Spotkałam się ze złodziejami, którzy okradają mieszkania i domy. Nie boją się żadnych zabezpieczeń

Spotkałam się ze złodziejami, którzy okradają mieszkania i domy. Nie boją się żadnych zabezpieczeń

Spotkałam się ze złodziejami, którzy okradają mieszkania i domy. Nie boją się żadnych zabezpieczeń

Zamknęłam okna, drzwi, spojrzałam prosto w oczy psu i poprosiłam, żeby był czujny, bo głupio by było, gdyby ktoś się włamał, kiedy ja będę siedziała na konferencji poświęconej bezpieczeństwu domów.

Od specjalistów dowiedziałam się, że należy tworzyć współpracujące ze sobą systemy zabezpieczeń (kogo na to stać?), nie zostawiać uchylonych okien (ups), mieć dobre kontakty z sąsiadami, którzy mogą zobaczyć coś podejrzanego. Od złodziei, że jeśli będą chcieli, to i tak się do mnie włamią.

Andrzej, skądinąd przesympatyczny chłopak, ze swadą opowiadał o swoim fachu… na bakier z prawem. Marek jest nieco starszy i o pracy mówił tak swobodnie, jak o każdej innej. Jest specem od mieszkań. Korzystał przede wszystkim z rusztowań przystawianych do bloków przy okazji remontów. Wystarczyło, że założy zieloną kamizelkę i nikt nie zwracał na niego uwagi. Po tej rozmowie już nigdy nie spojrzę tak samo na ludzi w zielonych kamizelkach.

Niejeden młody człowiek tak fałszuje CV, żeby wyglądało jak życiorys Andrzeja. Doświadczenie bogate — w zawodzie od 9 lat. Przedsiębiorczy i ambitny od dziecka — zaczął w wieku lat 14, jako prosty złodziej, ale już po dwóch latach awansował na włamywacza. Dobrze zorganizowany i pracowity — realizował kilka dużych projektów miesięcznie, każdy z nich, według jego szacunków, o średniej wartości 8 tys. zł. Oczywiście 8 tys. na osobę. Młody, profesjonalny i z doświadczeniem.

Złapani przez przypadek.

Andrzej został wsypany przez wspólnika. Tamten poszedł sam na robotę, coś spartaczył, wpadł i teraz biedny chłopak musi siedzieć przez jego gapiostwo. Sam nigdy nie został złapany i złapany nie będzie, bo solennie obiecuje, że do zawodu nie wróci. Jak go słucham, to mam co do tego pewne wątpliwości, ale to pewnie wstrętny cynizm. Andrzeju, trzymam kciuki.

Marek także nie wpadł na włamaniu. Uciekł mu autobus nocny, a że noc zimna i czekać na następny trzeba było długo, to wziął z klatki schodowej pobliskiego bloku rower. Tylko monitoringu nie zauważył. Na co dzień specjalista,  tymczasem zapomniał podstaw BHP poza godzinami pracy. On też do fachu – oczywiście – nie wróci.

To mnie (nie) ochroni.

Niezbyt pokrzepiona informacją, że żeby złapać włamywacza, trzeba mieć sporo szczęścia, udałam się do domu, zabezpieczać majątek przed ewentualnym włamaniem.

Więzienny ekspert od zabezpieczeń doradza zainstalowanie monitoringu i podpisanie umowy z firmą ochroniarską. To włamywaczy odstrasza, jest szansa, że zrezygnują i pójdą do sąsiadów. Mam gdzieś schowaną tabliczkę firmy ochroniarskiej. Już miałam iść ją wywiesić, ale… przypomniałam sobie słowa pana Andrzeja. Jak widzi tabliczkę informującą, że domu pilnuje firma ochroniarska, a z rogów zerkają kamery, to wie, że właściciele najwyraźniej mają, co chronić. A firma ochroniarska dojechać i tak nie zdąży. On na taką robotę potrzebuje maksimum 10 minut, a pierwsi ochroniarze wcześniej nie pojawią się wcześniej. Ok, to tabliczka jednak nie. Wracam z nią do domu.

Według statystyk 80 proc. włamań dokonywanych jest przez okna. Zwykle to wyważenia, wybicia albo pchnięcie uchylonej okiennicy. Popatrzyłam na okna na parterze. Przecięcie szyby w nich to ponoć kilka sekund. Andrzej zrobiłby to szybko, diamentem. Stylowo, ale marna to dla mnie pociecha. Wystarczy wyciąć otwór na rękę, sięgnąć do klamki i samemu sobie otworzyć. Może zainwestować w klamkę z kluczykiem, przynajmniej spowolni włamywaczy, o ile ten kluczyk nie będzie cały czas znajdował się w klamce. Marek twierdzi, że to bardzo częste. OK, jednak nie kupię nowej klamki. Dobrze, że ta, którą mam się luzuje, może mu zostanie w ręce podczas włamania. Mam pomysł, po prostu przestanę ją dokręcać.

Zabezpieczenie piekarnikiem.

Patrzę na psa i oznajmiam mu, że jakby chcieli się dostać, to go uśpią. Nie ma innego wyboru, muszę się zabezpieczyć przez piekarnik. Robię ciasto, kiedyś w sklepie usłyszałam, że sąsiad szczególnie gustuje w szarlotce. Upiekę wieczorem i jutro zaniosę. Porozmawiamy o bezpieczeństwie w okolicy, przy okazji dam mu swój numer, żeby dzwonił, jakby widział coś podejrzanego, ja wezmę jego. Ekspert więzienny przyznał, że spostrzegawczy sąsiad, może się okazać najbardziej skutecznym zabezpieczeniem.

Dołącz do dyskusji

Advertisement