Startupy są jak tonące okręty, ale póki płyną, impreza trwa. Tak wygląda mentoring podczas Google Launchpad

Relacja/Biznes 07.02.2018
Startupy są jak tonące okręty, ale póki płyną, impreza trwa. Tak wygląda mentoring podczas Google Launchpad

Startupy są jak tonące okręty, ale póki płyną, impreza trwa. Tak wygląda mentoring podczas Google Launchpad

W ramach dwutygodniowego bootcampu będącego częścią programu Google Launchpad, przedstawiciele startupów mogą liczyć na wsparcie mentorów. Podczas pobytu w San Francisco sprawdziłem, jak taki mentoring wygląda w praktyce na przykładzie Szopi. I zrozumiałem, czemu twórcy startupów muszą mieć grubą skórę.

Google Launchpad to półroczny program, podczas którego korporacja z Mountain View pomaga młodym firmom stawiać pierwsze kroki w biznesie. Częścią kursu jest dwutygodniowy pobyt w samym sercu Doliny Krzemowej, gdzie przedstawiciele firm z całego świata mogą chłonąć wiedzę i dzielić się doświadczeniami.

Pracownicy dwudziestu czterech startupów ulokowali się na jednej z kondygnacji siedziby Google’a, ale otwarty jest dla nich niemal cały budynek. Hala, w której każdy z nich ma swoje małe centrum dowodzenia, pełna jest stolików i zamazanych markerami tablic. Wszystko tonie w samoprzylepnych karteczkach.

google launchpad san francisco bootcamp szopi startup

Google Launchpad to na pierwszy rzut oka straszny chaos.

Setka ludzi z całego świata, która dotarła tu na zaproszenie Google’a, całymi dniami biega pomiędzy salami konferencyjnymi, by brać udział w warsztatach, panelach dyskusyjnych i nie tylko. Każdy gość ma własną agendę i swoje spotkania do odhaczenia, aczkolwiek istnieje też pewna dowolność w ich wyborze.

W siedzibie firmy panuje nieustanny gwar, a windy nie przestają jeździć góra-dół. Nie żartuję – robią się nawet do nich kolejki. To właśnie w windach poznałem większą część pięcioosobowego zespołu Szopi, który pojawił się w San Francisco, by zdobyć know-how oraz praktyczne umiejętności.

Luźna formuła bootcampu sprzyja wymianie doświadczeń.

Podczas jednej z wielu krótkich rozmów na korytarzu – poza salami konferencyjnymi dzieje się nie mniej, niż w nich samych – prezes polskiego startupu obecnego w San Francisco chwalił się, że odbył bardzo produktywną, przypadkową rozmowę z pracownkiem afrykańskiej firmy zajmujących się czymś podobnym jak Szopi.

google launchpad san francisco bootcamp szopi startup

Chociaż dwóch firm nic w prawdziwym świecie nie łączy, bo działają na innych kontynentach i w innych sektorach, mierzą się z podobnymi wyzwaniami. Na drugim końcu świata mogą sobie teraz nawzajem pomóc, a Google Launchpad chce wspierać właśnie takie interakcje – ale są one dodatkiem, a nie clou programu.

Jednym z najważniejszych punktów są spotkania z mentorami.

Mentorzy to osoby, które na biznesie zjadły zęby. Są to nie tylko doświadczeni pracownicy Google’a, ale też wszelkiej maści przedsiębiorcy i inwestorzy z ogromnymi sukcesami na koncie, którzy zdecydowali się wspierać młodszych kolegów po fachu wiedzą i doświadczeniem.

Często mentorzy pochodzą z zupełnie innych regionów, niż firmy, którym udzielają swoich rad. Jak jednak przekonują, startupy z całego świata borykają się z podobnymi problemami, które krótka rozmowa z biznesmenem po przejściach pozwoli w porę zidentyfikować.

google launchpad san francisco bootcamp szopi startup

Mentorzy zapewnieni przez Google’a nie marnują czasu.

Zanim dołączyłem do jednej z sesji mentorskich wraz z polskim startupem Szopi, przez cały dzień spotykałem się z googlersami, startuperami i mentorami. Z początku można było odnieść wrażenie, że Google Launchpad to takie wzajemne poklepywanie się po plecach, by nie rzec, że po innych częściach ciała.

Moi rozmówcy jak jeden mąż budowali ten klasyczny już startupowy hype. Nakręcali się wzajemnie, sprzedawali swoją przerysowaną wizję sukcesu. Ten wszechobecny, porywający entuzjam niełatwo jest pogodzić ze świadomością, że w praktyce przecież większość startupów bardzo szybko upada.

Twórcy startupów, którzy chcą brać udział w Google Launchpad, muszą przygotować się na istny emocjonalny rollercoaster.

Na wykładach są bombardowani zapewnieniami o tym, że przyszłość należy do nich. Podczas rozmów z zespołami czuć, że ich członkowie są podekscytowani. Googlersi zachęcają ich do podejmowania ryzyka, do realizacji swoich zakręconych pomysłów. Na tym etapie nie mówi się o zagrożeniach. Porażka jest tabu.

google launchpad san francisco bootcamp szopi startup

Potem przychodzi pora na zimny prysznic i twarde zderzenie z rzeczywistością. Mentorzy, którzy wcześniej też kipieli od entuzjazmu, podczas sesji zmieniają oblicze. Twórcy startupów muszą się pogodzić z tym, że zabawa właśnie się kończy. Nikt się już z nimi nie będzie patyczkował.

Jak bardzo udana będzie sesja z mentorem, zależy od rozmawiającego z nim zespołu.

Mentorzy kładą duży nacisk na to, by twórcy startupów przychodzili na spotkania z nimi odpowiednio przygotowani. Nie dostaną w końcu od nich ryb. Nie powinni oczekiwać wędki, a mieć ją już ze sobą. Mogą liczyć na porady: w jaki sposób i gdzie jej używać. A przy tym dostaną prosto w twarz krytyką.

Taka krytyka jest zwykle w pełni zasłużona i konstruktywna. Startuperzy muszą bronić swoich pomysłów, podczas gdy mentor wciela się w takiego adwokata diabła. Rysuje przed młodymi przedsiębiorcami różne scenariusze, zadaje im masę podchwytliwych pytań.

google launchpad san francisco bootcamp szopi startup

Uderzający jest ten kontrast pomiędzy wykładami i wystąpieniami prelegentów a sesją mentorską.

Cieszy, że w tym momencie wreszcie znika gra pozorów i mówi się już o konkretach, nie zamiatając problemów pod dywan. Prowadzony jest nieustanny dialog. Być może chaotycznie, być może skacząc z tematu na temat i często przy stosowaniu uogólnień, ale to dwustronna konwersacja – zwykle produktywna.

Taka rozmowa przypomina spotkanie w knajpie. Szopi ze swoim mentorem nie rozmawiało ani w sali konferencyjnej, ani w hali zajmowanej przez przedstawicieli firm wchodzących w skład 5. klasy Google Launchpad. Trzech pracowników firmy zasiadło po prostu na tarasie z widokiem na zatokę i most Bay Bridge.

Naprzeciwko nich usiadł Jan Beranek.

Mentor pomagający Szopi jest czeskim przedsiębiorcą, który pracuje w firmie U.Plus. Jak zdradził wcześniej w rozmowie, o polskiej firmie biorącej udział w Google Launchpad nie wiedział zbyt wiele. Przed spotkaniem przeczytał, czym zajmuje się nasz rodzimy zespół z jednej kartki papieru. I to mu wystarczyło.

google launchpad san francisco bootcamp szopi startup

Mentoring w końcu nie polega na podaniu gotowych rozwiązań. Zauważyłem, że w rozmowie z zespołem Szopi ważniejsze były pytania, niż udzielane na nie odpowiedzi. Tak naprawdę startuperzy nie muszą przekonywać do swojego pomysłu obcej im osoby. Rozmowa ma być dla nich inspiracją, by coś zmienić.

Sesja mentorska to bita godzina takich niewygodnych pytań.

Startuperzy podczas sesji mentorskiej mają godzinę na to, by pokazać swój produkt i zadać pytania. Ich rozmówcy zaczynają dopytywać o szczegóły, drążyć, dociekać. Są nieustępliwi i bezlitośni. Jako obserwator zaczynam czuć po chwili pewne napięcie – bo nie na wszystkie pytania jest odpowiedź.

Podobnie jak cały Google Launchpad, także i te rozmowy wyglądają nieco chaotycznie. Szybko się jednak okazuje, że pozornie niewinne pytania nie padają bez celu. Mentor dobrze wie, w którą strunę uderzyć i jaką reakcję otrzyma. Czasem wręcz widać, jak nad głową jego rozmówców zapala się lampka: „Aha!”.

google launchpad san francisco bootcamp szopi startup

Spotkania są bardzo intensywne.

Działając pod presją czasu, nie da się wyjaśnić wszystkiego dokładnie. Trzeba przedstawiać swoją wizję konkretnie, operować na pewnym poziomie abstrakcji. Dla twórców startupów to z pewnością niezła szkoła biznesu. Ich przyszli kontrahenci i klienci też będą się pewnie niecierpliwić.

Podczas spotkania w ruch idą laptopy, kartki, ołówki. Mentor na szybko przygląda się stronie internetowej startupu, szuka dziur. W powietrzu fruwa masa niedokończonych zdań, a w głowach kłębią się urwane myśli. Taka rozmowa wygląda na prawdziwie stymulującą, chociaż wygląda też na przytłaczającą.

A takich rozmów Szopi i każdy inny startup odbędą w San Francisco po kilkanaście.

Podczas każdego takiego spotkania mentorzy mogą im pokazać aplikacje i strony internetowe innych firm, które mogą stać się dla nich inspiracją. Wyjaśniają im meandry prowadzenia biznesu – od projektowania, przez sprzedaż, po pozyskiwanie funduszy. Wiele z tej wiedzy z głowy uleci, ale to nie problem.

google launchpad san francisco bootcamp szopi startup

Podczas wizyty w oddziale Google’a w San Francisco upewniłem się, że startupowa rzeczywistość potrafi wyglądać tak, jak w serialu Dolina Krzemowa. Produkcja ta może i trochę ją zabarwia, ale w rzeczywistości firmy mające potencjał zmienić świat często powstają i osiągają sukces przez przypadek.

Nie można jednak zapominać, że startupy są jak tonące okręty.

Takiego porównania pod koniec sesji z Szopi użył w formie żartu Jan Beranek, gdy wspominał firmę, która szukając inwestora po cichu, przepisała cały kod swojej aplikacji – i byli przykładem właśnie takiego statku, który nadal płynie, ale jego załoga musi dzielić czas pomiędzy wiosłowanie i łatanie dziur w kadłubie.

Bynajmniej nie oznacza to, że taki okręt trzeba opuścić. Po prostu startuperzy muszą zdawać sobie sprawę, że tak jak na konferencjach branżowych pełno jest górnolotnych haseł o innowacji, które pozwalają złapać wiatr w żagle, tak na sukces składa się przysłowiowa praca u podstaw.

google launchpad san francisco bootcamp szopi startup

Szczęściu można jednak pomóc, a takie programy jak Google Launchpad właśnie po to powstały.

Jego organizatorzy wierzą, że praktyczna wiedza i możliwość interakcji pozwolą wziętym pod ich skrzydła firmom się rozwinąć. Czy i jak to wykorzystają, zależy jednak od tego, ile pracownicy z takich spotkań wyciągną. Przykłady z poprzednich lat pokazują, że to jest jak najbardziej możliwe.

Ludzie związani ze środowiskiem startupów wierzą, że firmy mogą popełniać mnóstwo błędów, ale nadal jako tako działać. Jeśli jednak chcą się utrzymać na powierzchni i prosperować, potrzebują się uczyć, w tym na błędach. Bootcampy i sesje mentorskie zaś pozwolą wykorzystać cudze porażki i sukcesy.

Spotkania z mentorami są ważną, ale nie jedyną częścią bootcampu Google Launchpad. Kolejnego dnia miałem okazję przyjrzeć się prowadzonym przez zaproszonych prelegentom wykładom i warsztatom. Dopełniają one teorię praktyką, ale o tym opowiem już w kolejnym materiale.

Dołącz do dyskusji