Widziałem telefon Land Rovera i zastanawiam się, gdzie kończy się marketing, a zaczyna śmiecenie

Relacja/Technologie 28.02.2018
Widziałem telefon Land Rovera i zastanawiam się, gdzie kończy się marketing, a zaczyna śmiecenie

Widziałem telefon Land Rovera i zastanawiam się, gdzie kończy się marketing, a zaczyna śmiecenie

Land Rover nie jest pierwszym producentem samochodów, który zapragnął zaoferować swoim klientom coś więcej, niż tylko auta sygnowane własnym logo. Po tej konkretnej marce oczekiwałem jednak czegoś więcej, niż to, co zobaczyłem biorąc do ręki Land Rover Explore.

Ujmijmy to wprost – Land Rover Explore to ordynarny klon. Niewyróżniająca się niczym prócz logo u dołu ekranu modyfikacja telefonu CAT-a, z wierzchu podobna do każdego innego wzmacnianego telefonu na świecie.

Jedynym, co jakkolwiek wyróżnia go z zalewu podobnych urządzeń, to modułowy system akcesoriów. Telefon Land Rovera możemy w prosty sposób przypiąć do paska dedykowanym modułem z karabińczykiem:

Możemy go też zamocować na kierownicy roweru przy pomocy dedykowanego uchwytu:

Lub np. podłączyć do niego etui z powerbankiem, które zmienia go dosłownie w cegłówkę. Serio, telefon z tym akcesorium jest tak gruby, że nie zmieści się do żadnej kieszeni (może prócz bocznych kieszeni w bojówkach).

Od strony użytkowej Land Rover Explore również prezentuje się ze wszech miar przeciętnie. 10-rdzeniowy procesor Mediateka oraz 4 GB RAM-u, a także zgodność ze standardem IP68 nie zrobią na nikim wrażenia. Na halach MWC 2018 widziałem dziesiątki wzmacnianych telefonów o takich samych lub lepszych parametrach.

Oczywiście wraz z Land Rover Explore dostajemy darmowy dostęp do w innym wypadku płatnego oprogramowania dla „aktywnych”, ale tu znowuż… to nie jest jedyny telefon, który oferuje podobne bonusy.

Wszystko w telefonie Land Rovera krzyczy „jestem przeciętny”.

A mimo to przyjdzie za niego zapłacić 649 euro. Czyli tyle, co za większość flagowców dostępnych na rynku. Ba, pewnie udałoby się za te pieniądze kupić naprawdę dobry telefon i cały zestaw akcesoriów outdoorowych do kompletu.

Dlatego myślę sobie… gdzie kończy się marketing, a zaczyna po prostu produkowanie śmieci?

Przemierzając rozległe hale barcelońskich targów, zdominowane w większości przez tanie b-brandy i „firmy krzaki” z Chin, napatrzyłem się na elektroniczne śmieci. Przerażająca większość telefonów na halach producentów z Państwa Środka to telefony, przy których projektanci dostali najwidoczniej jedną wytyczną – ma być jak iPhone/Nokia/CAT/LG. Kropka. W efekcie na co drugim stoisku oglądałem takie same telefony, jota w jotę, różniące się wyłącznie logo na obudowie. Nawet oprogramowanie większości z nich było identyczne.

To jednak Chińczycy. Przy całym bogactwie ich kultury i błyskawicznym rozwoju gospodarczym nie możemy zaprzeczyć, że o poszanowaniu praw patentowych tam nie słyszeli, a bezczelne kopiowanie konkurencyjnych rozwiązań jest tam po prostu modelem biznesowym.

Niestety, Land Rover Explore bardziej pasuje mi do nurtu chińskich kserokopiarek niż wizerunku firmy obarczonej – jakby nie patrzeć – pewną dozą odpowiedzialności społecznej.

Dlatego smuci mnie, że firma produkująca samochody „dla aktywnych” próbuje wypuścić na rynek kolejny telefon, tylko po to, by błysnąć swoim logo na urządzeniu nowej kategorii. Gdyby Land Rover Explore faktycznie oferował jakąś wartość dodaną, nie byłbym wobec niego tak krytyczny. Bo, jak już wspomniałem, to nie jest pierwszy tego typu marketingowy trick producenta samochodów.

Jednak Land Rover Explore to nic innego, jak kolejny klon, w nieco innym kubraczku.

Pewnie, może jakiś zagorzały fan marki z nadmiarem gotówki kupi ten smartfon, dla samej przyjemności noszenia Land Rovera w kieszeni. Coś czuję jednak, że takich ludzi nie będzie wiele. Jakby nie patrzeć, wyjąwszy posiadaczy Defendera właściciele Land Roverów pokonują raczej miejską dżunglę krawężników i progów zwalniających, niż górskie szlaki i dzikie ostępy. A do takich zastosowań bardziej pasuje normalny telefon, jak iPhone czy Galaxy, niż cegiełka z logo Land Rovera.

Z niecierpliwością czekam na dzień, w którym producenci zorientują się, że światu nie jest potrzebny kolejny klon smartfona. Że mamy już dość cyfrowego śmiecia, trującego nie tylko planetę ale też umysły konsumentów, którzy w 2018 roku mają pełne prawo dostać „paraliżu opcji” od samej mnogości wyboru smartfonów różnych marek.

I tylko przykro patrzeć, jak kultowa brytyjska marka motoryzacyjna dokłada się do szumu, zamiast ze swojej górującej pozycji powiedzieć „stop”.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement