Nie pamiętam, abym obok premiery zupełnie nowego produktu Apple’a przechodził tak obojętnie

Felieton/Sprzęt 14.02.2018
Nie pamiętam, abym obok premiery zupełnie nowego produktu Apple’a przechodził tak obojętnie

Nie pamiętam, abym obok premiery zupełnie nowego produktu Apple’a przechodził tak obojętnie

Apple zadebiutował ostatnio w zupełnie nowej kategorii produktowej. 9 lutego do sprzedaży wszedł inteligentny głośnik HomePod. Nie pamiętam, abym obok premiery zupełnie nowego produktu Apple’a przechodził tak obojętnie.

Tak, wiem – HomePod nie jest dostępny w Polsce w dniu światowej premiery (i zapewne długo go nie będzie ze względu na ciągle niedziałającą w naszym języku Siri). Przypomnę jednak, że zarówno pierwszy iPhone, jak i premierowy iPad również nie były dostępne od razu w Polsce, co jednak nie zmniejszało fascynacji nimi. Na pierwszy rzut oka bowiem były to produkty unikalne na rynku. Było oczywiste, że biorąc do ręki iPhone’a, czy iPada obcuje się z przełomowym produktem – takim, który wyznacza kierunek kategorii na lata.

Nawet Apple Watch, wypuszczony na rynek znacznie później, niż konkurencyjne podobne rozwiązania, przynosił kilka unikalnych funkcji, nieco innego podejścia do najważniejszych cech produktu. W HomePodzie nie widzę ani jednej cechy, która stanowiłaby o przewadze konkurencyjnej, ani jednej funkcji, która mogłaby posłużyć za zakupowy handicap (poza – wiecie – że to produkt Apple’a).

Co więcej, na starcie HomePod wydaje się w sposób oczywisty produktem wręcz znacznie gorszym od wielu konkurencyjnych rozwiązań, czego ja – fan marki Apple – nie pamiętam w kontekście żadnego innego nowego produktu w nowożytnej (czyli po 1997 r.) historii tej firmy.

Ok, pewnie wielu powie – ale przecież HomePod, jako głośnik, brzmi zdecydowanie lepiej od konkurencyjnych systemów. Otóż ja zamiast hurraoptymistycznych w stosunku do Apple’a rodzimych mediów amerykańskich wolę posiłkować się doniesieniami niezależnych profesjonalistów. W testach ConsumerReports HomePod wypada przeciętnie. Gorzej od Sonos One, czy Google Home Max.

To jedno. Drugie to to, że HomePod jako produkt z kategorii audio jest niezwykle ograniczony.

Przykłady? Nie współpracuje natywnie ze Spotify, działa tylko z Apple Music. To oznacza, że owszem – możesz rzucić muzykę ze Spotify via iPhone’owy bluetooth, ale nie poprosisz o to Siri, nie ma też żadnej dedykowanej aplikacji, która by to ogarniała. Głośnik Apple’a nie współpracuje w ogóle ze smartfonami z systemem Android. Mimo iż HomePod obsługuje Bluetooth 5.0 nie może być używany jako oddzielne urządzenie Bluetooth. HomePod nie ma także portu ‚aux’, więc nie da się go podłączyć kablem ani do smartfona, ani na przykład do telewizora. I na koniec najlepsze – dwie niezwykle ważne funkcje HomePoda: możliwość łączenia dwóch głośników w parę stereo oraz obsługa protokołu AirPlay2, nie są na razie dostępne!

Ale pal licho to wszystko, bo większość tych ograniczeń to takie typowe apple’owe zagrania.

Nawet gdyby HomePod brzmiał bezsprzecznie najlepiej na rynku tzw. inteligentnych głośników, to nie byłby to argument stanowiący o przewadze tego produktu nad innymi. W końcu mowa o kategorii smart speakers, której główną cechą jest sztuczna inteligencja.

Ja wiem, że dzisiaj brzmi to zabawnie, zważywszy na to, na jakim etapie rozwoju są tzw. asystenci głosowi. Chodzi jednak o fundamentalną różnicę w podejściu do tej kategorii produktowej pomiędzy Apple’em a innymi producentami. HomePod jest ładnie zaprojektowanym głośnikiem, który ma… hmm… odtwarzać muzykę, podczas gdy produkty Amazonu, Google’a i innych są urządzeniami komputerowymi służącymi realizacji szerszej wizji – rozwoju nowego typu komputerów opartych na zarządzeniu głosem i wspomnianego wcześniej AI.

Aby rozwijać AI, potrzeba danych. Aby zbierać te dane, potrzeba głośników typu Amazon Echo, Google Home, czy Sonos One, w których asystenci głosowi są najważniejszymi funkcjami. Te dane mają w przyszłości napędzać produkty jutra – nieważne, czy to smartfony, telewizory, smartzegarki, czy smartokulary. Mają też za zadanie przyzwyczajać użytkowników urządzeń komputerowych do odejścia od ekranu, do interfejsu głosowego. Stawiając na audio, Apple wyklucza się trochę z wyścigu o przyszłość komputerów. Siri nie dość, że kuleje w stosunku do amazonowej Aleksy, czy google’owskiego Asystenta, jeśli chodzi o rozwój możliwości, to w przypadku HomePoda ogranicza się praktycznie do obsługi audio.

Na dziś HomePod wygląda więc jak produkt dla klientów Apple Music i posiadaczy iPhone’ów.

To jest nawet zrozumiałe – Apple od dawna mocno optymalizuje przychody z posiadaczy iUrzadzeń, mocno stawia na rozwój usług, co ma wymierne przełożenie na wyniki finansowe, szczególnie gdy coraz czytelniej widać, że kategoria smartfon powoli wchodzi w fazę rynkowego nasycenia.

Tyle że to właśnie powoduje, że HomePod jest mi kompletnie obojętny.

Dołącz do dyskusji

Advertisement