Bayonetta 2 daje pstryczka Kratosowi i dowodzi, że nie ma czegoś takiego jak zbyt epicka gra – recenzja

Recenzja/Gry 26.02.2018
Bayonetta 2 daje pstryczka Kratosowi i dowodzi, że nie ma czegoś takiego jak zbyt epicka gra – recenzja

Bayonetta 2 daje pstryczka Kratosowi i dowodzi, że nie ma czegoś takiego jak zbyt epicka gra – recenzja

Azjatyccy artyści potrafią zamienić walkę w sztukę. Pojedynek w taniec. Pole bitwy w scenę teatru. Japońska fantazja nie ma umiaru, galopując za przesadą, bogactwem i efektownością. Bayonetta 2 jest czystą esencją tego nurtu. Sceny walki, jakie zobaczycie w tej grze wideo, zostaną w waszej pamięci na zawsze. Czegoś takiego nie można zapomnieć.

Kilka tygodni temu pierwsza Bayonetta pojawiła się na platformie Steam. Gra z czasów Xboksa 360 nareszcie zadebiutowała na komputerach, od razu w atrakcyjnej cenie. Chociaż produkcja zdążyła się mocno zestarzeć, dla wielu moich kolegów była jak potężny powiew świeżego powietrza. Znajomi długo zbierali szczęki z podłogi, widząc, jak cholernie efektowny, grywalny i statysfakconujący jest to tytuł. Kiedy więc powiedziałem, że Bayonetta 2 jest dwa razy lepsza, nie chcieli dać wiary.

Niestety, dotychczas Bayonetta 2 była grywalna wyłącznie na niezbyt popularnej konsoli Wii U.

Grzechem byłoby jednak, aby tak niesamowita i niepowtarzalna produkcja zmarnowała się na platformie, która kilka miesięcy temu wyzionęła cyfrowego ducha. Szukając szybkiego i łatwego sposobu na poszerzenie katalogu gier na wyłączność, Nintendo wydało więc Bayonettę 2 ponownie, tym razem dla przenośnego Switcha. Właśnie ją przeszedłem i wow, po prostu wow – nie sądziłem, że z poczciwej mobilnej Tegry można aż tyle wycisnąć.

Sześćdziesiąt klatek na sekundę. Z taką wartością działa Bayonetta 2 dla konsoli Nintendo Switch zarówno w trybie stacjonarnym, jak i przenośnym. To godne odnotowania osiągnięcie. Niestety, moc obliczeniowa nie jest z gumy. Aby pożądana płynność została zachowana, należało złożyć ofiarę na ołtarzu rozdzielczości. Z tego powodu gra zawsze działa w standardzie 720p. Również na wielkim ekranie telewizora.

To zapewne dlatego Bayonetta 2 w trybie przenośnym wydaje się znacznie, znacznie ładniejsza. Bardziej wyraźna. Nie tak rozciągnięta. Z ostrym jak katana głównej bohaterki obrazem. Pozytywne wrażenie znika po zadokowaniu Switcha w stacji. Obraz 720p na moim salonowym telewizorze zaczął zdradzać graficzne archaizmy. Tła wydały się bardziej surowe. Krawędzie mocniej ząbkowane. Żeby nie było – Bayonetta 2 na TV wygląda nieźle. Ale to tyle. Byle gra z PS4 lub XONE wprawi ją w kompleksy.

Te 60 klatek było dla producenta priorytetem, by odpowiednio przekazać niesamowite wydarzenia widoczne na ekranie.

PlatinumGames to mistrzowie egzotycznych gier akcji. Studio stoi za takimi projektami jak Nier: Automata, Vanquish, Transformers: Devastation czy Metal Gear Rising: Revengeance. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tych tytułów zaczyna wam już świtać, czego można się spodziewać po grze wyprodukowanej dla Nintendo. Gdybym miał do czegoś porównać drugą Bayonettę, byłoby to połączenie demonicznego filmu Constantine z… mangą Dragon Ball Z. Niecodzienne zestawienie, zdaję sobie z tego sprawę.

Oto bowiem nad głowami niczego nieświadomych ludzi toczy się konflikt między siłami nieba i piekła. Anioły zmagają się z demonami, a Ziemia jest polem ich regularnych bitew. Myli się jednak ten, kto sądzi, że stajemy po jasnej stronie mocy. Tytułowa Bayonetta jest mroczną wiedźmą z masą demonicznych kontraktów na koncie. Jej dusza ma zagwarantowane miejsce w piekle, a moce czerpie od plugawych pomiotów przyzywanych do walk. Mimo osobliwego bestiariusza, to właśnie ta kobieta próbuje uratować świat przed zbliżającą się zagładą z rąk starych bogów…

Wbrew pozorom scenariusz to nie tylko dodatek. Historia naprawdę ma znacznie. Jest wielopłaszczyznowa, obejmuje skoki w czasie oraz nagłe zwroty akcji. Fabuła nie jest nawet w połowie tak zakręcona jak w Nier: Automata, ale bez wątpienia stanowi jeden z motorów napędowych gry. Walczyłem z kolejnymi hordami aniołów nie tylko dla mistrzowskiej mechaniki starć. Chciałem również wiedzieć, co wydarzy się dalej. Banalna historia jest naprawdę dobrze opakowana.

Jednak to wymagające, trudne, piekielnie efektowne i bardzo rozbudowane walki są sednem tego tytułu.

Gdy pomyślę, ile jest w tej grze możliwych kombinacji ciosów, to zaczyna mnie boleć głowa. Nie chodzi tylko o same sekwencje, ale również wachlarz broni. Tych jest kilkanaście. Każda diametralnie inna od drugiej. Rewolwery, katany, baty, piły spalinowe, łuki, młoty, włócznie – narzędzia zniszczenia są unikalne i mają odmienne zastosowanie. Dlatego twórcy nie tylko pozwalają na wymianę wyposażenia, ale również żonglowanie nim w trakcie samej walki. Teraz nałóżcie na to demoniczne przywołania oraz metamorfozy bohaterki, a także sekwencje kontekstowe.

Bayonetta 2 to jedna z tych niewielu gier, w których walki NIGDY się nie nudzą. Nie ma znaczenia, czy z danym przeciwnikiem bijesz się po raz pierwszy czy pięćdziesiąty. Starcia zawsze są nieoczekiwane i dynamiczne. Non stop dzieje się coś ciekawego. Raz odkryjesz nową kombinację ciosów, innym razem zamienisz się w wielkiego kruka i rozdziobiesz ofiarę. Ot, typowy dzień z życia mrocznej czarownicy. Wszystko to nieziemsko cieszy, chociaż początki z tym tytułem wcalee nie należą do łatwych.

Bayonetta 2 nie wybacza. Na średnim poziomie trudności trzeba się gimnastykować, aby przeżyć. Uniki to absolutna podstawa, której opanowanie w stopniu eksperckim jest obowiązkowe. Przeciwnicy mają kapitalne asy w rękawach. Walcząc z nimi, często czułem się jak równy naprzeciwko równemu. Uwielbiam wracać do konfrontacji z czempionem światła, który posiada równie rozbudowany zestaw ciosów co sama Bayonetta. Najlepiej na wysokim poziomie trudności. Wtedy naprawdę czuję, co to epicka i wyrównana potyczka. Jestem jak Neo w pierwszym Matriksie, który odkrywa, że jednak może pokonać agenta Smitha.

Bayonetta 2 to gra akcji w starym stylu. Taka jak God of War oraz Devil May Cry. Tyle tylko, że lepsza.

Za postawienie mrocznej wiedźmy wyżej od boga wojny wielu może się obrazić. Albo zacząć ostrzyć noże. Im dłużej jednak myślę o tym zestawieniu, tym bardziej jestem go pewien. Bayonetta 2 posiada lepiej rozbudowany mechanizm walki, więcej sekretów do odkrycia oraz więcej zawartości do odblokowania. Do tego żywotność produkcji wydłuża sieciowy tryb kooperacji na arenie, w którym walczy się przeciwko naprawdę potężnym przeciwnikom.

Największe zalety:

  • Niesamowite, niezwykle efektowne walki tonące w epickości
  • Masa zawartości do odblokowania
  • 60 klatek, nawet w trybie mobilnym
  • Szybszy kod sieciowy
  • Zjada God of War na obiad, Devil May Cry je na deser

Największe wady:

  • Obraz 720p na telewizorze FHD nie powala
  • Egzotyczna stylistyka oraz specyficzna bohaterka, która nie każdemu się spodoba
  • 210 złotych za remaster z Wii U to sporo

Bayonetta 2 to jedna z pereł w koronie całego gatunku akcji. Szkoda, że dawniej była dostępna wyłącznie na Wii U. Teraz można ją ograć również na znacznie popularniejszym i cieplej przyjętym Switchu. Kto wie, może za kilka lat pojawi się również na PC, tak jak pierwsza odsłona serii. Nieważne, na czym będziecie ją uruchamiać. Ważne, żeby w ten tytuł zagrać. Takich produkcji nie można przepuszczać koło nosa. Zwłaszcza, jeżeli wychowaliście się w erze niesamowitych gier dla PlayStation 2.

Dołącz do dyskusji

Advertisement