micro 4/3.

Jeśli nie boisz się zaryzykować – kupuj już teraz. Ja jednak wstrzymałbym się choć kilka miesięcy, aż Panasonic Lumix G9 za sprawą aktualizacji stanie się faktycznie tak dobrym aparatem, jakim ma potencjał być.

Dołącz do dyskusji

Advertisement