Nadejdą czasy, gdy producent naszego inteligentnego zamka splajtuje i zostawi nas z otwartymi drzwiami

Felieton/Technologie 27.02.2018
Nadejdą czasy, gdy producent naszego inteligentnego zamka splajtuje i zostawi nas z otwartymi drzwiami

Nadejdą czasy, gdy producent naszego inteligentnego zamka splajtuje i zostawi nas z otwartymi drzwiami

Kilka miesięcy temu wybierałam ciśnieniomierz dla mojej mamy. Wersje z bluetoothem czy WiFi i możliwością synchronizacji ze smartfonem kusiły i nie nawet nie kosztowały dużo więcej niż “analogi”. Ocknęłam się jednak i wrócił mi rozum: po co mojej mamie połączenie ciśnieniomierza z telefonem?

Nie dość, że będzie musiała nauczyć się obsługi aplikacji, to problemy techniczne są niemal gwarantowane. Do tego miałam wrażenie, że nawet jeśli używałaby synchronizacji, to po roku funkcja byłaby zapomniana. Aplikacje przestałyby wspierać ten model, usługa byłaby niedostępna albo moja mama po prostu zapomniałaby o niej.

Ciśnieniomierz z czytelnym wyświetlaczem LCD – na tym stanęło. Sprawdza się świetnie. Jeśli zajdzie taka potrzeba, dane zawsze można wprowadzić do aplikacji ręcznie.

Używałam kilku inteligentnych zegarków, a ostatnio opasek. Wkurzona potrzebą pamiętania o ładowaniu i dosyć nieciekawą estetyką, zamówiłam kilka zegarków prosto z chin. Takich tanich, których nie będzie mi żal zgubić czy zniszczyć. Są świetne – kilka ma styl rustykalny, kilka bardziej codzienny. Nastawiłam je i już, nie muszę o niczym pamiętać, a godzinę mogę sprawdzić zawsze i wszędzie. Ponieważ kupiłam ich kilka nie muszę się też przejmować tym, że nie będą pasować do ubioru.

Znajomy z superwypasionym samochodem który musiał pojechać do autoryzowanego serwisu, bo popsuło się zamknięcie bagażnika i wymagało analizy komputerowej, powiedział mi ostatnio, że gdyby któryś z producentów aut stworzył wysokiej jakości komfortowy samochód z jak najmniejszą ilością elektroniki, stanąłby pierwszy w kolejce po niego.

Od kilku lat słyszę wszędzie o Internet of Things, w którym wszystko będzie podłączone do sieci i skomunikuje się między sobą.

Nie twierdzę, że tak nie będzie, ale w międzyczasie, gdy IoT jest w powijakach większość tych rozwiązań jest kompletnie nieprzydatna. To taki przerost formy nad treścią, ale przede wszystkim narażanie się na utratę prywatności i potencjalnie większe problemy.

Przykład? Firma zaktualizowała zdalnie oprogramowanie do inteligentnych zamków do drzwi. Tyle, że po drodze coś poszło nie tak i zamki przestały działać. Niektórzy użytkownicy musieli wysłać je do serwisu na twardy reset.

Praktycznie każdy produkt ma swoje własne technologiczne rozwiązania, przesyła dane na serwery i stanowi potencjalne zagrożenie dla prywatności użytkowników. A ilość danych zbieranych przez Internet Rzeczy jest zatrważająca: od informacji na temat zdrowia, przez zachowanie i wzory w nim, lokalizację, głos i wiele więcej. Wszystkie te dane nie tylko zagrożone są wyciekami i włamaniami, ale też utrudnią nasze życie. Za kilka lat powszechne będzie użycie informacji z inteligentnych przedmiotów w sądzie czy podczas sprzeczek.

Wkurza was to, że przedmioty które mogłyby posłużyć jeszcze trochę, trzeba wymienić na nowe, bo popsuło się w nich coś banalnego, czy tak są zaprojektowane (pozdrawiam producentów drukarek!)? Poczekajcie aż większość przedmiotów będzie “inteligentna”, czyli otrzyma własne oprogramowanie i podłączenie do internetu. Miksery przestaną być wspierane po dwóch latach, a producent inteligentnej obroży dla psa czy zamka zbankrutuje i zostawi klientów na lodzie.

Pamiętacie czas pierwszych, przedajfonowych smartfonów? Niby były, niby dało się na nich zrobić o wiele więcej niż na dumbfonach, ale używanie ich było małą mordęgą. Dopiero iPhone sprawił, że smartfon stał się dosyć przyjemnym urządzeniem dla każdego.

Internet Rzeczy jest na etapie przedajfonowym. Brak jednolitych standardów z prawdziwego zdarzenia, brak wystarczających regulacji prawnych zapewniających bezpieczeństwo, dostatecznie zaawansowanych rozwiązań technicznych czy po prostu… brak sensu i praktycznej przewagi sprawia, że dzisiejsi użytkownicy IoT są nie tylko testerami beta, którzy płacą za ten przywilej, ale też mięsem armatnim.

Problem w tym, że idea podłączenia czegoś do telefonu i internetu jest bardzo atrakcyjna, bo obiecuje komfort.

Dołącz do dyskusji

Advertisement