Za każdym razem, gdy widzę, że Facebook ma kłopoty, po cichutku cieszę się w środku

Artykuł/Social media 21.02.2018
Za każdym razem, gdy widzę, że Facebook ma kłopoty, po cichutku cieszę się w środku

Za każdym razem, gdy widzę, że Facebook ma kłopoty, po cichutku cieszę się w środku

Moje małe facebookowe Schadenfreude nie może doczekać się momentu, gdy Facebook nie będzie już liczył się na scenie mediów społecznościowych. A to może stać się szybciej, niż się wydaje.

Rynki, które Facebook zdobył najszybciej – Stany Zjednoczone czy Kanada – są nasycone serwisem, wręcz dojrzałe i to z nich Facebook czerpie najwięcej przychodów. Stanowią one wskaźnik tego, co może stać się z serwisem w innych krajach. Wiadomości są pozytywne – Facebook traci młodych użytkowników w wieku poniżej 25 lat, a w Stanach i Kanadzie po raz pierwszy stracił użytkowników, dokładnie milion.

Użytkownicy Facebooka spędzają na nim mniej czasu, niż kiedyś. Przychody Facebooka wzrosły, ale dla przyszłości nie oznacza to niemal nic. Facebook sprzedaje miejsca reklamowe i dostarcza reklamy, więc paradoksalnie wzrost przychodów może oznaczać zwiększenie liczby targetowanych reklam. A to nigdy nie jest dobre, bo użytkownicy zawsze mają punkt, w którym reklam robi się za dużo, a serwis staje się po prostu śmieciowy i nieangażujący.

Tak zaczynają się końce serwisów społecznościowych.

Doskonale pamiętam koniec MySpace’a czy Naszej Klasy. Pierwszymi oznakami końca były spadki zaangażowania użytkowników i nadmierne zaśmiecanie platform, przerost formy nad treścią. Gdy odpływ użytkowników się zaczyna, wszystko potem dzieje się lawinowo. Serwisy stają się “not cool”, młodzi ludzie przestają ich używać (co już dzieje się na sporą skalę w Facebooku), a sam serwis próbuje ratować się zmianami (Zuckerberg zapowiedział zmiany w algorytmie, które mają wyświetlać więcej postów znajomych a mniej postów od marek i reklam). Tylko że wtedy jest już zwykle za późno, bo coś innego zajęło już miejsce fajnego serwisu społecznościowego.

Żadna sieć społecznościowa, nieważne jak wielka, nie będzie wieczna. Facebook mimo zapuszczenia macek praktycznie w każdy zakątek internetu nie jest wyjątkiem od tej reguły. Użytkownicy się zmieniają, a to, że Facebook przetrwał ponad dekadę, jest i tak niezłym wyczynem.

Facebookowi nie pomaga, że na jego czele wciąż stoi Mark Zuckerberg.

To on podejmuje kluczowe decyzje i jest tak bardzo rozpoznawalny, że zaczyna szkodzić swojemu własnemu serwisowi.

Od początku Zuckerberg był kontrowersyjną postacią, ale ostatnio stał się chłopcem do bicia. Wirtualna wycieczka w VR do zdewastowanego huraganem Portoryko wzbudziło niesmak całego świata. Zuckerberg potwierdził to, co większość z nas podejrzewała od dawna – nie ma wyczucia, jest oderwany od rzeczywistości i nie umie sympatyzować z ludźmi.

To oderwanie od rzeczywistości podkreślam już od lat, od czasów, gdy Zuckerberg twierdził, że będziemy dzielić się na Facebooku każdą najmniejszą aktywnością, że nikt nie będzie już samotny, że Facebook jest odpowiedzią na bolączki współczesnego świata.

Jeszcze wtedy, około 2011 roku, ludzie nie tyle wierzyli Zuckerbergowi, o ile podziwiali go jako wizjonera. Dziś jest trochę inaczej. Plotki o starcie Zuckerberga w wyborach, zatrudnienie ankieterów śledzących opinie o nim na całym świecie, spadek „cool factora” Facebooka, przepychanki z Muskiem o to, że sztuczna inteligencja będzie dobra dla ludzkości, wycieczki VR po Portoryko – to wszystko sprawia, że ludzie coraz mniej lubią Zucka.

Wiązanie losu produktu z wizerunkiem założyciela i wciąż osoby decyzyjnej jest niebezpieczne, bo pokłada zbyt duży ciężar na jednej osobie. Taki Travis Kalanick usunął się w cień w Uberze, bo kontrowersje były zbyt przytłaczające. Zuckerberg nie usunie się w cień, bo wierzy w swoje szczęśliwe wizje, w których będziemy żyć szczęśliwie w wirtualnej rzeczywistości połączonej Facebookiem.

Człowiek, który wymyślił lajka, dziś tego żałuje. Byli pracownicy Facebooka mówią o tym, że żałują swojego udziału w jego tworzeniu, bo ma negatywny wpływ na ludzi i społeczeństwo. Młodzi ludzie nie mają powodów, by angażować się na Facebooku.

Cieszę się. Już czas, by Facebook zaczął powoli się zwijać. Najpierw na Zachodzie, a potem efektem lawiny w reszcie świata. Nie nastąpi to w jeden dzień, a Zuckerbergowi i tak zostanie mnóstwo firm i produktów, które kupił za pieniądze zarobione na Facebooku. Może będzie to lekcja dla wszystkich przedsiębiorców, by próbować patrzeć na świat z perspektywy użytkowników, a nie swoich ideologii i czystych danych.

Dołącz do dyskusji

Advertisement