Pracuj, gdziekolwiek jesteś. Thinkpad X1 Carbon 5 gen. na pewno cię nie zawiedzie – recenzja

Recenzja/Biznes 20.01.2018
Pracuj, gdziekolwiek jesteś. Thinkpad X1 Carbon 5 gen. na pewno cię nie zawiedzie – recenzja

Pracuj, gdziekolwiek jesteś. Thinkpad X1 Carbon 5 gen. na pewno cię nie zawiedzie – recenzja

W przededniu rynkowego debiutu szóstej generacji Thinkpada X1 Carbon trafiło do nas piąte wcielenie legendarnego, biznesowego ultrabooka. I muszę powiedzieć, że skoro piąta generacja wyszła Lenovo aż tak dobrze, to z niecierpliwością czekam na następcę.

Thinkpad X1 Carbon gościł już na łamach Spider’s Web, podobnie jak jego „wyginana wersja” – X1 Yoga. Nie będę was więc zanudzał tym, co wszyscy zainteresowani już wiedzą, a co niezaznajomieni z tematem mogą sobie doczytać.

Jeśli chcecie zobaczyć, jak wytrzymałe są Thinkpady, polecam wideo Marcina Połowianiuka:

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o konwertowalnym X1 Yoga, odsyłam do mojej recenzji:

Poprzednie generacje biznesowego ultrabooka były udanymi produktami, ale zawsze im czegoś brakowało. W każdej recenzji starych X1 narzekaliśmy na:

  • ekran nienadający się do pracy z grafiką
  • bardzo słabe głośniki i gniazdo słuchawkowe
  • powolne napędy SSD
  • głośną i ciągłą pracę wentylatorów
  • czas pracy na jednym ładowaniu grubo poniżej obietnic producenta.

Z przyjemnością ogłaszam, że Lenovo Thinkpad X1 Carbon pozbawiony jest niemal wszystkich wad poprzedników.

Zaczynając od końca, czyli od czasu pracy na jednym ładowaniu – jest świetnie. W pracy typowo biurowej, przy średnim poziomie jasności, z włączonym Wi-Fi, Wordem, przeglądarką i jakimś Spotify w tle spokojnie wyciągałem 11-12 godzin pracy. Czyli blisko 15 godzin deklarowanych przez Lenovo.

Oglądając wideo na Netfliksie przy maksymalnej jasności spokojnie mogłem liczyć na około 6 godzin pracy, co też uważam za bardzo dobry wynik. Przeciętnie w zastosowaniach mieszanych Lenovo Thinkpad X1 Carbon wytrzymywał mi 8-9 godzin z dala od gniazdka. To bardzo dobre wyniki. Tym lepsze, że Thinkpady to chyba najszybciej ładujące się laptopy na rynku – wystarczy godzina z wpiętym kablem ładowania USB-C, by doładować laptopa do 80 proc.

Ogromną bolączką Thinkpadów zawsze była praca wentylatorów. Inżynierowie marki uznali, że lepiej, aby laptop pozostawał chłodny, niż cichy, więc z reguły czarne laptopy Lenovo wentylują non-stop, nawet gdy komputer nie wykonuje żadnych wymagających zadań.

W Thinkpad X1 Carbon 5 gen. jest inaczej. Wiatraczki włączają się dopiero wtedy, gdy faktycznie muszą. Nie będą chłodzić, gdy np. korzystamy z przeglądarki czy procesora tekstu. A kiedy już będą musiały wkroczyć do akcji, chociażby podczas edycji zdjęć, wideo tudzież ogromnych tabelek w Excelu, ich głośność nigdy nie jest uciążliwa.

Piąte wcielenie X1 Carbon w końcu oferuje też sensowne prędkości napędu SSD. Dla przypomnienia, w testowanym półtora roku temu X1 Yoga prędkości te wyglądały… niezbyt imponująco:

Za to w X1 Carbon 5 gen. jest już znacznie lepiej. Pięciokrotnie lepiej przy odczycie i ponad dwukrotnie lepiej przy zapisie. A wieść niesie, że szósta generacja laptopa będzie jeszcze szybsza.

Głośniki i gniazdo słuchawkowe nadal nie są w Thinkpadzie wybitne, ale nie mogę ich też uznać za wadę X1 Carbon 5 gen. Optymalizacja Dolby Audio Premium zrobiła swoje i podłączając słuchawki do złącza jack 3,5 mm w końcu można cieszyć się przyzwoitym brzmieniem. Głośniki nie zdobędą żadnych nagród, ale przynajmniej nie są już tak cieniutko brzmiące jak kiedyś.

Ekran to krok w przód, choć tutaj wiele zależy od wybranego modelu. Do mnie na testy przyjechał laptop wyposażony w 14-calową, matową matrycę FHD. To dobry ekran. Dostatecznie jasny, o względnie dobrych kątach widzenia i wysokim kontraście. Przeciętny użytkownik będzie zadowolony, a biznesmen spędzający całe życie w mailach i tabelkach – wprost oczarowany.

Gładzik jest niemożliwy do utrzymania w czystości – to jego jedyna wada.

Ten panel nie oczaruje jednak grafików, gdyż pokrywa ledwo 85 proc. przestrzeni barw sRGB, do tego z dużym odchyłem kolorów od normy. Za to już panel 2560 x 1440 w droższych X1 Carbonach to zupełnie inna bajka. W wyższych konfiguracjach spokojnie można używać ultrabooka Lenovo jako maszyny do obrabiania zdjęć czy pracy z grafiką.

Powyższe braki, które zostały uzupełnione, to dość obiektywne kwestie, wymagające interwencji Lenovo. Nieco bardziej subiektywnie muszę powiedzieć, że wciąż jestem rozczarowany brakiem gniazda na karty SD. Nie było go wcześniej, nie ma teraz, nie będzie go w szóstej wersji Thinkpada X1 Carbon.

Szkoda, że profesjonalna linia laptopów podąża za trendem ze świata konsumenckiego, który jest dla mnie kompletnie niezrozumiały – ostatecznie większość profesjonalnych aparatów wciąż ma na pokładzie przynajmniej jeden slot na karty SD (obok szybszych kart, np. XQD lub CFAST). Miło by było móc po prostu wyjąć kartę z aparatu i włożyć ją do laptopa. Bez konieczności stosowania zewnętrznego czytnika.

Tego jednego naprawdę mi brakuje. Oprócz czytnika kart SD nie mam jednak zastrzeżeń do wyboru portów w X1 Carbon 5 gen. Jest naprawdę dobrze. Mamy porty USB-A, port HDMI, mamy dwa porty Thunderbolt 3. Mamy nawet port do podłączenia (poprzez adapter) kabla Ethernet, jak również modem LTE, skrywający także slot na karty microSD. Nie ma się do czego przyczepić.

Jaki jest Thinkpad X1 Carbon 5 gen. na co dzień?

Słowem: znakomity. Nie wiem, na ile to autosugestia czy podszepty marketingu, ale faktycznie czuć, że mamy do czynienia ze sprzętem klasy biznes. Thinkpad X1 Carbon to prawdziwy koń roboczy, gotowy na każde wyzwanie, w każdych warunkach.

Testowałem jedną ze słabszych wersji Lenovo Thinkpad X1 Carbon 5 gen., wyposażoną w procesor Intel Core i7-7600U, 8 GB RAM-u i napęd SSD o pojemności 256 GB. Mimo tego komputer ani razu się nie zająknął. Spodziewałem się, że przy zadaniach naprawdę ramożernych, jak jednoczesna obróbka zdjęć i korzystanie z Google Chrome, Thinkpad nie da rady, a jednak – poradził sobie śpiewająco i ani razu w czasie testów nie zwolnił.

Czytnik linii papilarnych działa z Windows Hello i odblokowuje komputer błyskawicznie.

Moim chlebem powszednim jest pisanie i tu znowuż, Thinkpad X1 Carbon 5 gen. to maszyna po prostu wzorowa. Klawiatury Lenovo nie bez powodu obrosły legendą – to w pełni zasłużone uznanie. Klawisze mają idealny skok, są odpowiednio ułożone i sprawiają wrażenie gotowych na długie maratony z literkami. Jedyne, do czego zawsze muszę się od nowa przyzwyczajać w Thinkpadach, to lewy CTRL. Tam, gdzie CTRL znajdziemy w każdym innym laptopie, w Thinkpadach jest przycisk FN. To frustrujące, ale po kilku dniach człowiek się po prostu przyzwyczaja.

Podświetlana klawiatura X1 Carbon jest wybitna. Dla tradycjonalistów – pozostał klasyczny trackpoint.

Do tej pory tutaj następował moment, w którym pisałem, że klawiatura Thinkpada jest wspaniała, ale gładzik to zupełnie inna historia… nie tym razem.

Gładzik Thinkpada X1 Carbon 5 gen. śmiało może stać w jednym szeregu z najlepszymi. Lenovo bowiem w końcu zrezygnowało (nie w całości, ale w większości) ze sterowników Synaptics i postawiło na sterowniki Windows Precision Drivers. Teraz użytkownicy X1 Carbon mają pod palcami pełną paletę gestów Windowsa 10, której do tej pory nie mogli wykorzystywać. Na minus: gładzik pokryty jest tworzywem, które niezwykle szybko się brudzi i wyciera, przez co jeśli mamy tłuste palce, płytka dotykowa szybko zaczyna wyglądać nieestetycznie.

Nie mam też uwag do jakiegokolwiek innego aspektu pracy Thinkpada X1 Carbon 5 gen, jako użytkownik skupiający się na pracy w multimediach, nie biznesie. System jest niezaśmiecony bloatware’em, Windows 10 Pro jest tutaj nadzwyczajnie stabilny i responsywny. Z przyjemnością korzystałem też z wbudowanej kamery i mikrofonów tego laptopa – widać od razu, że to sprzęt dla kogoś, kto często będzie prowadził wideorozmowy.

Pracuj, gdziekolwiek jesteś.

Jak pisałem, Thinkpad X1 Carbon jest gotowy do pracy w każdych warunkach. Nie tylko dlatego, że jest w stanie każde warunki wytrzymać, ale też dlatego, że łatwo jest go zabrać. Gdziekolwiek.

Ten super-wytrzymały, wydajny ultrabook ma tylko 1,14 kg masy i mierzy ledwie 16 mm grubości. To plasuje go między najlżejszymi i najcieńszymi maszynami na rynku, a przecież mówimy o sprzęcie biznesowym, gdzie smukłość i lekkość mają znaczenie drugorzędne!

Trzymanie w plecaku takiego „filigranowego twardziela”, jak to ujął Marcin Połowianiuk w swoim tekście, daje niebywałe poczucie spokoju. Wiem, że mam ze sobą sprzęt gotowy do pracy w każdych warunkach, który mnie nie zawiedzie i pozwoli dotrzymać terminów.

Oczywiście za ten spokój trzeba odpowiednio zapłacić.

Thinkpad X1 Carbon 5 gen. nie należy do tanich laptopów. Konfiguracja, którą testowałem, kosztuje ponad 7500 zł, a jeśli pokusimy się o mocniejszą specyfikację, możemy zapłacić nawet 12 tys. zł!

Ten laptop wart jest jednak takich pieniędzy jak żaden inny. To nie jest delikatny, nierozbieralny ultrabook, na którego trzeba chuchać i dmuchać, a po 4 latach można tylko oddać do recyclingu. To wytrzymałe, niezawodne narzędzie, które łatwo jest serwisować i które posłuży czy w firmowej flocie, czy prywatnie, przez długie lata.

Nie mogę się już doczekać debiutu szóstej generacji X1 Carbon.

Z tego, co zobaczyliśmy na CES 2018, szykuje się kolejny skok jakościowy w tej linii laptopów Lenovo. Nowy X1 Carbon będzie też dwukrotnie szybszy (dzięki ósmej generacji procesorów Intela), będzie jeszcze dłużej pracował na jednym ładowaniu i zaoferuje ekran z pełnym pokryciem przestrzeni barw Adobe RGB.

Ja cieszę się na samą myśl. A jeśli tobie te zmiany w nowej generacji ultrabooka nie zrobią różnicy, to śmiało możesz wykładać kasę na stół i kupować piątą iterację Thinkpada X1 Carbon. To sprzęt wart każdej wydanej nań złotówki.

No i cholerka… jak na biznesowy laptop, X1 Carbon 5 gen. prezentuje się wspaniale, nieprawdaż? Prawdziwa klasa, nie żadne błyszczące podrabiańce.

Dołącz do dyskusji

Advertisement